Materiał ten jest już dość leciwy (pierwsza data wydania 2002), ale jako że jest to kawał niesamowitej muzyki, a do tego szykuje się jego reedycja, warto go przypomnieć, lub zaprezentować tym, którzy go nie znają.

Muzyka zawarta przez Dub Buka na tej (i następnej) płycie przenosi słuchacza do XVII wieku, na Zaporoże. I to dosłownie. Folkowe melodie, które towarzyszą bardzo interesująco zaaranżowanym partiom gitarowym przywodzą na myśl Sicz, Kozaków i stepy Ukrainy. I w tym miejscu mógłbym właściwie tę recenzję zakończyć, bo to po prostu trzeba usłyszeć. Jednak troszkę się jeszcze rozwinę.

Płytę otwiera utwór tytułowy, zaczynający się od wystrzału z armaty i jest to sygnał, że Kozacy ruszają na Zbaraż, i nie biorą jeńców. W poszczególnych utworach dzieje się dużo – zmiany tempa, spokojniejsze partie, solówki, ludowe motywy. Muzyka jest bardzo intensywna, a niektóre utwory dochodzą do ponad dziesięciu minut, ale raczej trudno się przy nich nudzić. Wypada pogratulować muzykom bardzo składnych kompozycji i niebanalnych pomysłów, których niestety mocno zabrakło na nowej płycie. Szczególnie warte polecenia są utwory „Ukrainie Sława!”, którego motyw przewodni dosłownie ścina z nóg, aż sam Chmielnicki byłby zadowolony, a także „Dym – jewo znamja, Agoń – jewo koń” ze swoją skoczną partią, którą swego czasu przewijałem kilkanaście razy bez przerwy. Właściwie – to nie ma tu ani jednego słabego utworu, a na zakończenie dostajemy jeszcze słynną kresową piosenkę, którą raczej każdy zna w takim, czy innym wykonaniu. Absolutny mus dla fanów Ukraińskich klimatów. Zresztą okładka mówi sama za siebie – trudno było by o lepszą ilustrację do zawartej na „Idu na Wy!” muzyki.

Ocena: 10/10