5 grudnia tego roku miała miejsce premiera długogrającego albumu warszawskiej grupy Morhana, zatytułowanego When the Earth Was Forged. Wydany on został przez wytwórnię Art of the Night Productions. Sam zespół na dobre zadomowił się już na polskiej scenie. Jak wypadła płyta tej sześcioosobowej kapeli?  Jeśli jesteście ciekawi, czy warto ją kupić, zapraszam do lektury. Liczę, że rozwieję wasze wątpliwości.

Płytka zaczyna się od nastrojowego Intra, w którym słyszymy Adriannę z warszawskiej Runiki. Miło, że zespół pomyślał o takim połączeniu. Utwór otwierający, czyli When the Earth was Forged, wywołał we mnie bardzo mieszane odczucia. Dlaczego? Jak dla mnie pod względem wokalnym jest zbyt przekombinowany,  połączenie fatalnego growlu z  bardzo dobrym czystym śpiewem wokalisty sprawiło, że takie, a nie inne emocje, towarzyszyły mi przy tym za każdym razem. Następna piosenka –  Morhana – na nowo dała mi nadzieję. Fantastyczny flet, bardzo dobra partia skrzypiec – i wiedziałem już, z czym mam do czynienia. Sam numer – poprzez zgrabne zmiany tempa, wyważony wokal, dynamiczne riffy gitarowe oraz fragment zagrany przez gitarę akustyczną wraz z fletem – miód dla mych uszu.

Czwarty utwór – Mgła –  to jedyny numer, który został napisany w języku ojczystym. Po raz kolejny: gitary, skrzypce, gitary akustyczne, flet oraz przesłanie tekstu – to wszystko sprawiło, że krążek wzbudzał we mnie coraz bardziej pozytywne odczucia. No właśnie – skrzypce. The Traveller rozpoczyna się genialną partią „smyczków”. Moją uwagę przyciągnęła również bogata perkusja  – crashe, stłumione partie bębna basowego, werble czy zamknięte hit-haty. Gdzieniegdzie wyeksponowano również gitarę basową – zdecydowanie na plus, a to wszystko okraszone ciekawym głosem wokalistki – Kariny ( choć jej angielski nie jest idealny), połączonym z wokalem Maćka.

Przed nami Trolls of the Sea; na początku ciekawy motyw w irlandzkim stylu, potem dodatkowo pojawiają się pirackie okrzyki w stylu Alestormu. Piracki folk irlandzki – fuzja niewątpliwie interesująca. W utworze Dreamland znowu słyszymy Karinę. W partiach duetu z Maćkiem brzmią naprawdę świetnie. Solówka skrzypiec powaliła mnie na kolana. Kolejny kawałek to skoczny WTF, jednak – pomimo „biesiadnego” charakteru, blastów perkusyjnych,energetycznych skrzypiec i fletu – piosenka ta nie zrobiła na mnie wrażenia. Zdecydowanie lepiej brzmiał instrumentalny Plinn, jak dla najlepszy numer na tej płycie z typu tych bardziej dynamicznych/biesiadnych.

Dziewiąty utwór – Strzyga – to urzekająca ballada. Dobre gitary akustyczne, wokal Maćka również. Jedyną rzeczą, do której jednak muszę się doczepić, jest kwestia językowa. Nasuwa mi się pytanie: skoro tekst jest po angielsku, to po co polskojęzyczny tytuł? Jak dla mnie to zupełnie bez sensu. Piosenka Sleeping Knight pod względem lirycznym absolutnie do mnie trafiła. Muzycznie też jest ciekawa, od połowy utwór ze spokojnej ballady przechodzi w zdecydowanie bardziej dynamiczny, drapieżny kawałek; solówka gitarowa na bardzo wysokim poziomie, partie perkusyjne również pozytywnie mnie zaskoczyły. Ostatni na tej płycie utwór, Giants of Ice, w moim odczuciu jest najbardziej mrocznym numerem na płycie. Blasty, scream wokalisty – to wszystko zrobiło swoje, choć całkowity brak skrzypiec byłby dodatkowym atutem, przełamującym „konwencję”.

Podsumowując: sama płyta pod względem muzycznym –  poza dwoma utworami ( When the Earth Was Forged oraz po części Giants of Ice, które są utrzymane w nieco innej konwencji) – wyraźnie inspirowana jest motywami irlandzkimi, bardzo dobrze zaprezentowanymi. Mankamentem, jaki jednak trzeba zauważyć i nad którym zespół powinien popracować, jest dopasowywanie tematyczne warstw tekstowych, gdyż motyw Valhalli w piosence Mgła jest dla mnie jako słuchacza nieporozumieniem. Jeśli chodzi o kunszt, album niewątpliwie brzmi dobrze, ale na wyróżnienie zasługuje bez dwóch zdań Laura – skrzypaczka Morhany. Jak dla mnie pod względem jakości swojego rzemiosła jest porównywalna do Thifalla z Radogosta. Maciek jako główny wokalista, poza kłującym w uszy, nieumiejętnym growlem, swoim  czystym śpiewem (i nie tylko), zdecydowanie pokazał klasę. Dobrze sprawdził się również Grzegorz – basista i wokalista wspierający (świetny scream). Wokal Kariny interesujący, choć wymagający jeszcze pracy. Moimi faworytami, jeśli chodzi o piosenki na albumie, są: Mgła, The Traveller oraz Dreamland. Przed przesłuchaniem całej płyty warto zapoznać się z udostępnionymi przez Morhanę utworami – bez tego trudno byłoby mi polecić płytę „w ciemno”, numery te w mniejszym lub większym stopniu mówią słuchaczowi, czego on może się spodziewać – a jest czego posłuchać.

7,5/10