Długo oczekiwany split Piarevaracien / Oprich / Chur, którego głównym (i pięknym) celem jest podkreślenie jedności kulturowej i historycznej, oraz braterstwa narodów wschodniosłowiańskich (tytułowa Trójjedność) wreszcie wylądował w moim odtwarzaczu. Przyznam, że oczekiwania były wysokie, tym bardziej, że ostatnie wydawnictwa poszczególnych zespołów nie do końca mnie usatysfakcjonowały. Tu jednak jest inaczej, aczkolwiek wydawnictwo to jest przede wszystkim ważnym przedsięwzięciem kulturowym i prawdopodobnie ma większe znaczenie „ideologiczne”, niż muzyczne – chociaż naturalnie warstwa muzyczna stoi na wysokim poziomie.

Split zawiera 9 utworów, co daje po trzy na zespół. Na pierwszy ogień idzie rosyjski Oprich, sławiący tu północne tereny Matuszki Rassiji oraz rzekę Wołgę. Utwory są do siebie dość podobne, a i  nie jest to muzyka dużo różniąca się od tego, co grupa prezentowała na ostatnim albumie. Osobiście uważam, że nieco na gorsze zmienił się wokal (zwłaszcza, że mam w pamięci świetne wokalizy ze splitu z Chur), natomiast generalnie jest bardzo dobrze – utwory są dynamiczne i porywające, a przede wszystkim budują doskonały klimat rodem z wyprawy wojennej na północnych rubieżach. Może to kwestia grafik zawartych we wkładce, ale przy słuchaniu części Opricha faktycznie przed oczami stanęły mi szerokie i zimne rzeki oraz sunące pod nich łodzie wyładowane ruskimi wojami.

Piarevaracien. Doskonały na pierwszym albumie, nieco gorszy na drugim, tu zrezygnował z agresji na rzecz klimatu. Pierwszy utwór nosi tytuł „Moja Jesień” co doskonale oddaje nastrój również pozostałych dwóch. Rozległe lasy Białorusi skąpane w jesiennym, czerwonym słońcu, przybrane w złoto i ogień… Dominuje tu gitara akustyczna, flet i czysty wokal, a utwory spokojnie sobie płyną, przynosząc wyciszenie po północnej nawałnicy Opricha i będąc zarazem najmocniejszym punktem całej płyty. Jedyną wadą może być fakt, iż człowiek nawet nie orientuje się, kiedy zaczyna się jedna piosenka, a kończy druga – na dobrą sprawę mogłyby one stanowić jeden długi utwór. Mi osobiście to nie przeszkadza, ale komuś może.

Po jesiennych lasach Białej Rusi wkraczamy na bezkresny step – wyprawę przez wschód Słowiańszczyzny zamyka ukraiński Chur… i niestety moim zdaniem wypada najgorzej. Kiedy zobaczyłem tytuły utworów mocno się rozochociłem – na tapetę wzięte zostały ludowe ukraińskie pieśni, z których dwie są mi dobrze znane (i zapewne nie tylko mi). Problem w tym, że akurat w przypadku Chura przerobienie ich na metal po prostu nie wyszło. Oryginalne melodie niejednokrotnie rozmywają się, a całość jest mocno wymęczona. Na plus na pewno można zaliczyć poprawę brzmienia i jakości sampli imitujących ludowe instrumentarium, i mimo wszystko dość ciekawy klimat utworów – może gdybym nie znał innych wykonań tych utworów odebrałbym je inaczej. A tak – jest mocno średnio.

Ogólnie rzecz biorąc ciekawe to wydawnictwo, ale można odnieść wrażenie, że nie do końca przemyślane w takim sensie, że jak na mój gust – muzycznie – zespoły nie zaprezentowały tu spuścizny kulturowej swojego kraju. Wyjątkiem jest Chur, natomiast utwory Piarevaracien i Oprich – skądinąd bardzo dobre – mogłyby dotyczyć dowolnej tematyki. Słowem – za mało tu rosyjskości i białoruskości, a ukraińskość z kolei kuleje przez aranżację. Ale sam pomysł jest godny uwagi, i mimo mojego malkontenctwa jest to bardzo dobra płyta, w którą na pewno warto się zaopatrzyć. Godnym wspomnienia jest też piękne wydanie, dobrze oddające i podkreślające klimat utworów. Pozostaje jedynie pytanie: kiedy ktoś wreszcie pomyśli o czymś podobnym dla nas, zachodnich Słowian?

Ocena:

Oprich: 8/10
Piarevaracien 9/10
Chur 6.5/10

Ogółem: 8/10