Ostatnio stwierdziłem, że aby grać skąpany w wirtuozerii folk metal na poziomie wyższym niż tylko piwo i humppa, to trzeba mieć w sobie od cholery pasji. Ostatecznie niewiele jest w dzisiejszym świecie istot, które wolą porzucić nieabsorbujące umysłowo, lekkie i przyjemne potupaje serwowane przez różnorakie media na rzecz intelektualnego zaangażowania się w muzykę i postrzegania jej jako artystyczne dzieło, będące konkretnym obrazem, mającym wywołać określone emocje i uczucia. Dobrze jednak, że glob ten zaludniają jeszcze osobniki bytujące w tej drugiej kategorii.

O dwóch takich, co mieli wizję

Jednym z nich z pewnością jest facet nazwiskiem Markus Stock, posługujący się również pseudonimem Ulf Theodor Schwadorf. Ten bezsprzecznie nietuzinkowy multiinstrumentalista roku pańskiego 1994, wraz z przyjacielem Andreasem Bachem, powołał do życia formację o nazwie Empyrium. Panowie postanowili wkroczyć na dźwiękowe rejony o wybitnie podwyższonym standardzie, obficie czerpiąc z takich gatunków jak black, doom, czy folk, posiłkując się nawet kanonami muzyki poważnej. Muzyczne podziemie przyjęło taką mieszanką dość entuzjastycznie, dzięki czemu Niemcy zyskali zaplecze w postaci raczkującej wytwórni Prophecy Productions. Prawdziwy jednak rozkwit ich twórczości nastąpił w roku 1997.

 2345_photo

Idzie przełom ?

Po ciepło przyjętym debiucie A Wintersunset Markus i Andreas postanowili pójść za ciosem. W tym celu panowie nawiedzili Bawarskie R+A Studio , aby zarejestrować materiał na drugi album. Wsparci doświadczeniem nabytym przy okazji nagrywania pierwszego krążka zabrali się za obrabianie nowego materiału. Przyszłość pokazała, że intensywna praca opłaciła się w dużo większym stopniu, niż pewnie sami zainteresowani zdołali przypuszczać.

Nowa jakość na folkowej scenie

Album Songs of Moor and Misty Fields ostatecznie ukazał się na rynku w czerwcu 1997 roku, wprowadzając zrozumiały zamęt w folkowym półświatku. Sześć kompozycji dających łącznie niecałą godzinę lekcyjną muzyki stanowiło wręcz swoistą wykładnię stylu, jaki chciał prezentować Empyrium. Spopularyzowany przez takie tuzy jak Paradise Lost, Katatonia czy nawet Anathema mroczny doom, szesnatkowe, blackowe riffowanie i – przedewszystkim – mnóstwo klimatycznego folkloru i gitarowych melodii w efekcie dały genialny, wprowadzający spory powiew świeżości materiał. Głęboki, zadziorny wokal Markusa idealnie wpasował się w melancholijne kompozycje (a może to kompozycje wpasowano w wokal ? Kto wie, co im tam we łbach siedziało), świetnie dopełniając obrazu całości. Słuchacz, brnąc przez kolejne dźwięki, nieustannie ma wrażenie, jak gdyby znajdował się w innym świecie, wypełnionym jedynie magią i czarem muzyki. Symptomatyczny manifest gatunku, w jakim porusza się Empyrium bez wątpienia stanowi monumentalny Ode to Melancholy. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, czy można muzycznie zobrazować chroniczną depresję, warto, abyście zapuścili sobie właśnie ten kawałek.

maxresdefault

Genialny materiał, który nie zdobył godnego rozgłosu

Mimo iż Songs of Moor and Misty Fields przez wielu uznany został za jedno z najdoskonalszych dzieł podejmujących stylistykę klimatycznego metalu, nigdy nie zyskał należytej mu popularności, porównywanej choćby z dokonaniami gatunkowych pobratymców z Moonspell. Co nie zmienia faktu, że ten okraszony minimalistyczną, acz wymowną okładką krążek stanowi materiał cokolwiek wybitny. Cieszy też, że z ludzkiej świadomości nie znikł na dobre; bywalcy portalu metalstorm.net sklasyfikowali go na piątym miejscu listy stu folkmetalowych albumów wszech czasów.