Pierwszy dzień wiosny 2011 roku to dzień długo przeze mnie wyczekiwany – pół roku wcześniej, w październiku dowiedziałem się, że 21 marca 2011 roku w Krakowie odbędzie się pierwsza polska edycja folk metalowego festiwalu Paganfest. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ta informacja. Jednym z zespołów tegorocznego festu był Moonsorrow – moja najbardziej lubiana kapela wszech czasów. Nie dość, że będę mógł zobaczyć ich kolejny raz to jeszcze będę obecny na tak ważnym festiwalu folk metalu. Pozostałe zespoły też były godne uwagi: Varg, Korpiklaani, Arafel i Kivimetsän Druidi. Jedyny zespół do którego miałem zastrzeżenia to Unleashed – nie rozumiem co zespół death metalowy robi obok folk metalowych. Ważne, że bardzo lubiany przeze mnie folk metal przeważał.

Czekając przed klubem na koncert nie było do końca wiadomo o której się zaczyna. Na oficjalnej stronie Paganfestu było podane, że klub jest otwierany o 17:30, a pierwszy zespół zaczyna grać o 18:15. Jednak na bilecie była podana godzina 18:00. Drzwi klubu zostały otwarte przed 18:00. Kiedy czekałem zauważyłem, że przed klubem nie ma takich tłumów, jak w zeszłym roku kiedy razem grali Eluveitie i Korpiklaani. Wejście poszło szybko i sprawnie, a pierwszy zespół zaczął grać około 18:20. Paganfest w Polsce czas zacząć!

Na pierwszy ogień poszli fińscy fantasy-metalowcy z Kivimetsän Druidi. Znam ten zespół bardzo dobrze i już pierwsze chwile patrzenia na nich stojących na scenie zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Symfoniczny wokal Leeni-Marii Hovili doskonale pasował do mocnego growlu Joni Koskinena. Zespół zaprezentował szybsze utwory z całego swojego dorobku. Najlepiej zabrzmiała piosenka „Jäässä Varttunut”, bardzo szybka, ale równie melodyjna. Występ był doskonały i świetnie nagłośniony. Jedynie taniec brzucha wokalistki nie za bardzo pasował do mocnych i epickich melodii.

Kolejnym zespołem był Arafel. Również na ich występ czekałem z niecierpliwością. Zaprezentowali utwory z nowego albumu „For Battles Once Fought”. Muzyka prezentowana przez nich to nie tylko folk metal ale również bardzo dobrze słyszalny black metal. Występ był świetny. Bardzo dobrze zabrzmiał utwór „Kurgan”, którego bardzo melodyjny refren zawiera wspaniały motyw grany na skrzypcach, przeplatany męskimi chórami. Cała uwaga publiczności skupiała się na skrzypaczce Nashy Nokturnie, która grała na skrzypcach i wymachiwała włosami. Bardzo przypadł mi do gustu wokal frontmana Helge Stanga – brzmiał o wiele lepiej niż kiedy śpiewał w swoim poprzednim zespole Equilibrium.

Następny zespół to Varg. Muzycy zespołu mieli umalowane na czarno-czerwono twarze. Przypominało to trochę image zespołu Turisas. Rozpoczęli swój koncert utworem o złowieszczym brzmieniu „Wir sind die Wölfe”. Po lewej i prawej stronie sceny wywiesili banery z wilkami. Miało to podkreślić wilczy styl zespołu. Występ był bardzo udany. Jedynym mankamentem była zbyt głośno ustawiona gitara prowadząca. Ale to nie przeszkadzało w słuchaniu i zabawie przy blackowych piosenkach w języku niemieckim.

Po Vargu przyszła kolej na zespół, który najbardziej chciałem zobaczyć – Moonsorrow. Występ rozpoczął się od instrumentalnego utworu „Hävitetty” z nowego albumu „Varjoina Kuljemme Kuolleiden Maassa”. Towarzyszyła mu doskonała gra świateł, która nieznacznie przeszywała ciemność. Taka sceneria jest najlepsza dla epickiej muzyki wykonywanej przez muzyków Moonsorrow. Pierwszym utworem był „Ukkosenjumalan Poika”. Bardzo chciałem usłyszeć tą piosenkę na żywo. Brzmiała doskonale, a partie klawiszy brzmiały nawet lepiej niż w wersji albumowej. Kolejnym utworem był „Muinaiset” z nowej płyty. Zabrzmiał bardzo epicko i doskonale. Następne utwory to „Sankaritaruina” i „Kivenkantaja”. Ten drugi też bardzo chciałem usłyszeć w wersji koncertowej. Znów partie klawiszy brzmiały lepiej niż w wersji nagranej na album. Ostatnim utworem był „Kuolleiden Maa”. Wokalista zespołu, Ville Sorvali, na początku zapowiedział że jest to utwór o śmierci i że wszyscy kiedyś umrą. Piosenka zabrzmiała doskonale i prawie wycisnęła mi z oczy łzy. Teraz jest to jedna z moich ulubionych piosenek Moonsorrow. Długie outro spotęgowało mroczną atmosferę. Wtedy muzycy zaczęli opuszczać scenę. Był to najlepszy występ na całym Paganfeście. Wszystko brzmiało idealnie, miedzy innymi dlatego że styl muzyczny Moonsorrow jest przeznaczony do grania w ciemnych klubach, gdzie światła robią doskonałą atmosferę. Muzyka i światła idealnie do siebie pasowały tworząc wyjątkowe i niezapomniane widowisko.

Następny zespół to Unleashed. Posłuchałem kilku utworów stojąc przy scenie, a później oddaliłem się gdyż ich muzyka niezbyt przypadła mi do gustu. Widziałem, że pod sceną było kilku wiernych fanów tego zespołu z szalikami z logiem Unleashed. W pewnym momencie wokalista Johnny Hedlund uniósł róg i napił się z niego pozdrawiając polską publiczność. Zagrali między innymi utwór „Hammer battalion Unleashed” w którego refrenie zmienili słowo „Unleashed” na „Polska” co według mnie było bardziej przejawem podlizywania się polskiej publiczności, niż prawdziwej wdzięczności za aplauz.

Ostatni zespół Paganfestu to Korpiklaani. Bardzo lubię ich muzykę. Na koncercie zaprezentowali głównie utwory z dwóch ostatnich albumów „Karkelo” i „Ukon Wacka”. W wiekszości były to piosenki po fińsku. Bardzo spodobał mi się utwór „Juodaan Viinaa”, niezwykle skoczny i melodyjny. Niestety, przed północą musiałem opuścić klub przez co nie usłyszałem moich ulubionych utworów: „Vodka”, „Wooden Pints” i „Beer Beer”. Jak później się dowiedziałem podczas tego ostatniego na scenę wbiegł Ville z Moonsorrow i bawił się razem z muzykami Korpiklaani.

Cały festiwal był świetny. Wszystkie zespoły zaprezentowały się z najlepszej strony. Teraz pozostaje mieć nadzieję, że Paganfest w kolejnych latach odbędzie się w Polsce i że będziemy mogli gościć i podziwiać najlepsze zespoły folk metalowe ze świata.

  • Poprawność kochanego języka ojczystego :)

    Wiesz co znaczy epicki? Nie to samo, co „epic” w j. angielskim. Po polsku znaczy to tyle, co związany z epiką, więc zastosowanie tego słowa w tym kontekście w recenzji jest zupełnie pozbawione sensu. Lepiej było napisać „niesamowite”.

    No i w wielu miejscach winno być „tę”, a nie „tą”.

    Sama recenzja świetna i od strony merytorycznej oraz technicznej się nie przyczepiam 😉

  • Poprawność kochanego języka ojczystego :)

    Wiesz co znaczy epicki? Nie to samo, co „epic” w j. angielskim. Po polsku znaczy to tyle, co związany z epiką, więc zastosowanie tego słowa w tym kontekście w recenzji jest zupełnie pozbawione sensu. Lepiej było napisać „niesamowite”.

    No i w wielu miejscach winno być „tę”, a nie „tą”.

    Sama recenzja świetna i od strony merytorycznej oraz technicznej się nie przyczepiam 😉