Białoruski Mołot (ex-Apraxia) do tej pory znany mi był tylko ze swojego pierwszego dema, które zrobiło na mnie raczej średnie wrażenie, a i z folk metalem nie miało nic wspólnego. Dlatego też po kolejne albumy nie sięgnąłem, a i tym większe było moje zdziwienie po odsłuchaniu próbek utworów z najnowszego wydawnictwa.

Krótko mówiąc: najnowsze dzieło Mołota to pagan folk metal najwyższej próby – szybkie, chwytliwe i konkretne utwory prowadzone przez potężne gitary i przenikliwy dźwięk dud, a także agresywne i świetnie zaaranżowane wokalizy. Mimo iż dość podobne do siebie (większość oparta na podobnym schemacie), poszczególne utwory raczej nie nużą, a do perełek takich jak Abarona Kryczawa (tradycyjna pieśń białoruska, tu w metalowym wydaniu) czy Braty pa zbroi chce się wracać bez końca. Album był dla mnie sporym zaskoczeniem, za to bardzo pozytywnym, a to nie koniec niespodzianek – wielu na pewno zdziwi się słysząc w paru miejscach dość powszechnie znane motywy, przerobione na Mołotową modłę. W innym przypadku można by uznać to za pójście na łatwiznę, ale tu te wtręty pasują jak ulał. Ponadto, fani niemieckiego In Extremo znajdą tu też swego rodzaju kower tej grupy, chociaż szczerze mówiąc – gdybym nie wiedział, pomyślałbym, że to oryginalna kompozycja białorusinów – utwór idealnie wkomponowuje się w ogólny klimat i brzmienie płyty. Generalnie – warto zakupić, zwłaszcza, że płyta kosztuje śmieszne pieniądze, a stanowi kawał naprawdę solidnego folk metalu.

Ocena: 9/10