Nigdy nie byłem zwolennikiem EP’ek – jeżeli jest dobra, to czas trwania nie zaspokaja moich potrzeb w muzyce, a kiedy bywa odwrotnie, uznaję to za niepotrzebny wpis do kart historii zespołu. Krakowska Jerna raczyła poczęstować swoich słuchaczy „krótkograjem” trwającym zaledwie dziesięć minut, składającym się z trzech utworów. Czym to się skończyło?

Już od pierwszych melodii Jerna strasznie przypomina mi Tролль Гнёт Ель, tylko w cięższym wydaniu; dla mnie to plus, od dawna jestem wielkim fanem grania w wydaniu tych rosyjskich alkoholików. Albumik zaczyna się kawałkiem zatytułowanym Trollada; jest to utwór, który najbardziej przypadł mi do gustu – melodyjnie, nie za ciężko, ale też nie za łagodnie – poprawnie zaaranżowana piosenka. Najbardziej byłem pod wrażeniem wokali, jakie zostały wykonane na tym kawałku, ale też na całej EP’ce – partie wokalne uważam za najlepszy aspekt tej płyty.

Idąc dalej – Śliwowica. Skoczny, szybki, wesoły song, który nie trafił w moje klimaty. Za dużo w życiu słuchałem takich rzeczy, obecnie męczą i nudzą mnie takie utwory i każdy dla mnie brzmi bardzo podobnie, więc mogę po prostu stwierdzić, że jest to nudny, wtórny kawałek dający mi poczucie, że gdzieś już to słyszałem, co nie świadczy to za dobrze o oryginalności zespołu. Niestety, Śliwowica względem poprzedniczki wypada dużo gorzej moim zdaniem i pokazuje, że owa grupa nie do końca wie, co chce grać. Na sam koniec Long Way Home, który ratuje honor krakowiaków. Nie jest tak dobry jak Trollada, ale jest o niebo lepszy od Śliwowicy. Liryka w języku angielskim gryzła mi się trochę z resztą albumu, ale nie zmienia to faktu, że przesłuchałem do końca z przyjemnością.

Czy poleciłbym tę EP’kę słuchaczom? Raczej tak, przyjemna, krótka i łatwa w odbiorze EP’ka, która pozostawiła po sobie przyjemny posmak, z pominięciem Śliwowicy. Long Way Home jest również jednym z niewielu znanych mi przykładów, przy którym cieszę się, że jest to EP’ka, gdyby była dłuższa, mógłbym miewać poczucie znużenia, a gdyby była za krótka, czułbym wielki niedosyt, a na pewno świadomość braku pomysłów muzycznych ze strony Jerny. Krakowscy grajkowie jeszcze wiele muszą przejść, ale myślę, że obiorą słuszną drogę.