Kiedy zobaczyłem kraj pochodzenia zespołu, ucieszyłem się, bo spodziewałem się nawiązań do folkloru czeskiego, słowiańskiego, jednak tak w warstwie tekstowej, jak i muzycznej mamy inspiracje kulturą celtycką. Wizerunek zespołu też do niej nawiązuje, aczkolwiek gdybym oceniał książkę po okładce, to po obejrzeniu ich promocyjnych zdjęć po muzykę bym już nie sięgnął. Teksty z kolei są głównie po angielsku, co osobiście uważam za minus, zwłaszcza, że – jak pokazują trzy utwory po czesku – język ten o wiele lepiej się sprawdza w muzyce Cruadalach.

Muzycznie mamy tu do czynienia z bardzo typowym, żeby nie powiedzieć sztampowym, folk metalem. Cruadalach absolutnie nie odkrywa niczego nowego, a i sam nie posiada zbyt wyrazistego charakteru. Wszystko jest tu niby na miejscu – ludowe instrumentarium i melodie, zadziorne  riffy, niby zróżnicowane, ale znowuż typowe (i momentami irytujące) wokale oraz charakterystyczny nastrój utworów. Na pewno płyta znajdzie swoich zwolenników, bo obiektywnie rzecz biorąc wszystko jest zagrane przyzwoicie. Ludowe wstawki stoją na wysokim poziomie, a i tu i ówdzie zdarzy się ciekawsza partia, jednakże jak na mój gust brakuje Cruadalachowi jakiejś idei, myśli przewodniej i po prostu pomysłu na siebie. Płyta gra sobie i niewiele z tego wynika, po czym nagle się kończy, a słuchacz nawet nie zauważa kiedy. Mam wrażenie, że zespół bardzo chciał stworzyć coś w celtyckim „klimacie”, ale chyba nie do końca miał na to pomysł, poza tym „folk” zdaje się momentami być tu do „metalu” przyklejony na siłę. Chyba lepiej byłoby zająć się folklorem czeskim, zwłaszcza, że niewiele w tym zacnym kraju folk metalu.

Nie znaczy to jednak, że to zła płyta. Po prostu zwyczajna. Na swój sposób solidna, ale generalnie bardzo typowa. Na plus zaliczam ludową stronę materiału, bo osoby za nią odpowiedzialne dobrze wywiązały się ze swojego zadania (na przykład w takim „Blejanje na mjesec” czy „Dubh”), natomiast strona metalowa, poza kilkoma wyjątkami, mocno przynudza – a niektóre momenty zostały wrzucone chyba zupełnie od czapy. Warstwa tekstowa również jest typowa dla konwencji (nic ciekawego),  chociaż zdarzają się niezłe kwiatki typu „If it sounds emo to you – Just cut yourself”, które brzmią już po prostu głupio.

Podsumowując:  typowy, niczym się nie wyróżniający, album folk metalowy. Momentami można odnieść wrażenie, że muzycy grają bez przekonania, innym razem z kolei aż wychodzą z siebie, żeby przypodobać się słuchaczowi. Wiem, że zespół ma jakieś tam grono fanów, ale ja raczej nim nie zostanę.

Ocena: 5/10