W nocy z 21. na 22. czerwca wszyscy polscy poganie świętują Noc Kupały – wyjątkowe, radosne święto płodności, ognia i wody, słońca i księżyca. Wyjątkowy miał być również wieczór w lubelskim klubie Graffiti, w którym już po raz trzeci odbyła się impreza pod nazwą ujętą w tytule. Sam pomysł na oddanie muzycznego hołdu słowiańskim bogom zrodził się w głowach muzyków lubelskiej formacji Black Velvet Band (której lider, Marcin, wszelkimi siłami stara się rozruszać to niezwykle smutne miasto) w 2011 r. podczas Sobótki, świętowanej w Muzeum Wsi Lubelskiej. I z każdą kolejną edycją ten „minifestiwal” nabiera rumieńców – tym razem gwiazdą wieczoru był zespół roberto DELIRA & Kompany, jeden z licznych projektów Roberta Jaworskiego.

Przejdźmy jednak do meritum – koncert zaplanowany był na godzinę 19, toteż wtedy właśnie pojawiłem się w klubie (no, może 5 minut po 19.). Jako, że koncerty w zasadzie nigdy nie zaczynają się o ustalonej godzinie, mogłem sobie pozwolić przyjść tak późno. Oczywiście nie pomyliłem się – w klubie nie działo się wtedy w zasadzie nic – na scenie próbował się Belegost, młody lubelski zespół próbujący grać folk metal. Okazało się także, że nie tylko ja wyszedłem z takiego założenia – klub świecił pustkami. Gdzieniegdzie tylko przemykali muzycy zespołów i ich znajomi, których było zresztą więcej niż pozostałych osób. Zaskoczony nieco wyjątkowo niską frekwencją, postanowiłem przyjrzeć się próbie Belegostu, którego wcześniej nie miałem okazji słyszeć. No i usłyszałem cover za coverem – Finntroll, Korpiklaani, Turisas. Było miło, jednak dosyć szybko znudziło mi się – ich próba jakoś nie zbliżała się do końca. Toteż opuściłem salę koncertową, coby pozwiedzać klub, w którym nie byłem od wieków.

Nareszcie ok. 20:30 koncert zaczął się. W międzyczasie w klubie przybyło ludzi, jednak nadal było ich zaskakująco mało. Pod sceną podobnie – słuchaczy można było policzyć na palcach jednej ręki. Osobiście zrobiło mi się przykro, bo ciekawych muzycznych wydarzeń w Lublinie nie ma zbyt wielu. Muzyków wspomnianego powyżej Belegostu jednak to nie zraziło i zabrali się nareszcie do roboty. Przypominam – po półtoragodzinnej próbie. Nie ukrywam, że mocno mnie to poirytowało. Naprawdę rozumiem, że każdy koncert zaczyna się z obsuwą, ale żeby aż półtorej godziny?! Zdecydowana przesada. Przejdźmy jednak do samego koncertu. Belegost, jak na młody zespół (nie wiem, czy mają przynajmniej półroczną historię za sobą) grał wcale nieźle. Szkoda jednak, że głównie (a może nawet wyłącznie) covery. Słychać, że mają potencjał, jednak zdecydowanie potrzebują własnego materiału. No ale dajmy im czas. Podczas samego koncertu gitarzysta Andrzej próbował jakkolwiek porwać do zabawy tych kilka osób pod sceną i zaprosić kolejnych. Skutek był żaden – więcej osób stało pod ścianą niż pod sceną. Był to dosyć smutny widok, wszak muzycy naprawdę dawali z siebie wszystko (może oprócz gitarzystki i skrzypaczki, które stały jak słupy soli). Szwankowało też nieco nagłośnienie – wokalu Pawła, który zdawał się naprawdę mocny, w zasadzie nie było słychać. Sekcja instrumentalna zdecydowanie go zagłuszała. Podobnie było ze skrzypcami. Po tak długiej próbie oczekiwałbym jednak lepszego dogrania. Mimo wszystko koncert na plus. Publika dała ciała, ale zespół starał się bardzo – brzmią melodyjnie i potężnie zarazem, czyli tak, jak, moim zdaniem, powinien brzmieć zespół folk metalowy. Drzemie w nich niemały potencjał. Jeśli tylko zaczną komponować własne utwory, może urodzić się z tego coś całkiem niezłego.

Belegost grał raptem pół godziny. Ok. 21 na scenę weszli gospodarze imprezy, zespół Black Velvet Band. W międzyczasie Perun przypomniał o obecności starych bogów – nad Lublinem rozpętała się potężna burza. O działaniu starych bóstw nie omieszkali wspomnieć coraz liczniej przybyli słuchacze. Zresztą – niektórzy mieli okazję spotkać się z nimi niemal oko w oko, wielu z nich wszak przybyło przemoczonych od stóp do głowy, co jednak nikomu nie popsuło nastroju. Ok. 21:30, po raptem półgodzinnej próbie rozpoczął się koncert Black Velvet Band. Tym razem publiczność dopisała. Wprawdzie sala nie była wypełniona do cna, jednak znacznie więcej osób pojawiło się pod sceną. Widać wyraźnie, że Black Velvet Band w Lublinie ma już wyrobioną markę i wiele osób to właśnie ich traktowało jak gwiazdę wieczoru. A na pewno niejaki Igor, który przyjechał na ten koncert specjalnie z dalekiego Zawiercia. Jego poświęcenie zostało w świetny sposób docenione przez zespół – ostatni kawałek Zatańcz został zadedykowane właśnie jemu. Zresztą nikt z fanów nie mógł czuć się zawiedziony – BVB dało świetny koncert! Marcin, lider i współzałożyciel zespołu swoje radiowe doświadczenie pokazuje również na scenie. Jest nie tylko gitarzystą i wokalistą, ale i świetnym wodzirejem. W doskonały sposób zagrzewa publiczność do wspólnej zabawy, wchodzi z nimi w interakcję, nawiązuje kontakt. Publika natomiast odpowiada mu/im gorącym zaangażowaniem w koncert. Aż miło było patrzeć na to, co dzieje się pod sceną! Tym razem nagłośnienie było nieco lepsze, co jednak nie oznacza, że było dobre – wokalne solówki wokalistki i skrzypaczki Xymeny były ledwo słyszalne. Zważywszy, że zdarzyło się to po raz kolejny, można podejrzewać, że była to wina nagłośnieniowca. Mimo to, koncert należy uznać za udany. Black Velvet Band zagrał chyba wszystkie kawałki z płyty Pieśni obłąkane, która ma ukazać się w październiku tego roku. Każdy z nich został przyjęty z ogromnym uznaniem zgromadzonej publiczności, a utwór Jechały Kozaki jest najoryginalniejszą trawestacją tej ukraińskiej pieśni, jaką słyszałem. Podsumowując koncert Black Velvet Band, który zakończył się ok. 22:30, użyję cytatu z zawołania publiczności – Sława!

Po koncercie Black Velvet Band nastąpiła dłuższa przerwa. Można to zrozumieć, wszak odpowiednie nagłośnienie liry korbowej czy gęśli gdańskiej do najłatwiejszych zadań nie należy. Nareszcie jednak ok. 23:20 na scenie pojawił się zespół roberto DELIRA & Kompany. Nie ukrywam, że obawiałem się nieco ich koncertu – bałem się, że repertuar skończy im się mniej więcej po pół godziny wszak do tej pory wydali raptem jedną epkę Zabobon (2010). Na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione. Obecnie bowiem Robert Jaworski z kompanią szykują się do wejścia do studia, coby nagrać pierwsze w swej historii LP, toteż i materiału mają niemało. Przejdźmy jednak do samego koncertu – niestety ludzi ubyło. Potwierdziło się tym samym moje przypuszczenie, że wiele osób potraktowało Black Velvet Band jak gwiazdę wieczoru. Może to dziwić, wszak wspomniany Robert Jaworski to człowiek-instytucja w folkowym światku. Wystarczy wspomnieć, że jest twórcą psychofolkowego Żywiołaka. Zresztą, sam projekt roberto DELIRA & Kompany stylistycznie bardzo przypomina Żywiołaka – psychodeliczne dźwięki unurzane w dawnych, słowiańskich rytmach, mitach i legendach, obdarte jednak ze współczesnych instrumentów. Ale, jak się okazało, nie pozbawia to brzmienia zespołu rockowego charakteru. Widziałem ich na scenie po raz pierwszy w życiu. Śmiem twierdzić, że był to jeden z bardziej rockowych koncertów, w jakich dane mi było uczestniczyć. Bije od nich niesamowita moc, każdy utwór brzmi przepotężnie, robi naprawdę niezwykłe wrażenie. Obok ich grania nie można przejść obojętnie. Nogi same rwą się do tańca – dość stwierdzić, że sam nie mogłem usiedzieć, chwyciłem dłoń narzeczonej i poszliśmy w tany. A ja nie tańczę! Nigdy! Jak wspomniałem jednak powyżej – niestety publiczność znów nie dopisała. Smutny był to widok, wszak muzycy naprawdę dawali z siebie wszystko, próbowali porwać ludzi do tańca, a skutek był raczej mizerny. Na pewno zbyt mizerny. I znów nagłośnienie szwankowało – głosu Roberta w zasadzie nie było słychać, natomiast głosy wokalistek były zbyt głośne. Mimo to, koncert należy uznać za udany.

O 24:30 wieczór się skończył. Trochę za wcześnie. Chciało zostać się dłużej. Kilka rzeczy zdecydowanie nie wypaliło – przede wszystkim nagłośnienie, które szwankowało podczas każdego koncertu. Do wymiany. Kolejna sprawa to godzina rozpoczęcia. Plakaty wyraźnie mówiły, że początek ma nastąpić o godzinie 19. Jak wspominałem powyżej – obsuwa jest zawsze i trzeba się z tym pogodzić, jednak kiedy trwa ona półtorej godziny, staje się problemem. Na przyszłość warto by nad tym popracować. Dalej – publiczność. Zdecydowanie nie dopisała. Ciągle słyszy się, że w Lublinie mało się dzieje, że nie ma dobrych koncertów, a kiedy dochodzi do jakiegoś ciekawego wydarzenia, ludzi przychodzi garstka. Słowem – publika do wymiany. Na szczęście jednak muzycy nadrobili. Każdy koncert był naprawdę dobry, nawet młodzików z Belegostu, o których, miejmy nadzieję, jeszcze usłyszymy w przyszłości. Należy trzymać kciuku za organizatorów i muzyków, by w przyszłym roku udało się zorganizować czwartą już edycję Nocy Kupały w Mieście Kozła.

  • Seba

    1,5 godziny próby… To nie była próba lecz nagłośnienie
    zespołu, które trwało z takiego powodu, że to był pierwszy zespół i dźwiękowiec musiał wszystko podłączyć i nagłośnić, a 7 instrumentów jest bardzo trudno nagłośnić. Szanowny Panie redaktorze, jak nie umiesz rozróżnić próby od nagłaśniania proszę nie oczerniać zespołu, który nie miał na to żadnego wpływu. Tak duże opóźnienie było spowodowane także zachowaniem braku profesjonalizmu ze strony perkusisty Black Velvet Band, który przywiózł perkusje ponad godzinę po
    umówionym czasie i nie przyłożył ręki do jej rozkładania, tylko wypakował i poszedł

    • godzisz

      Absolutnie zbędny ból dupy. Wszelkie niejasności można wyjaśnić. Nie trzeba nikogo obrażać czy, stosując Waszą retorykę, oczerniać. Przerzucanie winy na inny zespół też wydaje się mało dojrzałym zachowaniem. Tak, jak Wy mieliście swoje problemy, tak i oni mogli mieć swoje. No ale co tam, Wy jesteście pokrzywdzeni. Napisałem przecie, że gracie beznadziejnie i najlepiej, żebyście zrezygnowali z grania. Tak przynajmniej można wnosić z niniejszej opinii. Cóż, jeśli nie nauczycie odpowiednio reagować na krytykę, daleko nie zajedziecie. Ani w światku muzycznym, ani w życiu.

    • Astral

      Polecam popracować nad czytaniem ze zrozumieniem. Nie wiem, w którym miejscu zespół został oczerniony. Może w tym zdaniu? „Mimo wszystko koncert na plus. Publika dała ciała, ale zespół starał się
      bardzo – brzmią melodyjnie i potężnie zarazem, czyli tak, jak, moim
      zdaniem, powinien brzmieć zespół folk metalowy. Drzemie w nich niemały
      potencjał”. Zamiast, jako młody skład, cieszyć się z dobrego słowa, czepiacie się Autora…

      • Łasica

        Z artykułu wynika po prostu iż opóźnienie było spowodowane z winy pierwszego zespołu, co prawdą nie jest i trzeba było to w pewien sposób sprostować. Sprzęt dojechał później niż było to umówione, a nagłośnić tak czy inaczej trzeba to było.

        • Astral

          A skąd Autor i cała publiczność miała o tym wiedzieć? Może trzeba było po prostu wyjaśnić ludziom, którzy tak długo czekali na rozpoczęcie koncertu, jaka jest przyczyna opóźnienia? Na plakacie widniała informacja, że koncert ma zacząć się o 19 i rzeczywiście, dało się zauważyć znudzenie oczekujących. Recenzja ma to do siebie, że podaje zaobserwowane wady i zalety danego wydarzenia, co też uczynił Autor…

          • Łasica

            I tylko i wyłącznie dlatego o tym piszemy – żeby to sprostować.

          • Astral

            Tylko komentarz Seby jakoś tak nie brzmi na zwykłe sprostowanie. Po prostu niepotrzebnie naskoczono na Autora, który, koniec końców, przedstawił grupę w dobrym świetle, a po jego aktywności na Folkmetal i jakości tego, co pisze można wnioskować, że zna się na rzeczy. Jako grupa występująca przed ludźmi musicie liczyć się z różnymi reakcjami. A wjeżdżanie na redaktora serwisu, który, bądź co bądź, promuje Waszą ekipę nie jest najlepszym pomysłem.

          • Łasica

            Astral, dla mnie to: „Szanowny Panie redaktorze, jak nie umiesz rozróżnić próby od
            nagłaśniania proszę nie oczerniać zespołu, który nie miał na to żadnego
            wpływu.” brzmi właśnie jak wyjaśnienie, że zespół nie miał wpływu na to opóźnienie. Chcieliśmy jedynie to zaznaczyć pod artykułem, nie „wjeżdżać” na nikogo. Oczywiście, jesteśmy młodym zespołem, cieszymy się z tego, że autor przedstawił nas jako dobrze rokujący zespół, ale pozostawała ta kwestia opóźnienia, w której jakoś chcieliśmy się obronić, sprostować, sprzęt dojechał jak dojechał, nagłaśnianie przez pracownika klubu trwało ile trwało, my na to wpływu nie mieliśmy żadnego. Myślę, że nie ma co ciągnąć już tematu, który teraz wygląda trochę jak nieporozumienie(z naszej strony – chęć sprostowania, odebrana jako „wjazd” na autora, co zamysłem naszym nie było).

          • Astral

            Jasne. Po to właśnie mamy możliwość komentowania.Pozdrawiam i życzę sukcesów!

  • Seba

    1,5 godziny próby… To nie była próba lecz nagłośnienie
    zespołu, które trwało z takiego powodu, że to był pierwszy zespół i dźwiękowiec musiał wszystko podłączyć i nagłośnić, a 7 instrumentów jest bardzo trudno nagłośnić. Szanowny Panie redaktorze, jak nie umiesz rozróżnić próby od nagłaśniania proszę nie oczerniać zespołu, który nie miał na to żadnego wpływu. Tak duże opóźnienie było spowodowane także zachowaniem braku profesjonalizmu ze strony perkusisty Black Velvet Band, który przywiózł perkusje ponad godzinę po
    umówionym czasie i nie przyłożył ręki do jej rozkładania, tylko wypakował i poszedł

    • godzisz

      Absolutnie zbędny ból dupy. Wszelkie niejasności można wyjaśnić. Nie trzeba nikogo obrażać czy, stosując Waszą retorykę, oczerniać. Przerzucanie winy na inny zespół też wydaje się mało dojrzałym zachowaniem. Tak, jak Wy mieliście swoje problemy, tak i oni mogli mieć swoje. No ale co tam, Wy jesteście pokrzywdzeni. Napisałem przecie, że gracie beznadziejnie i najlepiej, żebyście zrezygnowali z grania. Tak przynajmniej można wnosić z niniejszej opinii. Cóż, jeśli nie nauczycie odpowiednio reagować na krytykę, daleko nie zajedziecie. Ani w światku muzycznym, ani w życiu.

    • Astral

      Polecam popracować nad czytaniem ze zrozumieniem. Nie wiem, w którym miejscu zespół został oczerniony. Może w tym zdaniu? „Mimo wszystko koncert na plus. Publika dała ciała, ale zespół starał się
      bardzo – brzmią melodyjnie i potężnie zarazem, czyli tak, jak, moim
      zdaniem, powinien brzmieć zespół folk metalowy. Drzemie w nich niemały
      potencjał”. Zamiast, jako młody skład, cieszyć się z dobrego słowa, czepiacie się Autora…

      • Łasica

        Z artykułu wynika po prostu iż opóźnienie było spowodowane z winy pierwszego zespołu, co prawdą nie jest i trzeba było to w pewien sposób sprostować. Sprzęt dojechał później niż było to umówione, a nagłośnić tak czy inaczej trzeba to było.

        • Astral

          A skąd Autor i cała publiczność miała o tym wiedzieć? Może trzeba było po prostu wyjaśnić ludziom, którzy tak długo czekali na rozpoczęcie koncertu, jaka jest przyczyna opóźnienia? Na plakacie widniała informacja, że koncert ma zacząć się o 19 i rzeczywiście, dało się zauważyć znudzenie oczekujących. Recenzja ma to do siebie, że podaje zaobserwowane wady i zalety danego wydarzenia, co też uczynił Autor…

          • Łasica

            I tylko i wyłącznie dlatego o tym piszemy – żeby to sprostować.

          • Astral

            Tylko komentarz Seby jakoś tak nie brzmi na zwykłe sprostowanie. Po prostu niepotrzebnie naskoczono na Autora, który, koniec końców, przedstawił grupę w dobrym świetle, a po jego aktywności na Folkmetal i jakości tego, co pisze można wnioskować, że zna się na rzeczy. Jako grupa występująca przed ludźmi musicie liczyć się z różnymi reakcjami. A wjeżdżanie na redaktora serwisu, który, bądź co bądź, promuje Waszą ekipę nie jest najlepszym pomysłem.

          • Łasica

            Astral, dla mnie to: „Szanowny Panie redaktorze, jak nie umiesz rozróżnić próby od
            nagłaśniania proszę nie oczerniać zespołu, który nie miał na to żadnego
            wpływu.” brzmi właśnie jak wyjaśnienie, że zespół nie miał wpływu na to opóźnienie. Chcieliśmy jedynie to zaznaczyć pod artykułem, nie „wjeżdżać” na nikogo. Oczywiście, jesteśmy młodym zespołem, cieszymy się z tego, że autor przedstawił nas jako dobrze rokujący zespół, ale pozostawała ta kwestia opóźnienia, w której jakoś chcieliśmy się obronić, sprostować, sprzęt dojechał jak dojechał, nagłaśnianie przez pracownika klubu trwało ile trwało, my na to wpływu nie mieliśmy żadnego. Myślę, że nie ma co ciągnąć już tematu, który teraz wygląda trochę jak nieporozumienie(z naszej strony – chęć sprostowania, odebrana jako „wjazd” na autora, co zamysłem naszym nie było).

          • Astral

            Jasne. Po to właśnie mamy możliwość komentowania.Pozdrawiam i życzę sukcesów!