Prawdziwa gratka dla wszystkich fanów folk metalu. Czekałem na to od dnia, w którym informacja o koncercie pojawiła się w Internecie – pół roku. I oto nadszedł ten dzień. Jadąc Warszawą od południa oczywiście musiałem przejechać całą stolicę. Ze względu na korki ledwo zdążyłem. Wchodzę o 18:10, ludzi póki co niewielu – pod sceną zaledwie 3 rzędy ludzi, trochę ludzi rozsypanych niezbyt gęsto na pozostałej powierzchni sali (około godziny 20 zrobił się jednak niezły tłum, sala była dość dobrze zapełniona). 18:15 – startujemy!

Skálmöld pojawia się na scenie. Ten zespół naprawdę mi się spodobał. Bardzo ciekawie napisane utwory, niezwykle połączone partie gitar (przy jednej rytmicznej, dwie pozostałe grały praktycznie jedną wielką solówkę!), co dawało świetny efekt, a także genialny głos jednego ze śpiewających w chórku gitarzystów solowych sprawiły, że festiwal zaczął się udanie. Niestety Skálmöld zagościł na scenie na dość krótko. Brakowało mu jakiegokolwiek kontaktu z publicznością, ograniczyli się tylko do podchodzenia na kraniec sceny i pochylania ku widowni.
Jednak niezbyt dobrze spisali się technicy klubowi. Już od pierwszych minut dało się zauważyć źle dostosowane nagłośnienie. Perkusja była bardzo wzmocniona (czego nie rozumiem, bo przecież Progresja to mały klub) i była tak naprawdę zbyt głośna. Pozostałe instrumenty były dostosowane przyzwoicie, jednak solówki były zbyt słabo słyszalne. Gdy grały wszystkie instrumenty, wokal był zdecydowanie zbyt cichy.

Setlista z choreografią: 4 (w skali „szkolnej”)
Kontakt z publicznością: 2
Wykonanie: 4-

Jako drugi wystąpił TrollfesT. Zaczęło się komicznie, bo wokalista wyskoczył na scenę ubrany w coś przypominającego mały, czerwony namiot. I tak też występował przez cały pierwszy utwór. Zespół w swej twórczości jak i w jej wykonaniu zdecydowanie bardziej chaotyczny od Skálmöld, było także nieco słabiej technicznie (choć perkusista był chyba lepszy). Tutaj sprawa źle ustawionego nagłośnienia wyszła już w pełnej krasie. TrollfesT, zapełniony na scenie prawie jak polski Kult, stworzył na scenie więcej hałasu niż muzyki. Saksofon i akordeon nie były słyszalne prawie wcale, gitary się wzajemnie zagłuszały, a perkusja znów była zbyt głośno. Wokal był słyszalny tak sobie. Moim osobistym zdaniem zarówno saksofon jak i akordeon były zbędne, gdyż tylko pogłębiały cały ten chaos (no bo chyba każdy wie jak te instrumenty brzmią, a w harmidrze jest to bardzo ciężkie do zniesienia). TrollfesT nadrobił jednak niedociągnięcia muzyczne świetnym kontaktem z publicznością. Wokalista zabawiał publiczność, namawiał do różnego rodzaju pomocy podczas śpiewania, nawet podsuwał mikrofon ludziom przy barierce, by mogli wykrzyknąć, co nakazane. Do tego wokalista napiwszy się jakiegoś trunku (nie mam pojęcia, co to było, nie moja to działka), podał resztę buteleczki publiczności do rozpicia. Później otrzymał za to od kogoś z drugiego rzędu kubeczek z piwem, z którego się napił i zwrócił właścicielowi kłaniając się przy tym bardzo nisko. Najbardziej w pamięci utkwił mi jednak moment, gdy wokalista trzymając pałeczkę perkusyjną (bo za chwilę pomagać miał perkusiście w pierwszych taktach kolejnej piosenki) zaczął nią dyrygować do skandowania „na-pier-dalać! na-pier-dalać!”. Występ zdecydowanie spełnił swoją rolę – rozgrzał.

Setlista z choreografią: 3+
Kontakt z publicznością: 5+
Wykonianie: 3

Od trzeciego zespołu zaczęło się naprawdę ciekawie. Rosyjska Arkona spisała się naprawdę nieźle. Masza była po prostu niesamowita. Nie dość, że latała po scenie, jak odpalona rakieta, to swoim piekielnie mocnym głosem zagłuszała gitary, niwelując poniekąd problem źle wyregulowanego nagłośnienia! Utwory były ciekawie dobrane, a na każdy wstęp fani reagowali entuzjastycznym rykiem radości. Naprawdę ciekawy wizerunek zespołu jeszcze bardziej podkręcał atmosferę. Zabrakło niestety kontaktu z publicznością, bo ten zakończył się na krzykach Maszy „Chwała bracja” i różnych tym podobnych. Samego występu jednak słuchało się z przyjemnością.

Setlista z choreografią: 5-
Kontakt z publicznością: 3+
Wykonanie: 4+

No i teraz ta wielka trójka festiwalu. Na pierwszy ogień Alestorm. Setlista przygotowana fantastycznie. Gościnny występ dodatkowego keyboardzisty zdecydowanie dodawał energii ich muzyce. Sam zespół również dobrze się spisywał. Gitarzysta robił niezłe show i dobrze wykonywał swoje partie naprawdę dobrze. Alestorm jednak zupełnie nie poradził sobie z problemem źle wyregulowanego nagłośnienia. Solówki keyboardowe były bardzo ledwo słyszalne, praktycznie wcale. Gdyby Chris nie grał, nikt by pewnie nie zauważył. Wokal również był zagłuszony przez perkusję i gitary, a w efekcie zdecydowanie głośniejsze były śpiewy fanów niż cokolwiek wychodzącego z ust Chrisa. Wyróżnił ich bardzo dobry kontakt z publiką.

Setlista z choreografią: 5+
Kontakt z publicznością: 5
Wykonanie: 4+

Na scenie zagościł Turisas! Początkowo, podczas intra, panowały na ich twarzach miny w pełni poważne. Jednak kiedy tylko rozpoczęli The March Of The Varangian Guard, zabawa zaczęła się na całego. I właśnie Turisas zrobił coś wspaniałego. „Tude” traktował swoją perkusję dość delikatnie, czym zredukował zbędne nagłośnienie, Jussi gitarę przyciszył tak, że Mathiasa było świetnie słychać, keyboardzista dobrze sobie poradził z dołączeniem do zespołu i wniósł sporo dobrego przy czym był również dobrze słyszalny. To był najbardziej profesjonalny występ całego koncertu. Olli doskonale odgrywał swoje solówki, nawet delikatnie improwizując, a do tego śpiewał razem z Mathiasem, tyle że w drugim głosie. Połączenie ich wokalnych możliwości dawało świetną harmonię. Choreografia również była świetna. Jak zwykle Mathias skakał, tańczył (włącznie z tym, że się raz wywrócił i zepsuł nadajnik, który został natychmiast wymieniony przez technika w trakcie śpiewania), wymachiwał rękami. Olli zabawiał swoją stronę i nawoływał do śpiewania, klaskania. Przed Rasputinem zespół urządził sobie grę w łapki, klaskali między sobą a także sobie nawzajem w czoła. Fanów poprosili o wyklaskiwanie stałych 3 nutek. I taka zabawa przez minutę do akompaniamentu Olliego. Nareszcie „Tude” przywalił w bębny i poszło! Podczas tego utworu była najlepsza zabawa z całego festiwalu. Później nastąpiło jeszcze tylko klasycznie Battle Metal (zepsute po części przez technika Progresji – przestawił na około minutę mikrofon Mathiasa z normalnego nagłaśniania na jakąś symulację megafonu czy czegoś), które to zakończyło się zwyczajową ciszą, kilkoma uderzeniami, znów ciszą i pełnym nawalaniem na perkusji i gitarze. Na koniec zbiorowy pokłon (nikt wcześniej tego nie zrobił, WCALE się nie kłaniali, co mnie bardzo dziwiło). Koncert Turisas był taką rozrywką, że wiele osób już nie miało po nim siły się bawić, przez co podczas FinnTrolla było znacznie spokojniej.

Setlista* z choreografią: 6
Kontakt z publicznością: 6
Wykonanie: 6

* (Intro, The March Of The Varangian Guard, One More, Take The Day, To Holmgard And Beyond, The Great Escape, Stand Up And Fight, Sahti-Waari, Rasputin, Battle Metal)

Oto nagrana przeze mnie próbka występu Turisas:

FinnTroll. Gwiazda wieczoru? No niestety – zawód wieczoru. Kontakt z publicznością ograniczał się do przedstawiania tytułu piosenek i albumów, z których one pochodziły. No… i na koniec było jeszcze bardzo głośne, powtórzone czterokrotnie „czy jesteście gotowi” odnośnie ostatniej piosenki.
Choreografią też nie zachwycali. Setlista była dobrana bardzo ciekawie, ale wykonanie moim osobistym zdaniem leżało i kwiczało. Mało zaangażowania, straszny chaos. Wiadomo, że zazwyczaj nie da się wspaniale odwzorować płyty, a już na pewno w tego typu muzyce, ale słuchanie płyty FinnTrolla i słuchanie ich w poniedziałek na żywo to dwie zupełnie inne rzeczy. Miałem chwile, których się zastanawiałem, czy oni nadal grają jeszcze tę samą piosenkę, bo nie brzmiało to zbyt dokładnie. Wszyscy nawzajem się zagłuszali, wokalista co prawda radził sobie przyzwoicie, ale i to nie wystarczyło. Ludzie zaczęli wychodzić z Progresji około 23:00, a FinnTroll występował od 22:45. Zabawa pod sceną była niewiele lepsza niż podczas Skálmöldu i TrollfesT, a sporo tych, którzy zostali, po prostu siedziało na tyłach Progresji i słuchało. Od gwiazdy wieczoru wymaga się jednak czegoś takiego, że fani wychodzą i nie mają siły stać, bo są zbyt zmęczeni. Tymczasem to miało miejsce po występie Turisas, a FinnTroll był tylko odpoczynkiem przed powrotem do domu.

Setlista z choreografią: 5-
Kontakt z publicznością: 4
Wykonanie: 3

Ogólnie całe Heidenfest naprawdę udane. Tego typu festiwale powinny jak najczęściej zajeżdżać do Polski, bo tego w tym kraju potrzeba. Świetne efekty świetlne choć trochę odciągnęły uwagę od niedopracowanego nagłośnienia. Do tego świetna, szybka organizacja – nie było denerwujących przerw między zespołami. Było to co najwyżej 10-12 minut, nie, jak się czasami zdarza, nawet 30. Więc tu zdecydowanie organizacja na plus. Atmosfera była świetna, ogólnie dość kulturalnie (oczywiście z wyjątkami, bo co to za koncert bez pojeba na pokładzie?). Bardzo cieszył również fakt, że gwiazdy chętnie wychodziły do fanów. Miałem okazję porozmawiać z Ollim i Jukka-Pekką z Turisas (a także zrobić sobie z nimi zdjęcia), naprawdę fajni ludzie. Była także Masza z Arkony, Chris z Alestorm (dość pijany), a także prawie całe, a może i całe ekipy Skálmöld i TrollfesT. Heidenfest to wspomnienie, które na pewno na długo zostanie w mojej pamięci, bo nawet zespoły, po których teoretycznie nie spodziewałem się cudów, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. A występ Turisas to moim zdaniem kulturalne wydarzenie dnia, bo co mieli zrobić, zrobili perfekcyjnie.

  • Bardzo dobra recka, zgadzam się co do większości.. Choć zawód sprawił mi Alestorm (może za dużo razy go widziałem).. Finntroll chyba zawsze tak wypada, po prostu ciężko usłyszeć ten wokal. 🙂

  • Bardzo dobra recka, zgadzam się co do większości.. Choć zawód sprawił mi Alestorm (może za dużo razy go widziałem).. Finntroll chyba zawsze tak wypada, po prostu ciężko usłyszeć ten wokal. 🙂

  • Przede wszystkim do zespołów folk metalowych musi być specyficzna (profesjonalna) ekipa nagłaśniająca która miała już wcześniej z taką muzyką styczność, jeśli takowej ekipy nie ma to są takie efekty jak można było zauważyć w Warszawie.

  • Przede wszystkim do zespołów folk metalowych musi być specyficzna (profesjonalna) ekipa nagłaśniająca która miała już wcześniej z taką muzyką styczność, jeśli takowej ekipy nie ma to są takie efekty jak można było zauważyć w Warszawie.

  • MustaEnkeli666

    Super recenzja, bardzo fajnie się czytało (: szkoda, że nie było mnie na koncercie, ale za rok, choćby się paliło – dorwę się, gdzie trzeba i to pod samą scenę. Chłopaki z Turisas jeszcze bardziej zapunktowali poprzez kontakt z publicznością, bo w sumie na koncertach jest to równie ważne, jak muzyka (: słyszałam za to (jak niosą wieści z Krakowa), że Finntroll olewał fanów totalnie, za to Allestorm, niezawodny Turisas i TrollfesT dali czadu (:

  • MustaEnkeli666

    Super recenzja, bardzo fajnie się czytało (: szkoda, że nie było mnie na koncercie, ale za rok, choćby się paliło – dorwę się, gdzie trzeba i to pod samą scenę. Chłopaki z Turisas jeszcze bardziej zapunktowali poprzez kontakt z publicznością, bo w sumie na koncertach jest to równie ważne, jak muzyka (: słyszałam za to (jak niosą wieści z Krakowa), że Finntroll olewał fanów totalnie, za to Allestorm, niezawodny Turisas i TrollfesT dali czadu (:

  • DziewAnna

    Byłam na koncercie w Warszawie,może nie jestem obiektywna ponieważ jestem fanką Arkony ale to oni byli gwiazdą koncertu dali największą energię publiczności i vice versa,chwała Maszy za to ,że nie marnowała bardzo krótkiego czasu jaki dostali na pogaduszki tylko dała z siebie wszystko,kto chciał mógł pogadać z nimi po koncercie.

  • DziewAnna

    Byłam na koncercie w Warszawie,może nie jestem obiektywna ponieważ jestem fanką Arkony ale to oni byli gwiazdą koncertu dali największą energię publiczności i vice versa,chwała Maszy za to ,że nie marnowała bardzo krótkiego czasu jaki dostali na pogaduszki tylko dała z siebie wszystko,kto chciał mógł pogadać z nimi po koncercie.

  • Taka prawda, że najenergiczniejsze koncerty dali Arkona i Turisas. W Krakowie oczywiście było tak samo. 😉
    Ja z kolei byłem obiektywnie nastawiony, lubię muzykę tych 5 zespołów (nie odpowiadała mi tylko mieszanka chaosu i szczekania TrollfesT) i najlepszy był Turisas, potem Arkona, Finntroll, Skálmöld, Alestorm i „Kwakanie”. 🙂

  • Taka prawda, że najenergiczniejsze koncerty dali Arkona i Turisas. W Krakowie oczywiście było tak samo. 😉
    Ja z kolei byłem obiektywnie nastawiony, lubię muzykę tych 5 zespołów (nie odpowiadała mi tylko mieszanka chaosu i szczekania TrollfesT) i najlepszy był Turisas, potem Arkona, Finntroll, Skálmöld, Alestorm i „Kwakanie”. 🙂

  • Yankes

    Dobra recenzja, z którą się zgadzam, z małym wyjątkiem. Arkona i Turisas miały swoich akustyków za stołem mikserskim, znających się na rzeczy i znających utwory (efekt megafonu na Turisas, to celowy zabieg, nie pomyłka) i dlatego koncerty te wypadły świetnie. Nie wiem, czy ktoś zauważył, że po prostu Arkona i Turisas było słychać dużo ciszej i milej dla ucha, co pozwalało przebijać się delikatnym instrumentom folkowym i wokalom ponad jazgot gitar i perkusji. Pozostałe zespoły korzystały z pomocy akustyka Progresji, który próbował zagrać głośno, a nie selektywnie, co w przypadku folk-metalu zupełnie mija się z celem. Wyjątkiem jest Finntroll, bo oni również mieli swojego pana od miksera, ale wiedzę miał taką samą jak ten z Progresji. To wyjaśnia, dlaczego Finntroll zawsze brzmi tak samo źle, jak zdążył zauważyć kol. skime.

  • Yankes

    Dobra recenzja, z którą się zgadzam, z małym wyjątkiem. Arkona i Turisas miały swoich akustyków za stołem mikserskim, znających się na rzeczy i znających utwory (efekt megafonu na Turisas, to celowy zabieg, nie pomyłka) i dlatego koncerty te wypadły świetnie. Nie wiem, czy ktoś zauważył, że po prostu Arkona i Turisas było słychać dużo ciszej i milej dla ucha, co pozwalało przebijać się delikatnym instrumentom folkowym i wokalom ponad jazgot gitar i perkusji. Pozostałe zespoły korzystały z pomocy akustyka Progresji, który próbował zagrać głośno, a nie selektywnie, co w przypadku folk-metalu zupełnie mija się z celem. Wyjątkiem jest Finntroll, bo oni również mieli swojego pana od miksera, ale wiedzę miał taką samą jak ten z Progresji. To wyjaśnia, dlaczego Finntroll zawsze brzmi tak samo źle, jak zdążył zauważyć kol. skime.

  • Rhodi

    Dobra recka, ja tam TrollfesTa słyszałem głośno i wyraźnie, mimo że stałem na środku sali ale może to dlatego że znam ich od lat 😀 Mieli najlepszy konktakt z publiką, z resztą gdy reszta grała to siedzieli w barze i czcili długopis (nikt nie miał a każdy chciał autograf). W zamian za flaszkę Jagermaisitera dostałem 6 podpisów pod płytą i piosenkę „Jagermeister” z dedykacją (na 2012 dostaną 2 flaszki :D)

  • Rhodi

    Dobra recka, ja tam TrollfesTa słyszałem głośno i wyraźnie, mimo że stałem na środku sali ale może to dlatego że znam ich od lat 😀 Mieli najlepszy konktakt z publiką, z resztą gdy reszta grała to siedzieli w barze i czcili długopis (nikt nie miał a każdy chciał autograf). W zamian za flaszkę Jagermaisitera dostałem 6 podpisów pod płytą i piosenkę „Jagermeister” z dedykacją (na 2012 dostaną 2 flaszki :D)