Szwedzkiego zespołu Grimner chyba nie trzeba przedstawiać fanom ambitnego folk/viking metalu. Jeśli jednak nie zetknęliście się jeszcze z twórczością grupy, być może ten wywiad będzie dobrą okazją, aby zacząć słuchać muzyki tworzonej przez tę znakomitą formację. Grimner już niebawem odwiedzi Czechy. 

Daleko nie mamy…

 

Jak doszło do powstania Waszego zespołu?

Wszystko zaczęło się ze mną (Ted, wokal, gitary) i Henrym (perkusja) , który był w innym bandzie w tym samym czasie. Z zespołem graliśmy trochę jak Children of Bodom, taki melodyjny death metal, ale Henry i ja poczuliśmy, że chcemy grać coś innego. Ja zasugerowałem, że powinniśmy grać jakiś rodzaj folku połączony z elementami metalu. Zainspirowaliśmy się nordycką mitologią oraz dawnym skandynawskim folklorem, akurat pomysł z inspiracjami wyszedł ode mnie, ponieważ sam fascynowałem się  ową tematyką od dawna. Zebraliśmy trochę pozytywnie zakręconych osób i zaczęliśmy naszą podróż, która trwa już prawie 10 lat.

Dlaczego Grimner?

Masz na myśli zapewne nazwę; jest to inne imię Odyna, nordyckiego boga śmierci i wojny – tak w skrócie. Tak naprawdę to imię wybrzmiewa wtedy, kiedy Odyn ukazuje się ludziom w postaci wędrowca, o czym mówi nasza poetycka opowieść Grimnismál.

Od samego początku zamierzaliście grać folk pomieszany z metalem ?

Tak jak wspomniałem wcześniej, jeśli wziąć pod uwagę nasz poprzedni zespół, nie zanosiło się na to. Grimner został stworzony, aby grać folk metal od samego początku i jak dotąd nic się w tych założeniach nie zmieniło.

Kto pisze u Was teksty i tworzy muzykę? Jest to jedna osoba, czy też robicie to wszystko razem?

Ja (Ted) tworzę muzykę, a Marcus (czysty wokal oraz gitara), Johan (instrumenty folkowe) piszą większość tekstów. Kiedy kończymy pisać utwór, gramy go razem, a potem rozmawiamy o nim, opracowując jego finalne szczegóły; taki sposób działania nigdy nas nie zawiódł.

Jakie zespoły były Waszą inspiracją podczas pracy nad ostatnim albumem?

Myślę, że debiutancki album był mocno inspirowany  twórczością grup takich jak Månegarm, Finntroll oraz Ensiferum, co do tego nie mam wątpliwości. Jednak w przypadku Frost Mot Eld  trudno powiedzieć, ponieważ czuć w nim już nasz własny styl, przez co staliśmy się inspiracją dla innych zespołów. Znajdziesz tu więcej elementów tradycyjnego heavy metalu, powtarzających się w kilku tych samych momentach, ale klimat jest na pewno o wiele cięższy niż wcześniej. Jeśli muszę odpowiedzieć, to… Myślę, że album kończy się brzmieniami bardzo podobnymi, zawierającymi pewne inspiracje Equilibrium i Wintersun.

Co robicie poza muzyką?

Zajmujemy się różnymi rzeczami. Ja pracuję jako sprzedawca w tym momencie, Marcus jest nauczycielem, Henry współpracuje z inżynierami chemii stosowanej, David (bass) jest pracownikiem przemysłowym, Johan – kowalem, a Koff (keybord) pracuje jako logistyk.

Czy planujecie w przyszłości jakąś poważną trasę po wschodniej Europie?

Nie mamy na razie takich planów. Jest to ciężkie do zaaranżowania na ten moment z uwagi na nasze inne zajęcia; można się domyślić, chodzi też o pieniądze. Ciągle jednak pracujemy nad tym, aby móc robić dłuższe trasy, a jeśli sprawy pójdą po naszej myśli, to kto wie, może owo tournée zostanie zorganizowane w niedalekiej przyszłości.

Czego mogę Wam życzyć na przyszłość ?

Długiego życia oraz napełnionych piwem kuflów (śmiech). A tak serio – tego, abyśmy dalej mogli robić to, co lubimy. Jak powiedziałem, przede wszystkim organizowania tras w wielu nowych krajach. Taką mamy nadzieję! Dziękujemy za wywiad, to była czysta przyjemność! Pozdrowienia dla naszych fanów z Polski!