Co za wieczór! Folk Fest 2014 w Warszawie przeszedł już do historii, ale w naszych pamięciach będzie żył jeszcze bardzo długo. Taka folk metalowa uczta musiała rozgrzać, nawet w tak mroźny, jesienny dzień.

********************************************************

Forodwaith wystąpił jako pierwszy. Białorusini okazali się bardzo pozytywnym punktem programu. Przyznam się, że nie znałem tego zespołu wcześniej, lecz to, co zaprezentowali, w pełni przedstawiło mi ich twórczość. Było skocznie, mocno, z folkowym polotem w riffach. Jakość występu była na wysokim poziomie; zaryzykuję stwierdzenie, że brzmieli najlepiej z całej plejady (choć nie było to w sumie raczej trudne, gdyż brakło im nietypowych instrumentów). Grupa była ubrana tak, iż nie dało się ani na chwilę zapomnieć, na jaki festiwal się przybyło, za co również duży plus dla nich. Podobała mi się gra gitarzysty solowego, a szczególnie jego ciekawe partie. Najjaśniejszym zaś punktem występu był wokalista, który chętnie zagadywał publikę wyuczonymi polskimi frazami, zabawnie brykał po scenie, a na koniec przebiegł w obie strony pasem dla fotoreporterów, przybijając piątki ze wszystkimi w pierwszym rzędzie. Bardzo pozytywne zaskoczenie na początek wieczoru!

Setlista: 10 / 10
Wykonanie: 9 / 10
Kontakt z publiką: 10 / 10
Ogólne wrażenie: 10 / 10

********************************************************

Helroth to zespół, który chyba najłatwiej zapamiętać z incydentu, jaki zaszedł na koniec ich występu. Co było powodem, mogę się jedynie domyślać; najprawdopodobniej z jakiegoś powodu organizator postanowił skrócić im występ. Na to nie zgodzili się gitarzysta oraz skrzypek i zeszli ze sceny. Po chwili wrócili mocno zdenerwowani i dokończyli setlistę. Nie wiem i pewnie się nie dowiem, czy dokładnie tak było, ale brawo dla nich za to, że zawalczyli o swoje i pozostali na scenie do końca dla swoich fanów. Sam występ grupy był na dobrym poziomie, lecz troszkę bezbarwny. Wykonali swą muzykę solidnie, mimo dość skomplikowanego składu instrumentalnego. Może to wina setlisty, że koncert nie wzbudził we mnie większych emocji (co zresztą zaobserwowałem także wśród otaczającej mnie publiczności). Piosenki były dobre, lecz zabrakło tego, co powinien robić support – rozgrzania. Zdecydowanym minusem był żeński wokal, który regularnie krzywdził moje uszy. Zespół nie popisał się także kontaktem z publicznością: gdyby nie perkusista, który przynajmniej starał się utrzymywać więź z fanami za pomocą spojrzeń i mimiki, nie miałbym zbytnio o czym wspomnieć. Dobre wrażenie pozostawił natomiast wizerunek sceniczny grupy.

Setlista: 6 / 10
Wykonanie: 9 / 10
Kontakt z publiką: 4 / 10
Ogólne wrażenie: 7 / 10

********************************************************

Percival Schuttenbach… Muszę o tym pisać? Naprawdę muszę? Dla mnie ten występ był po prostu żałosny, sztuczny i nadmuchany. Bawienie się w satanistów, tandetne stroje pani wokalistki (wraz z prześmieszną próbą growlu) zmieniane co utwór, bardzo groźne miny „idę ci wpierdolić” basistki przedzielone „całuskami” wysłanymi do kogoś z publiczności, ogrom skrzeczącego wokalu kobiet, diabeł w kolorowych butach firmy Nike, przytulanki z nim… i tak mógłbym wyliczać do jutra. Wspomnę jeszcze tylko o jednej rzeczy, która naprawdę rozbroiła mnie do reszty: wokalistka przyniosła sobie deskorolkę, przejechała na niej 3 (słownie: trzy) metry i to było na tyle. PO CO?! Nie do końca wiem, czy to był koncert, czy może kabaret, albo w ogóle jakiś cyrk. Tak czy siak, było słabo. Występ wywołał we mnie tak negatywne emocje, iż na słowa lidera „nasz nowy album właśnie się miksuje” byłem w stanie zareagować tylko komentarzem „mam nadzieję, że się zwarzy”. Większej żenady jeszcze na scenie nie widziałem. A pomyśleć, że ta karykatura zespołu dostała prawie tyle czasu scenicznego, co Forodwaith i Helroth łącznie… Zostawię to bez komentarza.

Setlista: 3 / 10
Wykonanie: 8 / 10
Kontakt z publiką: 5 / 10
(Powtarzania co 5 minut o jubileuszu zespołu nie wliczam.)
Ogólne wrażenie: 0 / 10

********************************************************

Na osłodę dostaliśmy Skálmöld. Grupa zaczęła robić dobre wrażenie jeszcze zanim koncert się rozpoczął. Podczas rozstawiania sprzętu bardzo radośnie reagowali na widok każdego fana w koszulce zespołu, a podczas krótkiej próby dźwięku robili wszystko, by publiczność mogła się pośmiać, zamiast nudzić w oczekiwaniu na występ. Rozbrzmiało intro napisane specjalnie na potrzeby projektu symfonicznego (który odbył się równo rok przed Folk Festem), a koncert rozpoczął się na dobre. Skálmöld nie grał w Polsce po raz pierwszy, więc zdążył już nas przyzwyczaić do bardzo dobrych występów. Tak było i teraz. Wykonanie absolutnie bezbłędne, mimo znacznego skomplikowania utworów. Co było zaskakujące, gościnny keyboardzista niemal idealnie imitował wokal pełnoprawnego członka grupy, który nie mógł wystąpić na Folk Feście. Skálmöld wyrasta na bardzo dojrzały scenicznie zespół i za to mają mój wielki szacunek. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to setlista. Była dobra, a piosenki równomiernie wybrane spośród trzech albumów Islandczyków, ale nie wszystkie oblicza ich twórczości zostały należycie zaprezentowane. Zespół, oprócz oczywistych klasyków Narfi oraz Kvaðning, postawił wyłącznie na mocne i surowe utwory, a mi zdecydowanie zabrakło czegoś w stylu Sorg, Hel, Loki, Dauði, czy też dowolnej z trzech ostatnich kompozycji na najnowszym krążku. Setlista była dobra, ale mogła nie przemówić do osób, które dotąd Skálmöldu nie znały, gdyż przedstawiła grupę nieco wybiórczo.

Setlista: 8 / 10
Wykonanie: 10 / 10
Kontakt z publiką: 10 / 10
Ogólne wrażenie: 10 / 10

********************************************************

Arkona to żywioł sam w sobie. Oglądanie Maszy na żywo zawsze powala, toteż byłem na to gotowy, a i tak nogi się pode mną ugięły. Tak pełna energii kobieta może pochodzić tylko z Rosji, a dla innych nacji jej fenomen jest chyba niemożliwy do pojęcia. Biega, skacze, krzyczy, jest po prostu wszędzie, a w jej głosie nigdy nie słychać zmęczenia. Jej głęboki oddech, unosząc włosy siłą podmuchu ukazuje, jak bardzo przeżywa muzykę, która jest jakby integralną częścią jej samej. W wykonaniu nie zabrakło niczego, zespół był równie bezbłędny jak sama Masza. Występ tworzył niesamowitą atmosferę, głównie za sprawą doskonałej setlisty, przejmując całkowitą kontrolę nad emocjami słuchacza. Przyznaję, nie lubię słuchać Arkony z płyty, bo mnie nudzi. Ale koncerty to co innego. Widziałem ich już nie pierwszy raz na żywo i chętnie oglądałbym co tydzień. To niewiarygodne, jak wiele ten zespół potrafi dodać do percepcji swej twórczości za pomocą aury, którą tworzy na scenie. Chylę czoła i wyczekuję następnych wizyt w Polsce.

Setlista: 10 / 10
Wykonanie: 10 / 10
Kontakt z publiką: 10 / 10
Ogólne wrażenie: 10 / 10

********************************************************

Pora na danie główne! Eluveitie – oczywiście – nie zawiodło. Doskonali jak zawsze, niezmiennie zachwycający. Było wszystko, czego oczekuje się od gwiazd wieczoru. Wykonanie nieskazitelne, mimo tak skomplikowanego instrumentarium i tymczasowego muzyka w ekipie. Kontakt z publicznością zasłużył na najwyższe uznanie, gdyż był praktycznie nieustanny. Koncert był bardzo widowiskowy. Najbardziej utkwiła mi w pamięci Anna stojąca na perkusji (większej od niej kilkunastokrotnie) i waląca pałką w talerz, biorąc przy każdym uderzeniu ogromny zamach. Pałka następnie odnalazła swą drogę do fanów. Były też róże rzucane w publikę przed A Rose For Epona. Niezapomniane były także tła mitologiczne, pomagające słuchaczom wczuć się w przesłanie utwórów (szczególnie Vianna), dzięki czemu koncert zyskał dodatkowy wymiar. Nie sposób wymienić wszystkie te wyjątkowe momenty. Setlista była genialna. Wszystkiego po trochu, w tym pełno klasyków i najświeższych kompozycji. Także kolejność piosenek została zmyślnie dopracowana, dzięki czemu nie groziły słuchaczom ani stagnacja, ani przemęczenie. Jestem jedynie zawiedziony, że znów nie zagrali Everything Remains As It Never Was, ale to moja osobista zachcianka i brak tego utworu na pewno nie wpłynie na ocenę końcową, jak i nie wpłynął na jakość występu. Koncert był wspaniały i pozostaje jedynie czekać z utęsknieniem na powrót zespołu do Polski.

Setlista: 10 / 10
Wykonanie: 10 / 10
Kontakt z publiką: 10 / 10
Ogólne wrażenie: 10 / 10

  • Custos18

    Recenzja słabiutka, w ogóle nie adekwatna do zespołów na koncercie.

    • Yarpenn Zigrinn

      Rotfl. Jedna z najgorszych recenzji, jakie w życiu czytałem To jakaś gimbaza pisała? Wstawianie 10/10 za cokolwiek oznacza perfekcję. Jeżeli taki koncert jest perfekcją to człowieku niewiele w życiu widziałeś i masz mgliste pojęcie o muzyce. Recenzja jest wybitnie nacechowana emocjonalnie, widać, których zespołów jesteś fanem, a z którymi Ci nie po drodze. System zerojedynkowy. Albo coś jest mega zajebiste albo do spuszczenia na drzewo. Poczytaj sobie człowieku nieco więcej na temat Arkony, na temat tego, o czym śpiewają za granicą, a szczególnie w Rosji. Wielu ludziom jest z tego powodu bardzo smutno do dziś i tego gównianego zespołu nie słuchają. Gwiazdy za bardzo biły Ci po oczach, oślepiły ewidentnie. Percivala fakt, albo się kocha albo nienawidzi, taka karma, ale wstawienie 0/10 oznacza totalny brak szacunku i zero zrozumienia do tego, kim są Ci ludzie i co poświęcają, by być muzykami. Nie wiem, czy w Polsce znajdę drugi taki zespół, który tak dużo robi, by dążyć do swoich celów. A z matematyki pała. (3+8+5)/3=5,3, a nie zero, więc ewidentnie widać, że chciałeś komuś dosrać, tylko Ci nie za bardzo to wyszło Najwyraźniej koncert przerósł Twoje pojmowanie, na co mogę spuścić jedynie zasłonę szczerego współczucia, nie każdemu jest dane być inteligentnym Folkmetal.pl zawsze szanowałem, ale jak zobaczę jeszcze jedną tak żenującą recenzję to chyba portal zarobi permbana…

      • Heidrunn

        Nie rozumiem hejtu na cały portal za tę recenzję. Pisała ją jedna osoba, wyraźnie jest napisane kto, a mimo to są tacy, którzy uogólniają. Ja tej recenzji nie pisałam, nie zgadzam się z nią też do końca, ale uważam że recenzja jak to recenzja – jest SUBIEKTYWNA. A fakt, że się z czyjąś recenzją nie zgadzamy, nie powinien sprawiać że z założenia uważamy wszystkich w jakiś sposób z tym powiązanych za winnych 😛

        • Yarpenn Zigrinn

          To w sumie chyba jest relacja, a nie recenzja, ale co tam, słowa nie będę się czepiał, mimo że wygląda nieprofesjonalnie. Może i bym tak nie uogólnił, gdyby nie to, że to nie pierwszy taki wybryk. Tekstu o zakochanym folkmetalowcu nawet nie skomentuję, bo mi się po prostu słabo robi. Najbardziej mnie szokuje to, że góra akceptuje tak marne rzeczy. Ale w sumie to czemu nie, im bardziej szokujący badziew tym większa oglądalność. Tylko pytanie, czy do tego ma to wszystko dążyć? A relacja powinna być obiektywna, subiektywnie może napisać sobie coś ktoś, ale prywatnie. No chyba, że się mylę, to mnie naprostuj… 🙂

  • percivalfan

    El deadache! idz ty lepiej zrec i leniuchowac zamiast pisac recenzje szkole w ogole skonczyles? Bo chyba lat to masz nie za duzo na takie wypowiedzi