Nastał wreszcie dzień, kiedy to olsztyńscy metalowcy doczekali się koncertu, na którym nie grały (jak to zwykle w Olsztynie bywa) zespoły hardcorowe, udające, że grają metal. Tym dniem był 22 czerwca roku 2013, którego w klubie Andergrant odbył się koncert pod zachęcającą nazwą „Black metal w Noc Kupały” (co prawda faktyczna Kupałnocka wypadała dzień wcześniej, ale nie bądźmy małostkowi). Niestety, jak zwykle, nawet mimo wcale atrakcyjnego składu, na koncert nie przyszedł prawie nikt. Prawie, bo w porywach w klubie było z 50 osób, z czego zaledwie kilkanaście stało pod sceną. A potem pojawi się w Internecie tradycyjne narzekanie, że „w Olsztynie nic się nie dzieje”. Ale cóż poradzić. Publika dała ciała, a wykonawcy? Przeciwnie.

Pierwszy na scenie pojawił się ukraiński Balfor. Jeśli mam być szczery, to napiszę że jak dla mnie panowie nie zaprezentowali niczego ciekawego, ale różne są gusta. Natomiast obiektywnie rzecz biorąc – dynamiczny, lekko patetyczny black/death metal okraszony tu i ówdzie czystymi wokalizami mógł się podobać. Sęk w tym, że nie miał komu, bo podczas występu Ukraińców pod sceną nie było prawie nikogo. Dlatego też w końcu panowie zwinęli się na piwo, a ich miejsce zajęła chyba największa gwiazda wieczoru – Khors, też z ojczyzny Chmielnickiego. Bez ogródek należy też przyznać, że był to najlepszy występ tego dnia. Panowie świetnie czują się na scenie i śmiem zaryzykować stwierdzenie, że na żywo słucha się ich nawet lepiej niż z płyt, podczas gdy zwykle jest zgoła odwrotnie. Co prawda nie rozumiem jak można wić się w quasi-erotycznym tańcu do utworów traktujących o tragedii Ukraińców cierpiących pod bolszewickim jarzmem, ale nie od dziś wiadomo, że często metalowcy zasadniczo mają gdzieś przekaz zespołu. Wracając jednak, Khors zagrał większość utworów z ostatniej płyty („Wisdom of centuries”), a także kilka z poprzednich; całość występu rozpoczęło też nastrojowe intro (również z ostatniej płyty). Transowa, przepełniona emocjami muzyka grupy raczej nie zachęcała do robienia pod sceną „młynu”; prędzej do chłonięcia w skupieniu kreowanej atmosfery w czym pomagały odtwarzane sample i nastrojowe oświetlenie. Chciałbym móc powiedzieć, że publika to zrozumiała i dlatego stała w skupieniu obserwując występ, ale spowodowane to było raczej ogólną jej drętwością tego wieczoru, co w sumie w przypadku Olsztyna nie jest niczym dziwnym.

Po Khorsie na scenie pojawiła się czerwona płachta i stelaż z porożem: to przygotowywano rekwizyty pod występ projektu Rogi. Dziwny to twór, poruszający się w stylistyce około doom metalowej z mocną domieszką drone, a nawet sludge, a wszystko w lekko pogańsko-okultystycznej otoczce. Prawdziwą ciekawostką jest jednak dobór środków wyrazu, a może raczej sposób ich wykorzystania: Rogi to jeden pan grający jednocześnie na perkusji, gitarze i jeszcze się wydzierający. Zamieszczone na profilu FB nagrania z prób były intrygujące, jednak sam występ był taki sobie. Widać było u artysty zdenerwowanie, czy może tremę; pojawiały się pomyłki, a trwająca kilka minut wymiana kabla trochę zepsuła atmosferę. Utwory były bardzo podobne do siebie i sprawiały raczej wrażenie improwizacji, nie żeby było to czymś złym, ale jak dla mnie czegoś tu zabrakło. Jednym słowem – pomysł zaiste ciekawy, ale wykonanie trochę kulało, przynajmniej póki co. Zważając jednak, że to zdaje się pierwszy występ projektu, myślę że wszystko jeszcze przed Rogami. Brawa należą się i tak, za sam pomysł i odwagę.

Jako ostatnia zagrała olsztyńska grupa Non Opus Dei, powiązana osobą lidera (i bodaj perkusisty) z folk metalowym Alne, o którym nie raz pisane było na naszych skromnych łamach. Występ Klimora et consortes był bardzo solidny – było głośno, ciężko i bardzo intensywnie, chociaż mi osobiście nie do końca odpowiadał dobór utworów. No i żeby tak zejść bez bisu? Panowie… Grupa, oprócz odegrania utworów zarówno z ostatniej, jak i wcześniejszych płyt, zaprezentowała też premierowy utwór z nadchodzącego splitu z Morowym – całkiem ciekawa rzecz. Szkoda tylko, że na dobrą sprawę było to granie dla pustej sali, momentami aż przykro było patrzeć.

Podsumowując – „Black metal w Noc Kupały’’ po pierwsze pokazał, że olsztyńscy fani metalu, o ile tacy istnieją, mają go w rzeczywistości gdzieś; a po drugie był bardzo ciekawym, solidnym i intensywnym wydarzeniem. Tym bardziej szkoda, że został olany.