Thy Worshiper – jeden z najstarszych i najbardziej niedocenionych zespołów polskiej sceny paganmetalowej – z pomocą Arachnophobia Records wydał swój czwarty krążek zatytułowany Klechdy. Uznałem, że chętnie podzielę się z Wami – czytelnikami i słuchaczami – moją opinią na temat tej płyty.

Czy to już koniec dawnego Thy Worshiper?
Przez pierwsze dwa albumy zespół grał muzykę, którą można określić jako pagan black metal. W 2014 wydał długograj pt. Czarna Dzika Czerwień. Było to zupełnie coś innego niż poprzednie dzieła formacji. Słychać było więcej folkowych brzmień, kosztem minimalizacji surowego i ciężkiego black metalu, więcej damskiego wokalu. Jednak, przez całkowitą zmianę stylu, zespół stracił wielu oddanych fanów, a wydana rok temu Ozimina pokazała, że Thy Worshiper całkowicie odwrócił się od swoich pierwotnych założeń i skupił się na innym, mniej cięższym, lecz równie ponurym stylu. I teraz pojawiają się Klechdy

Najnowszy twór formacji wyśmienicie połączył oba te style, wracając do starych, drakońskich rozwiązań, a przy tym nie zapominając o tych dzikich, wariackich wręcz brzmieniach z ostatnich wydań zespołu. Czy łącząc oba  style, band będzie w stanie utrzymać przy sobie zwolenników starych oraz nowych brzmień? Moim zdaniem – tak, a nawet powinien znaleźć nowych fanów!

Czym są Klechdy?
Ciężko jest zakwalifikować Klechdy do konkretnego gatunku; najbliżej temu jednak do avant-garde. Znajdują się tutaj również inne gatunki; najbardziej słyszalnymi był folk metal, black metal oraz progressive metal. Krążek ten wywołuje również wiele emocji; najczęściej odczuwalnymi były amok, rozpacz oraz apatia. Osobiście podobały mi się te wszystkie negatywne odczucia, jako że ostatnio cały czas słuchałem wesołych, skocznych akompaniamentów; fajnie było posłuchać czegoś zupełnie innego.

Jest to trudna muzyka; już od pierwszych nut Klechdy pokazują swoją odmienność, oddalenie się od stereotypowych przedstawicieli gatunków. Niektórzy słuchacze, którzy nie znali wcześniej Thy Worshiper, mogą mieć problemy z rozumieniem tej twórczości; wszystkie elementy, które nie mają prawa do siebie pasować, w tym przypadku łączą się w jedną, spójną całość.

Na początku był chaos…
Po pierwszym odsłuchu miałem mieszane odczucia; z jednej strony świetnie się bawiłem, z drugiej zaś  zapamiętałem dwie, może trzy utwory na całym krążku. Z czasem jednak, kiedy zapamiętywałem coraz więcej piosenek, byłem jeszcze bardziej przekonany o geniuszu tego albumu.

Okropna opowieść, która świetnie brzmi z boku
Klechdy to koncept album. Jeżeli więc szukacie albumu, którego będzie można posłuchać od tak, jednym uchem, to lepiej nie podchodźcie do tego krążka; jest to płyta, w której jednym z największych atutów są liryki. Opowiadają o zwątpieniu w istnienie człowieka – o braku wiary w niego. Występują tutaj również nawiązania do wielu innych tematów, np. do mitologii słowiańskiej. Pokazuje to najbardziej wulgarny utwór na płycie – Marzanna. Całokształt jednak zalatuje mi nihilistycznymi poglądami. Podoba mi się fakt, że muzycy nie boją się pokazać w twórczości swoich uczuć.

Klimat gęsty jak kisiel
Kiedy pierwszy raz zacząłem słuchać nowego albumu Thy Worshiper, za oknem zeszły się ciemne chmury; lepszej sytuacji nie mogłem sobie wybrać do rozpoczęcia przygody z Klechdami – bowiem klimat na krążku jest iście szamański. Jednak  w pewnym momencie słuchania albumu  miałem wrażenie, jakby za moim otworem okiennym gościła totalna apokalipsa. Najnowsze dzieło tego bandu to absolutna mieszanka wybuchowa, jeżeli chodzi o klimat; świetnie balansuje między agresywnym zabarwieniem a ponurym brzmieniem.

13051680_1009713735731003_249471060824294104_n

A co z piosenkami?
Prawdę mówiąc, nie wiedziałem czego mam się spodziewać po najnowszym albumie Thy Worshiper; można powiedzieć, że wziąłem ten album w ciemno. Pełen entuzjazmu odtworzyłem pierwszy utwór na moim odtwarzaczu…

Gorzkie Żale – lepszego intra nie mogłem sobie wymarzyć. Piosenka ta stanowi świetne wprowadzenie do całego albumu, łącząc najbardziej charakterystyczne cechy dla Klechd w ponad ośmiominutowy song.
Kolejnym utworem, o którym chciałbym wspomnieć, jest Marzanna. Dawno nie słyszałem tak agresywnych emocji wypływających z jednej piosenki. Powiedzieć, że ten song jest wulgarny, to tak jak uznać, że Metallica jest znana. Miałem ochotę wyjść na ulicę i uderzyć najbliższą napotkaną osobę w twarz. Kiedy Marzanna się skończyła, musiałem zrobić sobie chwilę przerwy, żeby móc się uspokoić.
Fajnym urozmaiceniem był dla mnie krótki utwór – Post Coitum. Moim pierwszym skojarzeniem, kiedy zacząłem słuchać tej przyśpiewki, był Tim Burton. Nastrój obecny w tym songu był żywcem wzięty z jego twórczości; zupełnie jakby to była część soundtracku do jednego z filmów tego uznanego twórcy filmowego.tim-burton-sketch
Podobał mi się Post Coitum; pozwolił mi chwilę odpocząć, przed ostatnim utworem na pierwszym dysku.
Wschody – trwająca prawie jedenaście minut suita, która nie daje ani chwili odpoczynku słuchaczowi. Cały czas trzymała mnie w niepewności; nie wiedziałem, kiedy nastąpi „wybuch”  i przez prawie połowę piosenka stopniowała napięcie, żeby w końcu rozpocząć ciężką ucztę dla moich uszu. Muzycznie Wschody są jeszcze bardziej barbarzyńskie niż wcześniej wspomniana Marzanna. Outro, jakie dane było mi usłyszeć w ostatnim utworze jest prawdopodobnie jednym z lepszych motywów, jakie mogłem usłyszeć w tym roku.
Pierwsza część tego koncept albumu trwa niecałe czterdzieści minut – to wystarczy, żeby to było zakwalifikowane jako długograj, a przede mną czekała jeszcze druga, dłuższa o kilka minut część…

Po krótszej przerwie wziąłem się za słuchanie drugiej części Klechd. Zioła udowodniły mi, że druga połowa koncept albumu jest co najmniej równie dobra, co pierwsza. Genialne intro; tajemnicza atmosfera utworu była coraz bardziej intensywna, żeby w końcu „uwolnić” agresję obecną w poprzednich utworach na krążku.
Nadszedł czas na Słońce. Podczas słuchania tego songu cały czas miałem wrażenie, jakbym słuchał ostrzejszej wersji piosenki Ożyny, która jest obecna na ostatniej  i jedynej EP’ce zespołu – Ozimina.
Klechdy to również ukłon w stronę miłośników twórczości Adama Mickiewicza. Przez jedenaście minut Dziady pokazują, jak literatura polska pasuje do muzyki granej przez Thy Worshiper.

Wirtuozi muzyczni?
O obecnych muzykach zespołu nie można powiedzieć, że nie potrafią grać; słychać w ich twórczości, że ich instrumenty nie są im obce i mają z nimi wieloletnie doświadczenie. Wydaje mi się, że najlepiej wypadł Tomasz „Grabaż” Grzesik, który jest odpowiedzialny za większość folkowych wstawek na albumie. Perkusista Bartosz Maruszak wykonał swoje zadanie na ocenę co najmniej bardzo dobrą – improwizowanie ze zmianami tempa, oraz granie bardzo skomplikowanych kompozycji, Bartosz opanował do perfekcji. Gitara basowa prowadzona przez Krystiana Mazura jest bardzo intensywna; nadaje to ciężaru całej muzyce i świetnie komponuje się z pozostałymi instrumentami. Gitary elektryczne w wykonaniu Dariusza Kubali oraz Marcina Gąsiorowskiego mają niecodzienne brzmienie; dzięki nim, w piosenkach obecny jest szamański (lub też grobowy) klimat. Do gustu przypadły mi wokale. Niski, męski growl opracowany przez Marcina Gąsiorowskiego oraz wokal pomocniczy Dariusza Kubali dobrze współgra z wysokim, kobiecym wokalem – przypominającym gdzieniegdzie jodłowanie – odegranym przez Annę Malarz.

1123124

Album idealny?
Ciężko jest stwierdzić, czy Klechdy są albumem idealnym. Z jednej strony tak; niecodzienne spotyka się zespoły grające podobną muzykę, Thy Worshiper wprowadził zupełnie coś nowego do muzyki, umiejętności techniczne wykonawców… Za to należy się miano krążka idealnego. Z drugiej strony jest to specyficzna muzyka, która nie podejdzie każdemu słuchaczowi do gustu. Mnie jednak Klechdy kupiły, i chcę żeby zespół grał w takim stylu. Czy jest to najlepsza rzecz, jaką słyszałem w życiu? Nie wiem, ale jestem pewien, że jest to bardzo mocny kandydat na najlepszą polską płytę folkmetalową, a możliwe nawet, że na najlepszą płytę folkmetalową roku w ogóle.

10/10