Na wstępie muszę zaznaczyć dwie rzeczy. Po pierwsze, absolutnie nie rozumiem, czemu płytę nazwano po niemiecku, zwłaszcza, że jej słowiańska nazwa (Чорнотроп /  Cziornotrop – Czarny Szlak) brzmi o wiele lepiej. Po drugie – jak się okazuje, odejście w 2010 roku pana Viterzgira (aktualnie Viter) wcale nie wpłynęło negatywnie na muzykę Krody – a śmiem twierdzić, że wręcz przeciwnie.

Album otwiera utwór zatytułowany „First Snow” i stanowi on wstęp do bardzo ciekawej koncepcji albumu (jakiej – przekonajcie się sami). Jest on zarazem jednym z czterech metalowych utworów, z których składa się album – ostatnia kompozycja to akustyczna-ambientowa konkluzja, świetnie „wyhamowująca” płytę. A jaką muzykę Eisenslav zawarł na swoim albumie? Po pierwsze od poprzednich wydawnictw odróżnia ją o wiele większa dawka melodii i klimatu. Niektóre motywy powracają kilkukrotnie w utworach – i dobrze, ponieważ są tak uzależniające, że człowiek ma ochotę zapętlić te fragmenty i słuchać ich w nieskończoność. Utwory są bardzo rozbudowane, i naprawdę dużo się w nich dzieje – mamy i gitarowe nawałnice i spokojniejsze, klimatyczne momenty na flet i gitarę akustyczną. Do tego porywające czysto folkmetalowe partie, przywodzące na myśl poprzednie płyty, a jednak o wiele bardziej uzależniające. Ogólnie muzyka zawarta na „Czarnym Szlaku” brzmi bardzo świeżo, czuć pasję i słuchając jej widać, że żaden dźwięk nie znalazł się tu przypadkowo. Postawiono na jakość, nie ilość, a przede wszystkim na budowanie atmosfery, co udało się rewelacyjnie. Osobiście uważam, że najjaśniejsze punkty to utwory numer dwa i cztery – ale to pozostawiam już do subiektywnej oceny.

Podsumowując – z początku obawiałem się, że Eisenslav sam nie udźwignie tego projektu – ale efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i bardzo mile zaskoczył. Jestem skłonny zaryzykować stwierdzenie, że po „Cry to me River” jest to najlepsze wydawnictwo zespołu. Polecam.

Ocena: 8/10