Przy okazji obrania patronatu nad trasą zespołu Percival Schuttenbach – folk’em all II, odbył się wywiad z członkiem zespołu – Mikołajem Rybackim.

Zespół folkmetal.pl życzy miłego czytania.

Folkmetal.pl: Dlaczego akurat folkmetal, skąd wzięły się inspiracje? Jakie kapele sprawiły, ze brzmienie jest takie, a nie inne?

Mikołaj Rybacki:O i to jest bardzo fajne pytanie, bo tak naprawdę nikt o to nie pyta, wszyscy pytają najpierw o nazwę. Nawet myślałem o tym, że byłoby dobrze gdyby ktoś w końcu o tym napisał. Ostatnio rozmawiałem na ten temat ze starym znajomym z poprzedniego mojego zespołu – Kamilem Rogińskim, uznaliśmy że to bardzo ciekawa aczkolwiek zupełnie …nieznana historia (śmiech). Folk metal w naszym życiu zaczął się tak naprawdę bardzo dawno temu. Ktoś mógłby zaryzykować stwierdzenie, że rozpoczęliśmy to wszystko wspólnie z Kamilem w Polsce, a może i na świecie – choć pierwsza była chyba jednak sepultura – czy sobie z tego zdawała sprawę, czy nie. Przyszło nam to do głowy gdzieś miedzy 1991 a 1993 kiedy to założyliśmy zespół (istniejący zresztą do dziś) – Rivendell. Mieliśmy pomysły, żeby zagrać utwory metalowe na instrumentach folkowych itp. Najistotniejsze jednak, ze my wtedy chcieliśmy grac folk, bo się nim zafascynowaliśmy, ale nie byliśmy do tego przygotowani, ani merytorycznie, ani tym bardziej instrumentalnie. Dużo wtedy słuchaliśmy Clannad. To było tak, że spotkało się dwóch metalowców, którzy lubili słuchać Slayera, Obituary i tak dalej, czyli w sumie ‚rzeźnia’ i chcieliśmy grać właśnie taką muzykę, bardzo ciężką, mocną, i nagle stwierdziliśmy, że kurde, strasznie nam się podoba Clannad, na tym się w końcu wychowaliśmy, w latach 80 leciał w tv serial Robin Hood który namiętnie oglądaliśmy. No i padło hasło, – zakładamy kapele grającą taka właśnie muzykę, jak Clannad. Nie kumaliśmy kompletnie nic. Dopiero później zaczęliśmy słuchać folku i „wgryzać” się w temat. Wtedy jednak, okazało się, że gitary mamy, owszem, ale elektryczne. Żaden z nas nie miał akustycznej gitary, a tu jednak wymagane jest instrumentarium akustyczne (nikt z nas nawet nie zdawał sobie sprawy z istnienia innych instrumentów poza gitara ). Ja próbowałem przez pół roku grać na gitarze która tu wisi (Mikołaj wskazuje na zdobiona gitarę wiszącą na ścianie) – to jest gitara która przewędrowała z Armią Andersa, przebyła cały Wschód, Afrykę Północną i trafiła do Anglii – nienaruszona. Moja matka zabrała ją z powrotem do Polski w latach 70 w autobusie…i wtedy jej ta gitara popękała. Tyle przeszła, wojnę, wędrówkę armii Andersa, a wykończył ją autobus Londyn – Wrocław (śmiech). Próbowałem na niej grac, ale od tego czasu absolutnie nie stroi i nie brzmi. Stwierdziliśmy, że tak się nie da grac, a że byliśmy umówieni na występ, podczas popularnego w latach 90 festiwalu – „Fiesta Andyjska”, że weźmiemy elektryki – bo nic innego nie mamy. Wyszliśmy na scenę, z nadzieja ze może nikt nie zauważy, że mamy nietypowe dla folku instrumentarium. Zagraliśmy i nagle okazało się, że rewelacja! Wojtek Ossowski, który był tam wtedy konferansjerem zachwycił się, stwierdzono, ze jesteśmy pierwsza polska kapela która gra na elektrycznych instrumentach folk, i zostaliśmy okrzyknięci polskim Steeleye Span. A my tak naprawdę w ogóle nie wiedzieliśmy o co chodzi, o co cały szum. Chcieliśmy po prostu żeby trochę chociaż stroiło i mieliśmy nadzieję, że to wszystko przejdzie jakimś cudem. Potem już zawsze grajac folk robiliśmy to z energia metalowa. Gdy odchodziłem z Rivendella, to miałem taka właśnie myśl, że chce to jak najlepiej połączyć. To było w okolicach 1997 roku. Jakoś w 1998 staraliśmy się z moją siostrą, stworzyć kapele, w której połączylibyśmy to ‚coś’ co było obecne w Rivendellu, z już konkretnym metalem. Wtedy między innymi powstał utwór „Gdy rozum śpi”. Jeśli chodzi o inspiracje, to wtedy nie było tak naprawdę czym się inspirować, nie znalem wtedy ani jednej kapeli, która coś takiego robi. Ja wiem teraz – z perspektywy czasu, że takie kapele gdzieś tam były, że gdzieś tam się coś zaczynało, nie miałem jednak w ogóle świadomości, że istnieją i jedyne co mi się kojarzyło tak naprawdę, to właśnie Sepultura. To były czasy kiedy „Chaos A.D” i „Roots” były jeszcze dosyć świeżymi płytami zauważyłem, ze to co gra Cavalera na perkusji, to są takie właściwie bardzo folkowe rytmy – tyle, że brazylijskie, a do tego mocno przesterowana gitara. To dla mnie był folk metal.
Gdy powstał Percival Schuttenbach to mieliśmy konkretna wizje, co, z czym i jak chcemy łączyć. Ustaliliśmy sobie konkretne założenia. Później poznaliśmy zespół Ovo, który zajmował się pieśniami archaicznymi i odkrylismy że naparzanie mocno, z przesterem i zaśpiewy bułgarskie idealnie do siebie pasują. Dopiero teraz wiem, ze wtedy powstało w cholerę kapel folkmetalowych na całym świecie, które wpadały na podobne pomysły, ale to tylko świadczy o tym, że to była dobra idea.
W 1999 roku nagraliśmy pierwsze demo – „Moribuka”. Tam postaraliśmy się połączyć folk i metal. To było trochę przewrotne, bo to demo zaczyna się oberkiem, w aranżacji czysto folkowej, z akustycznym instrumentarium. A naprawdę utwór jest kompozycją Grażyny Bacewicz – utworem klasycznym. Efekt był taki, że wszyscy daliby sobie uciąć ręce i nogi, że to jest ludowy utwór. Później jeszcze siłą rozpędu przerobiliśmy Jezioro Łabędzie, dodając do niego nawet jakieś fragmenty elektroniczne. W środku dema jest autentyczny utwór ludowy przechodzący w metalowa balladę, a kończymy dwoma wściekle metalowymi kompozycjami opartymi na ludowych skalach, głównie wschodnich.
Na „Moribuce” pokazujemy cala swoja drogę, na która dopiero wchodzimy, w formie pigułki. Niestety nikt tego nie zauważył, nie „zajarzył” i do dzisiaj chyba nikt o tym nie wie.
Przy okazji grania z Percivalem (historycznym), gdy pojawiła się rekonstrukcja historyczna i imprezy z nią związane, usłyszałem wiele innych kapel i wykonawców jak Radogost, Stary Olsa, Litvintroll i tak dalej. Wtedy zdałem sobie sprawę, że naokoło ‚dzieje się’. No i okazało się, że niektórzy robią to z trochę lepszym skutkiem (śmiech).
Więc jeżeli chodzi o inspiracje – jest tego dużo, ale raczej nie ma w tym folkmetalu, co najwyżej folk i metal – osobno. Orkiestra Świętego Mikołaja, Mercyful Fate, King Diamond, Clannad, wielka czwórka amerykańskiego trash metalu, Kwartet Jorgi, Sepultura, Osjan, Death, Open Folk, Steve Vai, Ojos de Brujo, Dream Theater – wszyscy mieli duży wpływ na to, w jakim kierunku podążała muzyka grana przez Percival Schuttenbach.

Folkmetal.pl:Nie myśleliście o tym, by pojawić się po raz kolejny na przystanku Woodstock?

M.R:Myśleliśmy i to, że się pojawimy jest możliwe. Przy okazji tego pytania ponarzekam troche na system – polski rynek muzyczny jest nieco skrzywiony. Grając od tego 92, 93 roku i próbując się przebić, mając świadomość, że nie mam dwóch lewych rąk do grania, a moja muzyka może się niektórym podobać, można zaryzykować stwierdzenie, że tu coś jest nie tak. Mam świadomość tego, że gdybyśmy zaczęli grac coś co jest w jakiś sposób modne i „osłuchane” to byłoby nam o wiele wiele łatwiej przekonać organizatorów do zapraszania nas na koncerty. Ale my tych rzeczy nie chcemy grac, chcemy robić to w co wierzymy i to co od początku konsekwentnie rozwijamy. To, co jest w tym wszystkim najciekawsze, co znajduje uznanie słuchaczy. W 2000 roku, gdzie byśmy nie pojechali, jakiego festiwalu gościem byśmy nie byli, to go wygrywaliśmy. I normalnie jest przyjęte, a przynajmniej wtedy było, że zespól który wygra jest zapraszany na następną edycję festiwalu jako ‚gwiazda’. „Gwiazda” może być dużym słowem, ale jest to fajna okazja, aby się pokazać, aby móc powiedzieć – „patrzcie, rok temu wygraliśmy można nam zaufać i zaprosić na koncert”. Ale na żaden z tych festiwali, na których zdobywaliśmy pierwsze miejsca nie zaprosili nas po roku. Mało tego, ludzie którzy zajmowali się organizacja takich festów, nie odbierali telefonów, nie odzywali się, po prostu zero kontaktu. Przez wiele lat grając z Percivalem i próbując uderzyć do środowiska folkowego miałem wrażenie, że jesteśmy w jakimś kondomie, nie mając za bardzo szans, żeby się przez niego przebić. U nas oryginalność nie jest miło przyjmowana. I wychodzi na to, że to oryginalność właśnie jest naszym przekleństwem, to że teraz osiągamy jakieś sukcesy, ma miejsce tylko dlatego, że przyhamowaliśmy ze swoją oryginalnością i trochę zaczęliśmy oszukiwać, że niby wcale nie jesteśmy oryginalni (śmiech). Dlatego może jest jakaś szansa na pojawienie się w przyszlosci na znanych festiwalach, chociaż my sami już o to nie zabiegamy, tym bardziej ze świetnie nam wychodzi organizowanie naszych własnych imprez i nikt nam na nich nie marudzi ze to co robimy się nie sprzedaje.

Folkmetal.pl:Skąd bierzecie pomysły na teksty utworów takich jak np. „Pasla” czy „Lazare”? Zaprzyjaźnieni tekściarze, czy może tradycyjne pieśni?

M.R.:To są oryginalne, tradycyjne teksty, do oryginalnych ludowych pieśni. Tak właśnie wygląda sprawa i z „Pasla” i z „Lazare”. Do „Gdy rozum śpi” tekst pisałem ja z pomocą siostry. Często zresztą teksty które nie są tradycyjne, pisze cały zespół. Nie mamy żadnego kanonu, kultywujemy pełną dowolność – jeśli chcesz, sam możesz napisać tekst. Kiedyś napisaliśmy naprawdę przypadkowy tekst, słowa które po prostu do siebie w jakiś sposób pasowały – i tak powstał kawałek „Buba” wykonywany razem z Robertem z Żywiołaka. Chodziło po prostu o oddanie pewnych emocji, bez jakiegoś głębszego sensu. Mało tego, piosenka ‚Wieża Iluzji”zawdzięcza tekst grze,w której każdy pisze zdanie – czy może nawet to było jedno słowo -na kartce. Później zagina się kartkę, tak, aby nie było widać co napisała poprzednia osoba i dopisuje kolejne. Czyli klasyczny warsztat surrealistów. Zresztą teksty traktujemy drugoplanowo, jesteśmy muzykami i najważniejsza dla nas jest właśnie muzyka. Nie jest to poezja śpiewana. Jednak gdy już trzeba napisać tekst, to staramy się zrobić to najlepiej jak się da – w miarę swoich możliwości. No i perełką jest „Satanismus”, gdzie tekst został stworzony przez publiczność można powiedzieć, że podczas koncertu.

Folkmetal.pl: Jakie jest wasze podejście do rodzimowierstwa, jak traktujecie wierzenia dawnych Słowian?
M.R: Mamy duży kontakt z rodzimowierstwem, znamy większość z osób które się tym jakoś oficjalnie zajmują i propagują. Jesteśmy sympatykami – w dużym stopniu. Jednak nikt z nas nie trzyma w pokoju Światowida i nie modli się do niego. Mamy mocno osobiste choć indywidualne podejście. Ja na przykład, jestem za tym by rodzimowierstwo propagować, choćby dlatego, że to jest nasze dziedzictwo, które przez działalność kościoła, zostało w sposób świadomy wymazane z pamięci ludzi. Nie pamiętamy a jednak odwołujemy się do naszych przedchrześcijańskich wierzeń. Zresztą my, jako Polacy, jesteśmy katolikami na pokaz, w głębi duszy nadal jesteśmy tymi Słowianami, którzy wierzyli w bogów, bożków żywy jest wśród nas tzw zabobon, który jest niczym innym jak wspomnieniem naszej dawnej wiary. Pomimo 1000 lat indoktrynacji dalej w nas tkwią pewne tradycje, czas się do nich przyznać i to z duma. Przecież w dalszym ciągu palimy Marzannę i malujemy jajka. Osobiście chciałbym te wierzenia i świadomość propagować. Jednak nasz zespół nie powstał po to, by propagować rodzimowierstwo, ale jak już mówiłem, jesteśmy przede wszystkim muzykami a zespół powstał po to, by tworzyć muzykę. Chętnie używamy tych tresci jako środka wyrazu artystycznego, nie jesteśmy jednak ideologicznie umotywowani – to może odróżnia nas trochę od pozostałych kapel folkmetalowych. Nie jesteśmy walczącymi poganami, toczącymi bitwę z kościołem, nie jesteśmy tez katolikami – z katolicyzmem nie chcemy mieć nic wspólnego, ale też nie chcemy mieć nic wspólnego z kimś, kto z katolicyzmem ‚walczy’. Interesuje nas sztuka i muzyka. „Reakcja pogańska” jest pretekstem aby z wydarzenia historycznego, zrobić intrygującą opowieść która zainteresuje i zainspiruje do samodzielnego poznawania naszej historii, naszego dziedzictwa, również w jego mniej znanych i zapomnianych aspektach.

Folkmetal.pl:Jakie były reakcje rodziny, przyjaciół gdy wkroczyliście na ścieżkę, po której wędrujecie po dzień dzisiejszy?

M.R:Jeżeli chodzi o mnie, moja rodzina była już przyzwyczajona. Mama Kasi potajemnie ogląda wszystkie teledyski. Rodzice Kasi byli zresztą przyzwyczajeni do jej związku z muzyka, jako że gra posłali ja do szkoły muzycznej od najwcześniejszych lat.

Folkmetal.pl:Pytanie bardziej osobiste. Nie zajmujesz się tylko muzyką, ale i animacja, grafika, karykaturami. Możesz powiedzieć coś więcej na ten temat?

M.R.:Z wykształcenia jestem plastykiem i jubilerem, ale nie mam za wiele do opowiedzenia o tym… . Karykaturami wspomagam finansowo Percivala w ‚suchych’ miesiącach. Sporo Percivalowej grafiki i designu jest tez moim dziełem, choć coraz częściej zostawiam pole innym, lepszym, a na pewno mającym większy dystans artystom.

Folkmetal.pl:Co uważasz za największy sukces Percivali?

M.R.:Chyba za największy sukces trzeba by uznać to, że po tylu niepowodzeniach dalej istniejemy. Mieliśmy pod górkę wielokrotnie, ale nadal działamy – więc to chyba sukces.

Folkmetal.pl:Analogicznie – największa porażka?
M.R:Może to dziwnie zabrzmi, ale nie jestem w stanie nic w swojej przepastnej pamięci odnaleźć.

Folkmetal.pl:Razem z projektem wczesnośredniowiecznym wystąpiliście w „Mam Talent”, jakie były tego następstwa, co się zmieniło?

M.R.:W dzień kiedy nas puścili – co było dla nas wielkim zaskoczeniem, ponieważ wcześniej zostaliśmy z programu wyrzuceni, dostaliśmy tak dużo telefonów, że wszystkim zablokowały się komórki. Ale telefony były osobiste, więc jakoś na działalność PS to nie wpłynęło, generalnie było po prostu miło, jakieś zainteresowanie, zyskaliśmy nowych fanów, no i trzeba przyznać, że troszeczkę nas to wypromowało. I w sumie tyle. Żadnych fajerwerków.

Folkmetal.pl:Czego możemy się po Was spodziewać w najbliższym czasie? Kiedy usłyszymy nową płytę?

M.R.:Plany mamy już bardzo zaawansowane, od początku wiemy czego chcemy – trzymając się naszej drogi. Wokół Percivala dużo się zmieniło, samo postrzeganie nas, jako zespołu też się bardzo zmieniło – kiedyś dostawaliśmy nawet pomidorami na koncercie – a teraz – przychodzą ludzie! Najbliższa płyta będzie powiedzmy – słowiańsko – pogańska, po niej chcemy wydać trójpłytowy album, który również jest już prawie gotowy. Planów mamy dużo – zobaczymy ile z nich da się zrealizować. Jako, że nie jesteśmy związani z wydawnictwem które chciałoby w nas zainwestować póki co finansujemy wszystko sami. Jest to trudne i może powodować wydłużenie całego procesu, jesteśmy jednak zdeterminowani, nawet gdyby mnie ktoś w tym momencie zabił – to i tak bym nie przestał grać i tworzyć – tak jestem zdeterminowany (śmiech).
Grunt, że ludzi nasza muzyka kreci. I nas to kreci – że ich to kreci.

Folkmetal.pl:Kilka slow do czytelników ?

M.R:Bardzo jest nam milo skorzystać z możliwości, żeby przekazać Wam parę słów o sobie i naszej twórczości. Ogromnie się cieszymy ze nas słuchacie, i że Wam się podoba. Uznanie w waszych oczach i uszach to dla nas najlepsza możliwa nagroda. Pozdrawiamy Was i gorąco zapraszamy na II edycje folk’em all!

Czytelnikom przypominamy, że z dniem I kwietnia rusza trasa koncertowa zespołu Percival Schuttenbach, razem z kapelami takimi jak Roberto Delira & Kompany, Radogost, Vecordia i Rum. W niektórych miastach będzie możliwość posłuchania współnego projektu Percivala i Radbora: „Słowiański Mit o Stworzeniu Świata”

Z Mikołajem Rybackim, gitarzystą i założycielem zespołu Percival Schuttenbach rozmawiał Tamu.

  • skime

    Baaardzo ciekawy wywiad. Oby więcej podobnych się znalazło. ! 🙂

  • skime

    Baaardzo ciekawy wywiad. Oby więcej podobnych się znalazło. ! 🙂

  • Rvannith

    No nie wiedziałam, że byli w „Mam talent” ; ) Sława!

  • Rvannith

    No nie wiedziałam, że byli w „Mam talent” ; ) Sława!