Niejednokrotnie zdarzyło mi się czytać (niepojęte dla mnie) wypowiedzi ludzi, którzy będąc fanami danego zespołu czy gatunku podkreślali jednocześnie, że słuchają wyłącznie pełnowymiarowych albumów, pomijając wszelkie EPki, mini albumy, splity i tym podobne. I tacy ludzie nie wiedzą co tracą. A tracą między innymi możliwość posłuchania nowej, genialnej EPki Niebokraju. I naprawdę mają czego żałować, bo na tym wydawnictwie zespół nie tylko przebił materiał z debiutanckiego długograja, ale i znacząco podwyższył poprzeczkę.

Zasadniczo, recenzje takich materiałów powinny składać się po prostu z poleceń typu „słuchać”, bo trudno mi tu będzie wymienić jakieś wady. I właśnie dlatego od nich zacznę, a właściwie od jednej, jedynej którą posiada ta EPka – za krótko! Oczywiście to narzekanie jest bezzasadne, bo to w końcu właśnie tylko EP. Ale kiedy dostaje się w ręce tak doskonały materiał, chciałoby się więcej. Niestety, jedyne co pozostaje, to czekać na pełny album.

Zalety? To, co Niebokraj zaprezentował na „Morowej Jazwie” to folk metal najwyższej próby, z charakterystycznym, bardzo „rosyjskim” posmakiem, który dodatkowo wzbogacają odniesienia historyczne, a konkretnie do chwalebnych czasów Imperium Rosyjskiego (o ile się nie mylę). Muzyka jest bardzo żywa, o nieco żołnierskim zabarwieniu (końcówka płyty niszczy!). Muzycy Niebokraju udowadniają po raz kolejny, że folk metal nie musi być o jakichś średniowiecznych bzdurach i nie musi obrażać inteligencji słuchacza, jak to niejednokrotnie dziś bywa. Jednocześnie umacniają swój własny styl i podejście do gatunku, wypracowane już na debiucie. Naturalnie, nie da się uniknąć pewnych porównań do Temnozor (bodaj pół zespołu to ci sami ludzie), i czasami gdzieś tam zaleci charakterystycznym, „temnozorowym” graniem, ale Niebokraj posiada na tyle silną tożsamość, że o kopiowaniu nie ma mowy. Co ważne, tym razem udało się uniknąć delikatnych dłużyzn, które sporadycznie pojawiały się na debiutanckim albumie, wprowadzono za to kilka nowych, świetnych patentów. Ale polecam sprawdzić to samemu, bo to po prostu trzeba usłyszeć. Jak dla mnie jedno z najlepszych, o ile nie najlepsze wydawnictwo 2012 roku, i mogę sobie tylko pluć w brodę, że usłyszałem je dobre dwa miesiące po premierze.

Ocena: 10/10