Absurda nie lubiłem nigdy. Nawet pomijając jego kontrowersyjność, zresztą momentami dość naciąganą, po prostu muzyka zawsze była dla mnie marna. Natomiast w 2005 roku, po prawie 15 latach grania, zespół nagrał malutką EPkę, która zwyczajnie może być wzorowym przykładem na to, jak winien wyglądać niemiecki folk metal.

Na owym pięcioutworowym wydawnictwie Absurd wziął na tapetę niemieckie piosenki ludowe i ubrał je w metalowe szaty, co dało piorunujący efekt. Wielu z pewnością charakterystyczna melodyka odrzuci, natomiast w odróżnieniu od wielu kapel tzw. Folk metalowych, tu mamy autentyczny folklor w metalowym wydaniu. Zespół nieznacznie zmienił oryginalne teksty, tak aby pasowały do „pogańskiego” konceptu epki, a wrzaskliwy, metalowy wokal przeplata się tu z czystymi zaśpiewami. Niektóre utwory są skoczne, „do przodu” i na swój sposób „wesołe”, żeby nie powiedzieć – biesiadne, tym samym przywodząc na myśl pijatykę w Bawarskiej wsi, tudzież inny Oktoberfest. Nie każdemu to przypasuje, ale nawet ja, mimo iż fanem germańskiej, a już zwłaszcza niemieckiej, kultury raczej nie jestem, muszę przyznać, że gdyby Absurd grał tak zawsze, zapewne jego dyskografia dawno zasiliłaby moją kolekcję. Ludowego instrumentarium tu co prawda nie uświadczymy, natomiast mamy ludową melodykę i nastrój, którego brakuje wielu zespołom mającym do dyspozycji multum piszczałek, dud i innych lir korbowych. Tej epki naprawdę warto posłuchać, nawet jeśli ktoś dostaje histerii na samo brzmienie nazwy zespołu.

Ocena: 9/10