UWAGA!!!

Rzeczą, o której należałoby na początku nadmienić jest fakt, że muzyka, jaką serwuje nam na najnowszym wydawnictwie Niburta, nie jest przeznaczona dla każdego słuchacza. Znajdują się w niej elementy, które bardziej ortodoksyjnych fanów metalu mogą przyprawić o co najmniej zawroty głowy. Osoby, które na słowo metalcore czy djent odczuwają niesmak, powinny czym prędzej uciekać jak najdalej stąd. Wszystkich gotowych otworzyć się na zupełnie nowe, dość niepowtarzalne wrażenia muzyczne, gorąco zapraszam do dalszej lektury.

Co tu się stało i jak do tego doszło?

Metal i punk niemal od początku egzystowały równolegle, często przeplatając się i inspirując wzajemnie. Zataczające się koło dawało coraz to nowsze mariaże. Tak powstawały crossover thrash, hardcore, z nich zaś potem wyrosły, cieszące się dziś dużą popularnością, gatunki metalcore czy deathcore.

Folk metal zaś, jako jeden z najbardziej zróżnicowanych gatunków muzyki ekstremalnej, czerpiący bowiem z różnych źródeł muzyki folkowej z jednej strony oraz z różnych podgatunków metalu z drugiej, musiał w końcu doczekać się połączenia z gatunkami spod znaku „core”. Obok Włochów z Krampusa, węgierska Niburta jest jednym z pierwszych zespołów, które odważyły się na taki krok.

 

Małe zmiany

Pierwsza płyta długogrająca Scream from the East z 2012 roku została całkiem dobrze przyjęta jako powiew świeżości na folkmetalowej scenie. Oprócz niezwykle rozbudowanego instrumentarium (zespół liczy bowiem, bagatela, dziewięć osób) pojawiły się momentami takie elementy jak chociażby tzw. break-down’y, growl czy w zasadzie scream, przywodzący na myśl ten wykorzystywany przez wokalistów metalcorowych. Dominujące jednak były mniej lub bardziej spokojne fragmenty czysto folkowe, grane na tradycyjnych instrumentach, takich jak kobza, flet, dudy, skrzypce, lira korbowa, kaval oraz przyozdobione tradycyjnymi zaśpiewami wokalistki i niskim męskim śpiewem akwilotowym. Naprawdę ciężkie fragmenty pojawiały się, ale stosunkowo rzadko.

 

To właśnie pierwsza i chyba najważniejsza różnica między Scream from the East a najnowszą EP. Mamy tutaj dużo mniej fragmentów pozbawionych metalowego instrumentarium, pojawiają się też krótkie epizody, gdzie słychać tylko agresywne riffowanie, bez tła folkowego. Wszystko jest jednak wyważone, punkt ciężkości między folkiem a metalem nie jest wyraźnie przesunięty w żadną stronę.

Śmiałym posunięciem są dodatki spod znaku elektroniki, co nawet sugeruje okładka płyty. Na pewno znajdą się malkontenci, których oburzy połączenie tak skrajnych stylów. W opinii autora zespół zrobił to jednak z wystarczającym smakiem i całość brzmi zadziwiająco spójnie.

Nowy kierunek w folk metalu?

Nowy materiał Niburty ma potencjał, by stać się czymś przełomowym. Poprzedni album Węgrów był jeszcze, w pewnym sensie, nieśmiałą próbą dodania folkmetalowej formule nowoczesnego rysu. W mniejszym stopniu spróbowało tego już chociażby Eluveitie, czego przejawem może być na przykład brzmienie gitar na najnowszym krążku folk metalowej gwiazdy ze Szwajcarii. Jednak to, co słyszymy na Reset, jest już bardzo odważnym krokiem w stronę nowego stylu, na którego pionierów wyłania się właśnie węgierska kapela. Gdyby spróbować nadać temu stylowi nazwę, nasuwają się określenia typu „modern folk metal” czy „folk core”.

 

Trudno przewidzieć czy takie granie zyska popularność, ale z całą pewnością Niburta dała ku temu dobre podwaliny, wypuszczając krążek, któremu oprócz lekkiej dawki progresywności nie brakuje wcale przebojowości. Melodie są tutaj skoczne, chwytliwe, wpadają w ucho i, co bardzo ważne, na trwającym jedynie nieco ponad 13 minut albumie dostajemy ich całe bogactwo. Rekompensuje to w pewnym stopniu fakt, że fani po ponad dwóch latach dostają od zespołu tylko trzy nowe utwory.

Co dalej?

Muzycy zapewniają, że Reset ma być pomostem między poprzednią płytą a kolejnym albumem długogrającym, nad którym już pracują. Z pewnością to EP zaostrzy apetyt tych, których przekonuje cięższe oblicze Niburty. Nieco zawiedzeni mogą być fani preferujące łagodniejsze utwory kapeli.

Materiał ten jest na pewno nieco kontrowersyjny, ale próbując całkiem zimno do niego podejść, można stwierdzić, że jest to po prostu kawał bardzo dobrego, profesjonalnie zagranego folk metalu.

Subiektywna ocena autora: 9/10