Szczerze się przyznam, że o zespole Jarun do tej pory nie słyszałem. Doczytałem jednak, że Pod niebem utkanym z popiołu to ich druga płyta. Z oficjalnej biografii zespołu, dostępnej jako część recenzenckiego release’u, dowiedziałem się także, że tym razem „w procesie twórczym wzięli udział niemal wszyscy jego członkowie, materiał jest dużo bardziej kompleksowy i dojrzały. Pomimo niewielkich zmian stylistycznych, nowy album wciąż zawiera w sobie pierwotny klimat obecny na Wziemiozstąpieniu”.

 

Korzystając z nieobecności mojego współlokatora, odpaliłem krążek na głośnikach, ustawiłem głośność na społecznie akceptowalną i zasiadłem do pisania recenzji.

Jarun - symbol
 

Co w środku?

Album trwa 54 minuty i 58 sekund. Zawiera 9 utworów, utrzymanych w stylistyce blackmetalowej, z subtelnymi momentami folkowymi. I tutaj chciałbym się na moment zatrzymać. Szczerze powiem, że od jakiegoś czasu coraz mniej podoba mi się chrypliwy i mroczny wokal, zwany growlem. Niestety, na płycie Jaruna cały czas świdrował mi on uszy. Niespecjalnie mnie to ujęło – jednak jest to jedynie moje subiektywne odczucie. Świetne są za to piosenki bezgrowlowe, których na płycie nie ma zbyt wiele – raptem dwie. Może na następnej płycie zespołu znajdzie się miejsce na więcej? Nie mam za bardzo do czego przyczepić się akurat w tej części. Wszystko brzmi tak jak powinno, poszczególne piosenki zdecydowanie mają moc. Za to wielki plus dla wykonawców. Jednakowoż, myślę, że ociupinkę więcej folku w niczym by płycie nie zaszkodziło, raczej podkreśliłoby cały nagrany materiał, czyniąc go jeszcze atrakcyjniejszym.

 

Trochę marudzenia11212033_625702677565992_1527220143_o

 

Szczerze powiedziawszy, chłopaki z Jaruna mają małego pecha. Oceniając ich krążek, byłem świeżo po odsłuchaniu Blodsvept Finntrolla (tak, wiem, na nim również obecny jest growl – również mi się on niezbyt podoba, ale płytka zdecydowanie nadrabia zróżnicowaniem). I niestety, ale pod względem różnorodności jest słabo. Utwory są bardzo do siebie podobne, zarówno brzmieniowo, jak i instrumentalnie. Tekstowo na pewno nie, ale wokal jest trochę mało wyraźny i ginie pod naporem agresywnej perkusji i gitar. Dla niektórych zdecydowanym minusem może być też długość płyty i ilość utworów – dla mnie nie, uważam, że i długość i liczba są idealne.

Już koniec?

Nie bardzo wiem, jak ocenić nową płytę Jaruna – jest to kawał naprawdę dobrej roboty, aczkolwiek zawiera elementy, które są dla mnie ciutkę irytujące. Z jednej strony świetna oprawa muzyczna – coś, dzięki czemu po nieprzespanej nocy, tuż przed kawą i śniadaniem można w ogóle zastanowić się, czy wstawanie na zajęcia ma sens. Z drugiej strony, małe zróżnicowanie i (dla mnie) wokal. Zrobimy tak. Panowie z Jaruna – ode mnie 8 w dziesięciostopniowej skali. Jeden punkcik odbieram za małą różnorodność, drugi za ginący gdzieniegdzie wokal. I tylko za to, że ginie – lubienie, lub nielubienie growlu to całkowicie prywatna sprawa 🙂

8/10

https://pl-pl.facebook.com/jarunband – oficjalny profil na Facebooku

https://jarun.bandcamp.com/ – strona zespołu