Jestem kimś, kogo można nazwać muzycznym narkomanem – jak nie słucham dużo jakiejś muzyki, rośnie moje zapotrzebowanie na kontakt z tym. Tak jest z fińskim folk metalem; słucham przez kilka miesięcy i przez długi czas nie czuję potrzeby na obcowanie z tym podgatunkiem. Ostatnio jednak mój „głód” wzrósł, a ile można słuchać Finntrolla – który ostatni album wydał pięć lat temu – albo Moonsorrow,;fakt, Jumalten aika ujrzało światło dzienne w sumie niedawno, ale od czasu premiery już tyle razy przesłuchałem tego krążka, że znam już go w 100 procentach. Pragnąłem znaleźć coś nowego…

Szukać nie musiałem długo, moje poszukiwania na YouTube doprowadziły mnie do tego zespołu – a konkretniej do teledysku do utworu Tyrmä. Przesłuchałem – i miałem już zaopatrzyć się w cały album – jednak okazało się, że do premiery będę musiał poczekać jeszcze trochę. Obgryzając paznokcie z niecierpliwości, pozbawiony nadziei, że dotrwam do premiery, udało się. Zaopatrzyłem się w – jak się w międzyczasie okazało – debiutancki krążek Verikalpy, i czym prędzej wziąłem się za słuchanie.

Na początku wydawało mi się, że panowie z Verikalpa dokładnie przestudiowali rynek, w którym się obracają, i porobili wszystkie prace domowe, wyciągając najlepsze atuty fińskiego folk metalu; ciężko, szybko, skocznie,  czasem i epicko, a wszystko to z „trollowym” sznytem. Czego chcieć więcej? No właśnie jak się okazuje, chciałoby się trochę zróżnicowania. Po trzeciej lub czwartej piosence zaczęła się wkradać monotonia, a co za tym idzie – nuda. Wszystkie utwory zostały stworzone za pomocą jednego schematu. Może poza Rautatammi – ostatnim kawałkiem na krążku, który trochę różni się od pozostałych, jest dużo wolniejszy, oraz czasem trwania – jest to najdłuższa piosenka na Taistelutahto. Ten oraz Tyrmä są moim zdaniem najlepszymi momentami na płycie. Muszę jednak przyznać, że cu Finowie zrobili na mnie świetne  pierwsze wrażenie, pierwsze kawałki dostarczyły mi dużo dobrej zabawy.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że jest to debiut, w dzisiejszych czasach trudno jest zrobić początkującym zespołom coś, co by wbiło przeciętnego słuchacza w ziemię. Taistelutahto to po prostu solidny – niczym nie wyróżniający się – album folkmetalowy, który można przesłuchać, i już więcej do niego nie wracać. Do największych legend gatunku jeszcze daleko, ale jestem w stanie uwierzyć, że Verikalpa kiedyś będzie stawiana obok takich gwiazd jak Korpiklaani czy Ensiferum, i zdobędzie grono fanów… do którego się na razie nie zaliczam.

5+/10