Jestem zły na ten album. Miałem nadzieję, że przesłucham właśnie płytę folkmetalową, o której będę mógł zapomnieć od razu po jej zakończeniu. Nie byłem jednak gotowy, na to co było mi usłyszeć…

Już od samego początku album przykuł moją uwagę bogactwem ze strony ilości instrumentów folkowych; od skrzypiec, przez akordeon, aż po gitarę akustyczną. Nie oznacza to jednak, że obecne tam instrumenty przytłaczają swoją ilością, wręcz przeciwnie – wszystko tutaj do siebie pasuje, i świetnie komponuje się z innymi elementami obecnych w muzyce Ekyrian. Po prostu – bardzo przyjemne dla ucha dźwięki.

Pierwszy utwór – Angua rozpoczyna się fajnym, klimatycznym wstępem, granym na skrzypcach, flecie i gitarze akustycznej, żeby chwilę potem zmienić klimat za sprawą wejścia gitar i perkusji. Nie oznacza to jednak, że klimat tego songu zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni; cały czas brzmienie jest spokojne, pozwalające się zrelaksować. Tempo jednak wzrasta w połowie piosenki, kiedy można usłyszeć świetną solówkę na gitarze. Utwór jest świetny, niestety, całość niszczy mi wokalista, który śpiewa w swoim ojczystym języku – hiszpańskim. Osobiście wolałbym, żeby wszystkie liryki na krążku były po angielsku. Spodobał mi się fakt, że muzycy od samego początku dają z siebie wszystko i chcą zachęcić odbiorcę do dalszego słuchania. Idąc tym tropem, chętnie odtworzyłem kolejny utwór na płycie.

W drugim songu – Pueblo Celta słyszalne są niepotrzebne moim zdaniem klawisze. Wywołuje to efekt sztuczności, w mojej opinii klawisze należałoby zminimalizować – lub też w ogóle z nich zrezygnować. Jednak najgorzej keyboard brzmiał w przedostatnim numerze na albumie – Folkyria; w pewnym momencie miałem wrażenie, jakbym słuchał jakiegoś słabego disco z lat osiemdziesiątych. Na szczęście, to brzmienie przeszkadzało mi tylko w tych dwóch utworach. Último Aliento przez swoją partię skrzypiec mi przypominał piosenkę Horned God pochodzącą od warszawskiego bandu – Morhana. Ostatni kawałek na early playu to La Leyenda de Santana (Primera parte); jest to przyjemna ballada utrzymana w trochę mroczniejszym klimacie niż reszta krążka. Niemniej jest to fajne zamknięcie albumu i daje wrażenie dzieła kompletnego.

Dużo do życzenia pozostawia produkcja płyty. Kiedy chciałem podkręcić głośność na swoim odtwarzaczu, po pewnym czasie zaczęły mnie boleć uszy, a gdy zmniejszałem głośność – nic nie słyszałem. Chciałbym za jakiś czas usłyszeć ten krążek w odświeżonej wersji, bo uważam, że muzyka, jaką gra Ekyrian, zasługuje na wyróżnienie. Pomimo tych wszystkich niedoróbek na Pueblo del Bosque, podczas jego słuchania bawiłem się świetnie! Chciałbym zobaczyć, co ci Hiszpanie chcą nam jeszcze zaprezentować.

8/10