Odkąd Leśne Licho ustabilizowało swój skład, ruszyło pełną parą z wydawaniem albumów. Nie musiałem długo czekać na drugi album zatytułowany Żółte Kwiaty – budziło to we mnie pewną niepewność, jednak też świadomość, że temu warszawskiemu zespołowi nie brakuje pomysłów. Co z tego wyszło?

Żółte Kwiaty rozpoczynają się piosenką Norny – moją pierwszą myślą było to, że Leśne Licho nie za bardzo zmieniło swoje brzmienie względem debiutanckiej płyty Pieśni Starego Lasu (recenzja tutaj), jest tylko minimalnie ciężej. Przyznaję jednak, że przypadł mi do gustu ten utwór, w szczególności wokale. Niestety, nie podobała mi się za bardzo końcówka tego songu – odniosłem wrażenie, że wszystkie instrumenty są grane przez syntezatory. Mimo słabego zakończenia, ruszyłem z pozytywnym nastawieniem dalej „w album”…

Cztery Tysiące – poczułem się, jakby ktoś napluł mi w twarz; jedna z bardziej wtórnych piosenek, jakie dane mi było słyszeć ostatnimi czasy. No niestety, ale przez ten utwór mój cały wcześniej wspomniany entuzjazm i pozytywne nastawienie poszło sobie gdzieś. Lekko rozczarowany – ponieważ gdy usłyszałem Cztery Tysiące na żywo, nie mogłem powiedzieć złego słowa – słuchałem dalej.

Potem – całe szczęście – nie było takich momentów jak wcześniej wspomniany drugi utwór, i do końca słuchałem tego krążka bez zgrzytania zębów. Całkiem przyjemnie mi się słuchało, szczególnie spodobał mi się utwór Poprzez Ciemność – najbardziej zróżnicowany kawałek na albumie, blasty, ciekawa solówka na gitarze i przyjemny refren – oraz Śmierć w Wiosce, bardziej stonowana i mroczniejsza wersja mojego ulubionego utworu z pierwszej płyty – Topielica, a także wcześniej wspomniane Norny – moim zdaniem najlepszy kawałek na albumie. Niemniej, nie odczuwałem przyjemności przy słuchaniu wszystkich piosenek; te bardziej skoczne utwory – na przykład Jagódki, czy też wcześniej wspomniane Cztery Tysiące – są z gatunku „Idź stąd i nie wracaj”. Ich największym plusem było to, że się… kończyły. No może poza Gędźbą, której słuchało mi się przyjemnie, ale to raczej słaby bilans. Niech Leśne Licho skupi się na poważnych, mroczniejszych piosenkami, a te skoczne zostawi komuś innemu. Żółte Kwiaty kończy Winter is Coming – jedyny utwór na płycie, który został zaśpiewany w języku angielskim. Jest to po prostu Zima Nadchodzi, z wokalem w innym języku – oba te songi są całkiem przyjemne, jednak polska wersja bardziej mi się podoba, z powodu średniej angielszczyzny wokalistki.

Leśne Licho – zespół , który przez wielu jest nazywany legendą polskiego folk metalu – niestety, ale swoim nowym albumem mnie zawiódł. Żółte Kwiaty mają dobre i złe momenty; te dobre sprawiają, że mam ochotę wracać do ponownego przesłuchania, jednak te wszystkie wady powodują, że ograniczam się do słuchania wybranych piosenek. Pieśni Starego Lasu prezentowały zdecydowanie wyższy poziom, szkoda, ale mam nadzieję, że warszawiacy wyciągną wnioski i ich kolejne dzieła będą o wiele lepsze.

5/10