album

Choć do oficjalnej premiery debiutanckiego albumu fińskiej epic folkgrupy Frosttide pozostało jeszcze trochę czasu, dzięki uprzejmości ich wytwórni miałem możliwość przesłuchania krążka Awakening. Album zrobił na mnie naprawdę dobre wrażenie. Nie mogę jednak powiedzieć, że było to zaskoczenie, gdyż już demówki zespołu brzmiały obiecująco.

Frosttide to zespół, który od początku zapowiadał się dobrze, jednak nie chcę się tutaj rozpisywać na temat ich biografii (tę również możecie przeczytać na naszym portalu: TUTAJ). Wolałbym skupić się na krótkiej recenzji płytki, która już wkrótce zaszczyci sklepowe półki. Jest to album koncepcyjny opowiadający historię wojowników wyruszających na pomoc wiosce atakowanej przez cudzoziemców. Jak twierdzi lider, utwory są tak skomponowane, by zabierały słuchacza w muzyczną podróż. Moim skromnym zdaniem: udało się. Można uruchomić odtwarzacz, zamknąć oczy i zatracić się całkowicie w epickiej przestrzeni. Bardzo mocnym punktem albumu jest intro, które namówiło mnie do wyruszenia w drogę wraz ze wspomnianymi wojownikami. Kolejne utwory przechodzą gładko z jednego w drugi, nie pozwalając słuchaczowi opuścić tego czterdziestoośmiominutowego świata. Jedyne niedociągnięcie, które lekko zakłóca ciągłość, znajdziemy między utworami Dawn of Despair oraz Siege, gdzie występuje zupełnie niepotrzebna przerwa (choć nie wykluczam, że powodem może być cyfrowa wersja wydawnictwa, gdyż taką właśnie otrzymałem) [przypis popremierowy: niedociągnięcie nie występuje na albumie, przypuszczenie okazało się trafne]. Klimat kolejnych utworów wiernie oddaje charakter walk toczonych przez naszych bohaterów, co dodatkowo uwiarygodnia koncepcję albumu.

Jeśli chodzi o samą stronę muzyczną, na płycie spotkamy melodyjne i techniczne riffy, agresywne wokale oraz szybkie partie perkusyjne przy akompaniamencie magicznej atmosfery dostarczonej przez keyboard. Utwory brzmią naprawdę dojrzale, interesująco. Co najważniejsze, zupełnie się nie nudzą i nie męczą słuchacza. Aranżacja jest rozplanowana bardzo rozsądnie: między ostrzejszymi fragmentami dostajemy chwilę wytchnienia przy lżejszych brzmieniach. Śmiem twierdzić, że pracy chłopaków z Frosttide słucha się dużo przyjemniej niż bardzo sławnego już Time I ich kolegów po fachu z Wintersun. Czyżby zapowiadała nam się kolejna gwiazda na epic/folk scenie?

Jak przystało na recenzję, zakończę krótko oceniając wydawnictwo. Album robi znakomite wrażenie, kompozycja jest bardzo dopracowana i wciągająca, a utwory doskonale łączą się w całość. Nie jest to może krążek, którego słuchałbym codziennie, ale bez chwili zawahania wyliczyłbym go, gdyby przyszło mi odpowiadać na pytanie „których folk metalowych albumów warto posłuchać”. Czuję się zaszczycony, że mogłem napisać recenzję tak udanej debiutanckiej płyty. Drodzy fani epic folku, dajcie tej grupie szansę zaistnieć w Waszych sercach!

Moja ocena: 8.5 / 10