20 października 2015 roku miała miejsce premiera ósmego już albumu studyjnego jednego z najbardziej znanych szwedzkich zespołów obok Amon Amarth, czyli niesamowitego Månegarm. Płyta nosi tytuł  Månegarm i została wydana przez Napalm Records. Chętnie podzielę się z Wami swoją opinią na temat tego dzieła.

 Zawartość całego krążka  jest bardzo różnorodna, można by ją właściwie określić jako mieszankę kilku gatunków muzycznych. Warto zaznaczyć, że zespół w zeszłym roku obchodził dwudziestolecie swojego istnienia, nie dziwota więc, że postanowił postawić na różnorodność. Już od pierwszej piosenki  – Blodörn – płyta staje się przyjazna dla ucha. Utwór rozpoczyna się bardzo subtelnymi patriami gitar, skrzypiec oraz perkusją. Stopniowo nabiera jednak coraz bardziej dynamicznego tempa. Cięższe riffy gitar, ze strony perkusji blasty, crashe i znakomity growl oraz czysty śpiew wokalisty, a to wszystko doprawione dźwiękami gitary akustycznej oraz smyczków… czegóż chcieć więcej. Kolejny utwór Tagen Av Daga intryguje genialnie wyodrębnionym basem oraz ride’ami perkusji. Uwagę zwraca też zróżnicowany wokal, na który składają się scream, growl, czysty śpiew oraz partie dwugłosowe. Ku mojemu zaskoczeniu (poza gitarą akustyczną) wychwyciłem również dźwięki przypominające dudy – zdecydowanie na plus.

Trzecia kompozycja to znane wszystkim „promo” – Odin Owns Ye All. Moją uwagę zwróciły utrzymane w thrash/deathmetalowej stylistyce riffy gitar oraz zmiany tempa. Kapela zadbała o to, żeby słuchacz nieustannie był czymś zaskakiwany. Następne dwie piosenki Blot oraz Vigverk – Del Ii są bardzo nastrojowymi balladami. Bardzo dobra dykcja Erika oraz kobiecy wokal (w tym przypadku Ellinor Videfors), gitary akustyczne, skrzypce oraz delikatna perkusja to recepta na ballady idealne, do których wymienione powyżej utwory niewątpliwie się zaliczają.

Szósty oraz siódmy numer Call Of The Runes  do połowy brzmi bardzo potężnie, jednak po zmianie tempa na chwilę się uspokaja – niczym morze po sztormie; to jednak tylko pozory, gdyż chwilę później burza powraca. Niezwykle interesująca była też solówka gitarzysty. W numerze Kraft moją uwagę zwrócił fantazyjny, blackmetalowy początek, który jednak nie kłócił się z następującymi po nim partiami gitar (również akustycznymi), skrzypiec oraz zróżnicowanym wokalem.

Bärsärkarna Från Svitjod  to kolejna ballada. I znowu ideał, strzał w dziesiątkę. Dziewiąta piosenka pt. Nattramn niczym mnie nie zaskoczyła, gdyż jest połączeniem Kraft oraz Odin Owns Ye All… Jednak absolutnie mi to nie przeszkadzało.

Allfader  jest dla mnie kolejną „balladą idealną”…Niestety, ostatnią, na której usłyszymy cudowny wokal Ellinor Videfors. Przedostatni Månljus skojarzył mi się od razu z zespołem- legendą, czyli Bathory. Pomimo iż kompozycja trwa niecałe trzy minuty, jest bardzo „intensywna” i najbardziej blackmetalowa z całego albumu. Osobisty hołd dla wspomnianego przeze mnie wcześniej zespołu stanowi ostatni cover z ich repertuaru, czyli  Mother Earth Father Thunder. Cudowna ballada, w której słyszymy również bardzo dobry wokal kobiecy, tym razem w wykonaniu siostry Erika, czyli Quorthony.

Słów parę o lirycznym przekazie albumu; Blodörn – jak sugeruje sam tytuł –  jest opowieścią o znanej i bardzo okrutnej torturze, tak zwanym ,,krwawym orle”, któremu poddany został pewien nieszczęśnik (być może nie bez przyczyny). Utwór wieńczą mocne słowa:,, Öga för öga. Tand för tand ’’, czyli ,, Oko za oko. Ząb za ząb”.  Tagen Av Daga przedstawia losy Baldura – ulubieńca wszystkich bogów, symbolu dobra i piękna. Ci, którzy znają mitologię, dobrze wiedzą, że opowieść ta nie kończy się pomyślnie, bowiem Baldura zabił nieświadomie jego brat, Hodur.

Odin Owns Ye All  pokazuje potęgę Odyna. Blot to smutna ballada, traktująca o plamach na honorze, które można tylko odkupić krwią; numer kojarzyć się może z modlitwą do bogów. Vigverk – Del Ii podkreśla odwagę Normanów oraz ich wierność przysiędze, która miała pozwolić im wejść do Walhalli, gdyby zginęli w boju.  Call Of The Runes jest wezwaniem do run, apelem o ochronę, prośbę o to, by kreowały one ścieżkę naszego życia i tkały przeznaczenie; Kraft to z kolei opowieść złożona ze wspomnień wojownika, smutnych i pełnych cierpienia. Ciekawy i wymowny w treści jest utwór Bärsärkarna Från Svitjod, który przypomina, że nie każdy mężczyzna dostąpi zaszczytu – walki w imię Odyna.  Nattramn to smutna historia człowieka zawieszonego pomiędzy światami, do tego szczerze zakochanego, martwiącego się o to, że być może po śmierci nie spotka swojej ukochanej. Allfader jest kolejnym utworem poświęconym Odynowi –  „Wszechojcowi”. O przekazie ostatniego utworu  Månljus  niestety nie wiem nic.

Czas na podsumowanie – co oferuje nam niniejszy album? Etniczny klimat połączony z szeroką gamą riffów gitarowych. Genialne skrzypce oraz rozbudowaną perkusję. Fantastyczny wokal Erika, czyli growl, scream  i czysty śpiew, a to wszystko okraszone dobrą dykcją. Dwie świetne wokalistki, czyli Ellinor Videfors oraz  Quorthona. Cudowny przekaz liryczny piosenek – nic dodać, nic ująć. Album ten jest dla mnie arcydziełem – i jednocześnie genialnym zwieńczeniem dwudziestu lat pracy zespołu.

10/10