Zagłębiowski Eier wydał kolejny, trzeci już krążek zatytułowany Rewolucja. Dlaczego przykuł moją uwagę? Jeśli chcecie się tego dowiedzieć – zapraszam.

Zacznijmy od tego że wiele się o tym zespole nasłuchałem; słyszałem o ich przełomowym podejściu do muzyki, spotkałem się nawet z opinią, że grają ,,nietypowy folk metal”. Postanowiłem to zweryfikować …

Od samego początku płyta brzmiała bardzo rockowo. Widać jednak, że zespół starał się, aby album był zróżnicowany. Eier zaserwował nam zatem sporo hardrockowych i soczystych metalowych riffów, a nawet blackmetalowe zwolnienia tempa. To wszystko okraszone rozbudowanymi solówkami gitarowymi i mocnymi akcentami basu. Wokal Grażyny zasługuje na uznanie (może to dość zaskakujące porównanie, ale kojarzy mi się trochę z Rudą z Red Lips), choć w balladzie Niebieskie przesłanie osobiście mi się, delikatnie mówiąc, nie spodobał. Tak naprawdę byłem dość mocno zaskoczony stylistyką grupy, biorąc pod uwagę zasłyszane opinie na temat charakteru jej twórczości; moją uwagę zwróciły teksty, w których można doszukiwać się pogańskich i antyklerykalnych nawiązań. Mówię oczywiście o utworach W Cieniu Korony, Czas Zniszczyć Wszystko i Armia Straconych. Co do kwestii instrumentalnej, zagłębiając się potem w poprzednie wydawnictwa, muszę stwierdzić, że zespół ma swój styl. Wielka szkoda, że nie do końca mi on przypadł do gustu, bo zamiast rewolucji moje uszy otrzymały pikietę, w dodatku o dość przeciętnych postulatach. Jeśli ktoś lubi granie pokroju takich zespołów jak Venflon, ta płyta zdecydowanie jest dla niego. Ja nie znalazłem w niej tego, czego szukałem. Niemniej jednak solidną szóstkę stawiam, bo potencjał jest.

6/10