Po sukcesie, jakim przyniosła Skuggsjá, Ivar Bjørnson (Enslaved) i Einar Selvik (Wardruna) założyli kolejny projekt – Hugsjá. Album o tym samym tytule ujrzał światło dzienne 20 kwietnia tego roku, oczywiście wydany przez wytwórnię ByNorse. Czy po fenomenie albumu A Piece for Mind & Mirror ten duet zaprezentuje moim zdaniem nam coś lepszego? Jeśli jesteście tego ciekawi, zapraszam.

Już od samego początku, czyli od tytułowego utworu Hugsjá, następuje mocne otwarcie z silnym dźwięczącym tonem. Instrumenty melancholijne i „niskoklawiszowe” przewijają się przez cały czas, a szamańskie wokale przecinają powietrze. Zanim następuje koniec, zostaje osiągnięty punkt kulminacyjny, tworząc niezwykłą manifestację emocji. WulthuR kontynuuje ten wątek, aczkolwiek w nieco bardziej optymistycznym i jowialnym tonei, zachowując jednocześnie styl poprzedniej piosenki. Dlaczego muzycy nie stworzyli jednej dłuższej kompozycji? Nie mam pojęcia. Ni Døtre av Hav oraz Ni Mødre av Sol natomiast to piosenki o dziewięciu córkach morza i dziewięciu matkach słońca. Oba utwory są mrożą krew w żyłach i powinny być słuchane  łącznie w podanej kolejności, aby naprawdę zrozumieć, co mówi muzyka. Pierwsza pieśń to właściwie muzyczna opowieść, druga z nich… zostawia niedosyt. Nie znaczy to, że jest to zła ścieżka, jednak pozostawia Ci ochotę na więcej. Może też takie były zamiary Ivara i Einara? Kto wie. Nattseglar różni się od reszty albumu, czerpiąc inspirację muzyczną z muzyki współczesnej. Nytt Land przypomniał mi, dlaczego pokochałem album A Piece for Mind & Mirror. Jeśli nie wiecie. czemu, polecam przeczytać moją recenzje tegoż arcydzieła muzycznego. Nordvergen jest dla mnie natomiast bardzo dobrą, dynamiczną piosenką, gdzie gitara akustyczna, która jest na pierwszym planie, jednocześnie pozwala też usłyszeć głębię i dać doznać innych emocji. Z kolei Utsyn z bardzo spokojnym i nastrojowym wstępem, potem rozwija się w najlepszą moim zdaniem kompozycję na albumie.

Oska wywołała u mnie szczery zachwyt. Dynamiczne tempo i ogólny rytm budzą nastrój i przypominają klasyczny rock progresywny, ze stałą ewolucją i charakterystycznym wokalem w duecie. Um Heilage Fjell jest natomiast jedyną akustyczną balladą, podczas której nie mając, pojęcia, czemu, płakałem jak bóbr.

Podsumowując… Hugsjá jest inna niż A Piece for Mind & Mirror. Ma pewne podobne elementy, ale nie jest jej kopią. Moim zdaniem bardzo dobrze, że tak jest. To pokazuje kreatywność, z jaką Einar i Ivar stworzyli kolejny album pełen ekspresji i palety emocji, jakich dostarczyli. Mnie osobiście od razu na kolana nie powalili, ale to pewnie wynikało z mojej znajomości ich pierwszego arcydzieła. Po kolejnym przesłuchaniu tej płyty byłem już na kolanach. Mam nadzieję, że przyjadą do Polski i zagrają oba swe arcydzieła w całości. Kupujcie w ciemno, bo warto, choć, jak to jest w przypadku tego duetu, wszystko będzie zależne od Waszego nastawienia i oczekiwań. Moje zostały całkowicie spełnione.

10/10