Rosyjska Kalevala jest polskim fanom folk metalu dobrze znana. Tym bardziej ucieszyła wieść, że SoundAge Productions wydała 25 października 2017 roku ich najnowszy album Metel. Czy po czteroletniej przerwie członkowie Kalevali sprostali wymaganiom swoich fanów? Nie ukrywam, że również się do nich zaliczam. Czy się zawiodłem? To się okaże…

Sam początek płyty, mam tu na myśli utwóry YA na kamushke oraz Matushka Rossiya, mogę śmiało określić jako mocne otwarcie dobrej imprezy. Bardzo przyjemne dla ucha. Z nowych doznań muzycznych, które mnie pozytywnie zaskoczyły, mogę wymienić wykonane przez Nikitę po raz pierwszy partie mandoliny i ukulele. Za każdym razem, kiedy je słyszałem, nadawały one piosenkom typowo rosyjskiego charakteru. Z trzech ballad na płycie w pamięci utkwiły mi wszystkie (Padal cneg, Vesna, Yarym okom) – są popisem wokalnym Kseni oraz muzyków, którzy nadali im, to czego prawdziwym balladom trzeba – czyli odpowiedni nastrój. Kompozycje bardziej dynamiczne, w dużej mierze biesiadne, czyli trzy czwarte albumu, wchodzą jak dobry trunek pity z umiarem. Mamy do czynienia nadal z miksem folku, rocka oraz metalu. Solówki gitar, bogatsza perkusja, a przez to cięższe brzmienie udowadniają, że można je pogodzić z folkiem. Gitara Nikity nadal ma dość czysty dźwięk, który jest jedną z wizytówek muzycznych Kalevali – tak samo jak partie akordeonu, nie mówiąc o solówkach. Wszystkiego dopełniają teksty oraz głos Kseni, tworzące duszę tego zespołu. Tak więc Metel poprzez przemyślaną kolejność utworów mocno zamieszał, jednak nie jak zamieć, a burza śnieżna. Czy można określić go mianem najlepszego albumu stworzonego przez Kalevalę? Jak najbardziej. Czy jest to dobra droga? Oczywiście. Album przypadnie do gustu fanom dobrego folk metalu. Warto nadal obserwować poczynania tego zespołu oraz czekać na ich kolejne występy w naszym kraju.

9/10