Pierwszy raz miałem do czynienia z Forndom pod jego starą nazwą, czyli Heathen Harnow. Kiedy wydał swoją debiutancką EP Flykt, byłem bardzo podekscytowany, myślałem, że będzie to zapowiedź bardzo dobrego albumu. Czy się myliłem…?

Album Dauðra Dura został wydany 29 stycznia 2016 roku nakładem Nordvis; dlaczego dopiero teraz zapraszam Was do lektury? Mówiąc wprost, nie byłem przekonany, czy warto słuchać tej płyty, ale
w końcu się przemogłem… zatem od początku.

Sam tytuł płyty Dauðra Dura oznacza ,,drzwi śmierci” w języku islandzkim i pochodzi z nordyckiego poematu Grógaldra (zaklęcia Grói); jak trudno się domyślić, album skoncentrowany jest na problematyce śmierci.

Pieśni są miękkie i wypełnione śpiewem, a przy tym znakomicie zrealizowane. Nie zabrakło mistycznej atmosfery kojarzącej się ze średniowiecznymi śpiewami mnichów, co właściwie nie powinno zaskakiwać; przecież to też jest rodzaj muzyki religijnej. Wykorzystano tu wiele tradycyjnych instrumentów, okraszonych dźwiękami bębnów i gitary akustycznej, a także melancholijnymi partiami skrzypiec. Czasami słychać również róg – np. w När gudarna kalla. Wszechobecnym dźwiękiem, słyszalnym w prawie każdym utworze, jest pewnego rodzaju szum w tle, który uważam za syntezę, dającą efekt gotowości do muzyki, jakbyś czekał na jakieś doniosłe wydarzenie. Momenty, w których dźwięki naprawdę są mocniej odczuwalne, następują przy dynamicznych zmianach tempa – zdecydowanie na plus. Jedyny element,  który nie wywołuje mojego zachwytu, to tzw. bezgłośny śpiew – ,,Ååhåå-hååhååå-heia-hååå-ååhååå!, czyli rodzaj płaczu. W tym przypadku (mam na myśli album) brzmi on bardzo melancholijnie, co jest zupełnym przeciwieństwem efektów znanych nam z EP Flykt.

Teksty (w języku szwedzkim) są naprawdę ciekawe. Paradoksalnie jednak to utwór instrumentalny zrobił na mnie największe wrażenie – Svitjod (czyli Szwecja). Przypuszczam, że nie jest to w żadnym razie zamiarem pana Swärda, ale – słuchając płyty – w mojej wewnętrznej istocie widzę jakiś muzyczny film, przedstawiający obraz współczesnej Szwecji…  Jeśli chodzi o utwory z tekstem, zdecydowanie na największe brawa w mojej opinii zasługuje Nio natters led .

Podsumowując… Debiutancki album ma niezwykły, mistyczny charakter, jednak, pomimo wielu zalet, jest nieco odrobinę prostszy w przekazie niż EP. Czy to źle? Moim zdaniem nie. W ramach eksperymentu słuchałem go, będąc pod wpływem różnych emocji, i odkryłem jedną ważną rzecz. Płyta idealnie się nadaje do osobistych rozważań, jest bardzo refleksyjna.  Album uważam za bardzo dobry, doskonale też sprawdza się na żywo. Nie jest to dzieło idealne, ale z pewnością miło będzie do niego powracać.

8/10