Dziś zaprezentuję Wam dość mało znany duński zespół z Kopenhagi – Huldre. 3 listopada 2016 w LSD Studios ukazał się ich drugi pełnometrażowy album Tusmørke. Czy warto się z nim zapoznać? Jeśli jesteście ciekawi, to zapraszam do zapoznania się z moją opinią.

Od samego początku nie można odmówić Duńczykom unikalnego brzmienia, gdyż nie przychodzi mi na myśl inny zespół do porównania, co uważam za plus. Ale po kolei. Flet i drumlę usłyszałem jedynie w Hindeham… co mnie nieco rozczarowało.

W większości utworów mamy do czynienia z intrygującymi skrzypcami, przeplatanymi dźwiękami liry korbowej,   co samo w sobie jest dobrym pomysłem. Jednak w kilku piosenkach (a dokładnie mam tu na myśli VarulvUnderjordisk i Fæstemand) perkusji samej w sobie jest za dużo (przesadna ilość blastów). Jeśli chodzi o gitary, to riffy wpadają mi dobrze w ucho jedynie w Underjordisk oraz Fæstemand (ale w bardziej dynamicznej części). Bas w numerze otwierającym (Jagt) bardzo dobrze brzmi wraz z perkusją, a już w utworze Skifting chylę czoła przed naprawdę świetną solówką. Wokal Nanny na całej płycie robi świetne wrażenie; co ciekawe, w jednej z piosenek (Hindeham) możemy usłyszeć jej scream  – również niczego sobie!

Na albumie nie brakuje także ballad; Fæstemand oraz Nattesorg. Nastroju odmówić im nie można, jednak ,,tego czegoś”, co sprawia, że byłoby idealnie, zabrakło…

Najbardziej z tej płyty spodobał mi się utwór Skifting. Jest to najbardziej nietypowa pieśń z całego albumu, domyślam się więc, że niektórzy od razu ją pokochają, a inni znienawidzą. Solówka basowa, o której wspomniałem nieco wcześniej, interesujący riff gitarowy,  połączenie liry i skrzypiec oraz stonowana perkusja  robiły wrażenie. Samą wisienką na trocie tej kompozycji był genialny wokal Nanny.

Podsumowując: płyta jest… taka sobie, niestety nie zwaliła mnie z nóg. Biorąc pod uwagę fakt, iż debiutancki album Duńczyków z 2012 roku Intet memeskebarn był bardziej dynamiczny, ten oceniam jako trochę spokojniejszy. Co do skrzypiec  zachowały one swoje brzmienie, jednak brak im większej wirtuozerii (zauważalnej na debiutanckiej płycie), to samo tyczy się gitary elektrycznej. Wokal uległ natomiast znacznej poprawie.

Nowy album pokazuje, że zespołowi udało się dopracować własny styl. Spodziewałbym się czegoś więcej po instrumentalistach, jednak formacja jest na dobrej drodze, aby osiągnąć sukces.

7/10