Chociaż oficjalna premiera nastąpi dopiero za tydzień, wytwórnia Napalm Records, której podlega Alestorm, udostępniła nam nowy album Szkotów na mocy naszej współpracy już teraz. Kapitan Christopher Bowes wraz ze swoją szaloną załogą przedstawiają Sunset on the Golden Age. Podkręcamy głośniki, wyciągamy kotwicę i wypływamy, ahoj!

Album ocieka nie tylko wodą morską, rumem i piwem, ale także alestormowatością. Jest to dokładnie takie brzmienie, do jakiego zespół nas przyzwyczaił, lecz w odświeżonym, bardziej doświadczonym wydaniu. Jako że stylu bliżej przedstawiać nie trzeba, przejdę od razu do omówienia konkretnych utworów. Otwierający kawałek Walk The Plank oryginalnością nie powala. Zaryzykuję stwierdzenie, że każdy fan zespołu już zna refren: jest taki sam, jak w The Sunk’n Norwegian z poprzedniego krążka, różniąc się tylko tekstem. Bardzo podoba mi się w tym utworze partia keyboardu oraz jego solidnie podkręcone tempo, zatem jest dobrze. Następnie przychodzi czas na Drink, które zespół zaprezentował już wraz z teledyskiem. Świetna piosenka, doskonale oddająca klimat twórczości grupy. Magnetic North to zdecydowanie jedna z najlepszych kompozycji zespołu. Utwór bardzo melodyjny i rytmiczny, momentami także ostry. Ponownie najbardziej podoba mi się partia Elliota Vernona. Piosenka zdradza jednak pewien sekret zespołu: wszystko wskazuje na to, że wpadło im w ucho To Hell And Back Sabatonu. Dlaczego? Po pierwszym przesłuchaniu zrozumiecie.

1741 zaczyna się absurdalnie, gdyż brzmi dosłownie jak soundtrack ze słabej gry komputerowej, lecz pasuje to perfekcyjnie, a do tego zostało wspaniale wmontowane w utwór, zatem szykujcie sie na pozytywne zaskoczenie tym długim, ostrym kawałkiem o zadziwiającym początku. Mead From Hell oraz Surf Squid Warfare to skoczne, pełne akordeonu kompozycje, w których najlepsze są solówki. Te jednak mogłyby być nieco głośniejsze, gdyż giną w miksie… Zakończenie drugiego z wymienionych kawałków jest wręcz zaskakujące, lecz nie chcę fanom psuć niespodzianki, toteż nie zdradzę szczegółów. Quest For Ships jest ciekawe i melodyjne, ale ogólnie dość mocno zlewa się z resztą albumu. Wooden Leg! to krótki, tandetny kawałek, który jednak znakomicie sprawdzi się na koncertach ze względu na duże tempo. Brzmi, jakby był stworzony specjalnie dla ściany śmierci, zatem na pewno będzie gościł na każdej setliście. Hangover jest za to po prostu FENOMENALNE! Chyba najlepszy utwór, jaki Alestorm kiedykolwiek nagrał. Czuję się sfrustrowany, że nie mogę się z Wami nim podzielić. Drogi czytelniku, gdy już zdobędziesz album, zacznij słuchać od tej piosenki i zanuć: I got a hangover ooo, I’ve been drinking too much for sure […] and I can drink until I throw up. Ten właśnie utwór powinien zamknąć album, gdyż piosenka tytułowa jest beznadziejna.

Krążek jest świetny i zdecydowanie warty uwagi. Nie zawiedzie żadnego fana zespołu, a być może przyciągnie nowych. Jest bardzo melodyjnie, rytmicznie, trochę ostrzej niż zwykle. Podoba mi się. Gdyby nie naprawdę słaby utwór tytułowy, ocena albumu byłaby na pewno jeszcze wyższa.

Ocena: 8.5 /10