belegost

Jak już wspominaliśmy przy okazji Folkowych Mikołajek, młody lubelski zespół Belegost wydał pod koniec minionego roku swoje debiutanckie demo zatytułowane Land Av Evig Morke. Jest to krążek, na którym znalazło się miejsce dla pięciu własnych kompozycji grupy.

1. Svartalfheim
2. Before The Break Of Day
3. The Pilgrim
4. The Red Wedding
5. Caillia

Jako że oprawa graficzna to pierwsze, na co zwróci uwagę potencjalny słuchacz, a także stanowi znaczną część autoreklamy, chcę dodać to do oceny. Jest naprawdę ładnie. Moja ulubiona forma: digipack. Nadruk jest w rzeczywistości zbyt ciemny, ale myślę, że każdy obyty w grafice wektorowej zrozumie, dlaczego tak się stało, a Belegost na przyszłość wyciągnie lekcję. W końcu to demo – doświadczenie trzeba na czymś zdobywać. Przejdźmy jednak do tego, co najważniejsze.

Słuchając płytki, odnoszę wrażenie, że każda kolejna piosenka jest pokaźnym krokiem naprzód. Zwykle artyści zaczynają swe albumy najlepszymi kawałkami, a im głębiej w krążek, tym trudniej się tego słucha. Nie znoszę takich zabiegów. Na szczęście, Belegost mi tego oszczędził, za co serdecznie dziękuję. Z drugiej strony patrząc, jest to odważne, gdyż niektórzy mogliby się zrazić na początku i nie dotrzeć do perełek. Ciężko więc ocenić słuszność takiej kolejności piosenek, ale mi się podoba, więc to chyba dobrze dla zespołu, biorąc pod uwagę właśnie powstającą recenzję 😉

Pierwszy utwór, Svartalfheim, ma skandalicznie irytujący tytuł, ale na ocenę to nie wpłynie. Kompozycja trochę z pogranicza FinnTroll i Turisas, lecz z oryginalnym własnym wpływem. Niemniej, jest najsłabsza na demku, nużąca, niekoniecznie warta polecenia. Przyjemna partia skrzypiec to zdecydowanie największy plus, udane przejście w połowie utworu również działa pozytywnie.

Before The Break Of Day słucha się już przyjemniej. Ten kawałek lekko przypomina Korpiklaani, ale nie brakuje w nim Belegosta. Melodyjnie, energicznie, znów fajna partia skrzypiec, no i… jest solówka! Naprawdę dobra solówka! Co prawda, brzmienie gitary w tym fragmencie pozostawia nieco do życzenia, ale to przecież pierwsze nagranie i łatwo będzie to w przyszłości poprawić, dlatego myślę, że śmiało mogę wybaczyć tak znakomicie dopasowanej do utworu partii solowej.

The Pilgrim to znów lepsza kompozycja niż poprzednia. Bardzo fajny, żywiołowy riff. Szczerze powiedziawszy, nie czuję tu nawet wpływów innych zespołów, więc plus za oryginalność jest tym większy. W refrenie słyszę dwa, może trzy głosy. Ciężko to stwierdzić, bo męski(e) głos(y) się zlewa(ją), jest/są mocno nieudany/e i przeszkadza(ją) mi w słuchaniu wokalu gitarzystki – jedynej przyzwoicie udanej partii wokalu w tej piosence. No dobra, w momencie 3:53-3:58 wokaliście też się coś udało. I znów te fajne skrzypce, więcej proszę, jeszcze więcej!

The Red Wedding… tak, zgadliście, znowu lepsze. Partia keybordu jest genialna, wprowadza niezwykle ciekawy klimacik. Refren chwytliwy, a w nim… aaahhh… aż mnie ciarki przechodzą na dźwięk wibrujących flażoletów gitarzystki – kocham wibrrrrrujące flażolety. Ale o moich muzycznych fetyszach może innym razem. Wokalista wypadł w sumie nawet nie najgorzej w tym kawałku, więc może jest jakaś nadzieja i pod tym względem.

Caillia… jest… super… Czuć Eluveitie na kilometr, ale nadal pozostaje tu miejsce na oryginalność. Kompozycja tak udana, że powinna robić za wizytówkę zespołu. Nie ma nic, do czego mógłbym się przyczepić. No dobra, jest jedna wada: piosenka się kończy. Posłuchajcie, naprawdę pożałujecie, gdy głośniki zamilkną! Wszystko jest tu pięknie, uważam więc za zbędne jakiekolwiek wyliczanie, skoro możecie zobaczyć sami.

Demo jest naprawdę udane i niewątpliwie stanowi dobre przedstawienie grupy z Lublina. Łącząc wrażenia z płytki i jednego koncertu, który miałem możliwość zobaczyć osobiście, mogę powiedzieć, że zespół ma duży potencjał. Brzmienie jest oryginalne, kompozycje rozsądne, z właściwym wyczuciem. Demo jakością nie ustępuje pierwszym demówkom takich potęg jak Eluveitie czy Turisas. Na duży plus solówka, keyboard i instrumenty folkowe. Słabym punktem zespołu jest wokal, także słyszalny na żywo (na demku go brak, dziękuję!) wokal gitarzysty rytmicznego, ale w dwóch ostatnich utworach jakoś to brzmi, więc może coś z tego będzie. Osobiście mam nadzieję, że zespół rozwinie się w kierunku obranym w Caillii, ale to zależne od upodobań grupy, nie chcę tym stwierdzeniem na nich naciskać. Byle nie w kierunku Svartalcośtam, to przyszłość będzie malować się w jasnych barwach.

Długo zastanawiałem się, czy oceniać demo jak zwykły album, ale zarzuciłem tę myśl, gdyż byłoby to dla artystów zawieszenie poprzeczki niesprawiedliwie wysoko. Zatem… oto wynik:

7.75 / 10