Netflix wywołał rewolucję w środowisku fanów fantasy (i nie tylko), zapowiadając
ekranizację  „Wiedźmina”. Nie każdy jednak wie, że również na rodzimym podwórku
dużo się dzieje w tej kwestii. „Pół Wieku Poezji Później” to fanowska produkcja nawiązująca do wiedźmińskiego uniwersum. Zapraszamy do zapoznania się z tajnikami tego zacnego projektu, który powstał z inicjatywy fanów… dla fanów.

Powróćmy na chwilę do przeszłości. Jak zaczęła się Twoja przygoda z „Wiedźminem”? Czy to Sapkowski wprowadził Cię w świat fantastyki, czy już wcześniej zaczytywałeś się w tego typu literaturze?

Twórczość Sapkowskiego stanowiła niejako wisienką na torcie mojej przygody z fantastyką. Po kilku latach spędzonych z Grzędowiczem, Tolkienem, Chadbournem, Komudą i wieloma innymi postanowiłem, że nareszcie nadszedł czas by sięgnąć po mitycznego „Wiedźmina”. Na pierwszym roku studiów jednym tchem przeczytałem wszystkie opowiadania i sagę. Losy Geralta tak mnie pochłonęły, że odbiło się to bardzo boleśnie na mojej pierwszej w życiu sesji.

Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z filmem?

Zupełnym przypadkiem trafiłem kiedyś na warsztaty filmowe prowadzone przez Jacka Raginisa, gdzie wpadłem na pomysł przeniesienia na ekran legendarnej powieści J.D. Salingera. Mój „Buszujący w zbożu” co prawda nigdy nie powstał, ale zamiłowanie do kinematografii zostało. Parę krótkich etiudek później trafiłem do Krakowa, gdzie przez rok studiowałem filmoznawstwo. Rok później przeniosłem się na reżyserię w Warszawskiej Szkole Filmowej.

Skąd pomysł na zrealizowanie filmu związanego z „Wiedźminem”? Kiedy w Twojej głowie pojawiła się pierwsza myśl o tym?

Niedługo po przeczytaniu książek i przejściu obydwu części gry„Wiedźmin”. Zachłysnąłem się tym uniwersum i zacząłem oglądać kilkuminutowe filmiki fanowskie, oglądać fanarty, no i przede wszystkim… obejrzałem serial.

Ta myśl wykiełkowała z niedosytu, który wówczas mną targał. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego od kilkunastu lat nikt nie postanowił na poważnie wziąć się za ekranizację „Wiedźmina”. Ponieważ nie zapowiadało się na to, że taki stan rzeczy szybko ulegnie zmianie, postanowiłem nie czekać – a samemu nakręcić taki film.

Opowiedz krótko o najbliższej ekipie, z którą współpracujesz.

Krótko się nie da. 😉 Ekipę skompletowałem zarówno ze swoich stałych filmowych współpracowników, jak
i fanów „Wiedźmina”, których znalazłem poprzez różne ogłoszenia na Facebooku. Najpiękniejsze w tym projekcie jest to, ile wspaniałych znajomości i przyjaźni wszyscy zawarliśmy, wspólnie pracując i walcząc
o przyszłość naszego projektu.

Przez te trzy długie lata ekipa stale się zmieniała. Ludzie odchodzili, ale w ich miejsce zawsze przychodzili nowi, często jeszcze bardziej doświadczeni i rozentuzjazmowani.

W Waszym projekcie wzięli udział profesjonalni aktorzy, m.in. Zbigniew Zamachowski. Jak wyglądał proces nawiązywania kontaktu z nimi? Czy trudno było przekroczyć granicę pomiędzy przestrzenią pasjonatów a światem zawodowców?

Wcale nie było trudno. Może dlatego, że taka granica nie istniała; większość członków ekipy nawet w pierwszym jej kształcie stanowili zarówno zawodowcy (pracownicy branży filmowej), jak i pasjonaci.

Aktorów przekonałem chyba naszym zapałem i ambicjami związanymi z tym projektem. No i przede wszystkim scenariuszem – bez tego żaden aktor nie podejmie się nawet płatnej pracy (a co dopiero, tak jak w naszym przypadku, pracy non profit).

Zatrzymajmy się na moment przy samej fabule. Część naszych Czytelników być może po raz pierwszy będzie miała okazję się z nią zapoznać. Opowiedz krótko o konwencji Waszego filmu.

Nasz film to typowe fan fiction – korzystamy ze znanego uniwersum i niektórych postaci, ale usiłujemy odpowiedzieć na pytanie: „co by było, gdyby…”. Piszemy własną historię, dziejącą się kilkadziesiąt lat po ostatnich wydarzeniach z książek. To właśnie proza jest dla nas wyznacznikiem kanoniczności, ponieważ w naszym filmie nie uznajemy wydarzeń z serii gier. Jednak uspokajając fanów-graczy mogę obiecać, że ilość easter eggów i smaczków zaciągniętych z produkcji CD Projekt Red będzie wystarczająca 🙂

Głównymi bohaterami naszego filmu są Lambert i Triss – czyli postaci drugoplanowe lub nawet trzecioplanowe
w samej sadze. Pozostali bohaterowie są naszymi autorskimi postaciami, które powstały
w głowach scenarzystów. Swoje cameo ma również grany przez Zbyszka Zamachowskiego Jaskier.

Pierwotnie film „Pół Wieku Poezji Później” miał być produkcją krótkometrażową. Postanowiliście jednak iść za ciosem i zrealizować film długometrażowy – skąd taka decyzja?

Od samego początku napływały do nas głosy od fanów, że powinniśmy podjąć się tego wyzwania. Jednak nie czuliśmy się na tyle pewnie ani nie mieliśmy po temu możliwości. Do czasu…

Projekt zaczął się rozrastać. Zgłaszali się do nas nowi ludzie, nowe firmy – jednocześnie nasze możliwości rosły, mogliśmy robić coraz to bardziej skomplikowane sceny, wydłużać już istniejące i po prostu systematycznie zwiększać rozmach filmu.

Pierwotny scenariusz filmu dopuszczał możliwość wydłużenia produkcji do pełnego metrażu, jednak przez długi czas byliśmy ostrożni. Kiedy jednak zobaczyliśmy, jak bardzo PWPP (roboczy skrót od „Pół Wieku Poezji Później”) się rozrosło, zdecydowaliśmy się wyjść naprzeciw oczekiwaniom widzów – i ostatecznie wydłużyć metraż, umieszczając również w filmie skomplikowaną scenę batalistyczną.

Nie mogło się obejść bez pytania o „typowy dzień reżysera”. Domyślam się, że praca na planie filmowym jest mocno obciążająca, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Jak to wygląda z Twojej perspektywy?

Typowy dzień reżysera wcale nie kojarzy mi się z planem filmowym. Dziwne, prawda? Umowne 12 godzin spędzone za kamerą stanowi niejako zwieńczenie całego okresu preprodukcji i powinno odbywać się mechanicznie. Na kreatywność i wymyślanie czas jest wcześniej – przed planem.

Typowy dzień reżysera to dla mnie czas spędzony na szukaniu inspiracji i referencji w innych filmach, literaturze czy malartstwie. Następnie podzielenie się swoimi pomysłami i skonfrontowanie ich z innymi członkami ekipy – aktorami, scenografią czy przede wszystkim operatorem. Dokładne rozpisanie i rozrysowanie wszystkich ujęć, wybranie odpowiedniej kolejności i oszacowanie czasu realizacji – takie monotonne i analityczne zadania to właśnie codzienność reżysera.

Próby z aktorami czy sam plan zdjęciowy to tylko wypadkowa wcześniej wykonanej pracy.

Wszyscy Czytelnicy z pewnością są ciekawi, jak to możliwe, że można z takim rozmachem zrealizować tego typu projekt – i to na szeroką skalę. Jaka jest Twoja recepta na sukces?

Wydaje mi się, że wyczucie chwili i ogromna doza szczęścia. Natrafiliśmy na pewną niszę w postaci braku współczesnego filmu w tym uniwersum, a nasza produkcji przypadła na szczyt hype’u na trzecią część przygód growego Geralta „Wiedźmin 3: Dziki Gon”.

Na pewno kluczowe znaczenie odegrali tutaj odpowiedni ludzie, których udało mi się znaleźć i przekonać do wzięcia udziału w tym projekcie. Wszystko nabrało rozmachu, gdy do projektu dołączył Zbyszek Zamachowski oraz gdy zaczęto o nas mówić w mediach.

Znane nazwiska i rozgłos przyciągają ludzi.

Najciekawsza, najśmieszniejsza rzecz, która przytrafiła się Wam na planie…

Naliczyłbym chyba po kilkanaście anegdot, na każdy dzień zdjęciowy. Ale jeżeli miałbym wybrać jedną konkretną… byłoby to przerwanie zdjęć na „Polu pod Brenną” w efekcie przybycia stada wypasających się nieopodal krów. Ponieważ kierownik planu ani w zasadzie nikt w ekipie nie miał podejścia do tych zwierząt, musieliśmy odczekać około półtorej godziny do momentu, w którym krowy zdecydują się na zmianę miejsca.

Bezsilność w tej sytuacji z perspektywy czasu wydaje mi się niezwykle zabawna.

Czy istnieje „wzór”, do którego dążycie za wszelką cenę, czy jednak rzeczywistość wszystko weryfikuje? Macie jakieś konkretne inspiracje?

Z autorem zdjęć, Michałem Wiśniowskim, mamy takie powiedzenie „W Idealnym Świecie”. Używamy go zawsze na etapie preprodukcji, planując ambitne i skomplikowane ujęcia oraz rozwiązania inscenizacyjne,
z których oczywiście tylko niewielka część zostaje wykonana w taki sposób jak byśmy chcieli. Przez ograniczoną ilość czasu na realizację oraz, rzecz jasna, niewielki budżet, z wielu  rzeczy musimy rezygnować.

Silne referencje stanowi dla nas oczywiście największa produkcja filmowa fantasy w historii czyli „Władca Pierścieni”, który to film parokrotnie nawet zacytowaliśmy odpowiednim ustawieniem kamery, dialogiem czy też nazwą własną. Poza tym dużo dało nam analizowanie seriali takich jak: „Gra o Tron”, „Marco Polo” czy „Wikingowie”.

Osobiście czerpałem również inspiracje w malarstwie Ilyi Riepinia, Artura Grottgera i niemieckich malarzy romantycznych (np. Friedrich czy Fussli).

Obecnie prowadzicie zbiórkę crowdfundingową, dzięki której będziecie mogli ukończyć swoje dzieło w takiej formie, jaką chcecie mu nadać. Choć udało się Wam już zebrać 100%, wciąż można wspierać Wasz projekt. Co chcielibyście powiedzieć naszym Czytelnikom?

Po połowicznym sukcesie zbiórki na Indiegogo (zebraliśmy niewiele ponad 50% celu minimum) wiedzieliśmy, że zabraknie nam pieniędzy by zakończyć film z takim rozmachem, z jakim byśmy chcieli.

Ponieważ nie udało nam się znaleźć tych pieniędzy w żaden inny sposób, to ponownie, po raz trzeci i ostatni postanowiliśmy się zwrócić do prawdziwych producentów tego filmu – fanów. Rozpoczynając trzecią zbiórkę staliśmy się swego rodzaju precedensem w skali światowej – jednak nie boimy się tego, w końcu robimy film od fanów dla fanów!

Jeżeli chcecie pomóc nam w realizacji naszych i waszych marzeń, zapraszamy Was do wsparcia nas poprzez zbiórkę na portalu Facebook pt. „Złoto dla Wiedźmina”.
Link do zbiórki: https://www.facebook.com/donate/502483353505694/2173026449380779/

Produkcja zapowiada się niezwykle interesująco. Pozostaje mi życzyć Wam powodzenia
w Waszych dalszych pracach. A może czegoś jeszcze…? 🙂 Macie już  pomysły na następne produkcje?

Szczerze mówiąc… nie. Od trzech lat walczymy o przyszłość „Pół Wieku Poezji Później” i dopóki nie ukończymy tego filmu, to nie chcemy poświęcać naszych sił na inne projekty.
Ale… kto wie 🙂

Dziękuję za rozmowę. Trzymam kciuki!

Fot. Cezary Pomykało