Nareszcie! Po prawie czterech latach przerwy światło dzienne ujrzał najnowszy album norweskiego zespołu Borknagar, tak bardzo oczekiwany przez wiernych fanów. Płyta nosi tytuł Winter Thrice, ukazała się 22 stycznia i została wydana przez Century Media Records. Chętnie podzielę się moimi wrażeniami dotyczącymi tego albumu.   

Pierwsze odczucia po przesłuchaniu tej płyty miałem naprawdę bardzo mieszane, jednak zmieniło się to po kolejnych jej odsłuchaniach. Proporcjonalne połączenie melodii z tak zwanym cięższym graniem nie jest łatwe w viking metalu… A jednak się udało. Jest to tym bardziej godne uznania, biorąc pod uwag fakt, że mija dwadzieścia lat, odkąd ukazał się debiutancki album tego zespołu. Ale wracając do Winter Thrice…

Różnorodność doznań.  Czysty, bardzo wyraźny śpiew Larsa oraz ICS Vortexa, tak samo wyrazisty scream Vintersorga, wspaniałe chórki; przykładem tego jest  utwór  Cold Runs The River. Poza piosenką Panorama za każdym razem słyszymy czysty wokal równocześnie – bądź też naprzemiennie – ze scremem. To jest po prostu świetne.

Przejdźmy do gitar. Riffy we wszystkich piosenkach są charakterystyczne dla większości nurtów metalu (heavy, thrash, black, death), jednak trafiają się też sensu stricto rockowe. Ta cała paleta gatunkowa nie jest moim zdaniem minusem – wręcz przeciwnie. Na uwagę zasługuje również praca perkusisty. Crashe, belle, hit-haty otwarte czy zamknięte, różne rodzaje tom-tomów – to wszystko już słyszałem, ale wrażenie na mnie zrobiło zagranie na obręczy werbla w The Rhymes Of The Mountain.

Dużym plusem albumu są partie klawiszowe. Pianino w When Chaos Calls, interesujące partie elektroniczne  w  Winter Thrice oraz genialny numer (szczególnie z uwagi na klawisze) Panorama. Warto posłuchać.

Na koniec słów kilka na temat warstwy lirycznej albumu. Niezwykle różnorodna, symboliczna, ciekawa; The Rhymes Of The Mountain to utwór o rywalizacji, o wzroście i upadku. Winter Thrice w moim mniemaniu przedstawia prawdziwy obraz zimy – czyli mróz, lód, śnieg, a co za tym idzie, walkę zwierząt o jej przetrwanie. Cold Runs The River  jest kolejnym głębszym i zmuszającym do refleksji testem, w którym rzeka jest przedstawiana jako wyznacznik czasu oraz źródło życia. Panorama to ukazanie natury jako wielkiego dzieła, utwór mówi o narodzinach i śmierci każdego jej elementu. When Chaos Calls  wyraźnie podkreśla, że są momenty, kiedy w naturze czy kosmosie chaos jest potrzebny. Erodent porusza tematykę związaną z miejscem człowieka w przyrodzie. Noctilucent jest dla mnie bardzo tajemniczy, z jednej strony opowiada o zmierzchu, kryształach lodu i wodzie, z drugiej – mówi również o chmurach, które mimo swojej różnorodności łączą się w pary. Nie wierzę, że nie kryje się za tym głębszy przekaz. Ostatnia piosenka Terminus  ma moim zdaniem uniwersalny przekaz, z którym każdy z nas może się utożsamić… Jeśli jesteście go ciekawi, sięgnijcie po ten album.

Spójność muzyczna krążka i głębokie teksty każdej z piosenek – to wszystko sprawia, że jestem tą płytą oczarowany… Z każdym jej kolejnym przesłuchaniem co raz bardziej. Nie zawiedziecie się.

 

10/10