Długo wyczekiwana płyta Radogosta w końcu ujrzała światło dzienne! Nazwę posiada nieprzypadkową, „Dark Side of the Forest” idealnie odwzorowuje słowiański klimat polskiej grupy. Nie ma co ukrywać, że 4 lata od wydania „W Cieniu Wielkiego Dębu” w zespole nastąpiły spore zmiany. Najważniejszą nowością jest oczywiście wokal, którym aktualnie operuje Marcin Wieczorek. Na płycie słyszymy, że jest on odrobinę lżejszy od growlu Łukasza „Mussiego” Muschiola. Nie jest to bynajmniej minus, bo pan Marcin radzi sobie bardzo dobrze ze swoim głosem. Kolejną ważną zmianą jest język w jakim wykonywane są utwory. Decyzja o nagraniu albumu w języku angielskim dla niektórych fanów była równoznaczna z samobójstwem. Teraz mogą się przekonać, że byli w błędzie! Teksty oraz wokal stoją na bardzo wysokim, profesjonalnym, można rzec światowym poziomie.

Warstwa muzyczna już nie zaskakuje nas tak znaczącymi zmianami – cały szkielet wciąż oparty jest na melodyjnych skrzypcach i heavy metalowej (choć odrobinę „cięższej” niż wcześniej) gitarze. Porzucenie wokalu przez Łukasza „Mussiego” Muschiola wyszło grupie na dobre, gdyż na płycie słyszymy ambitniejsze gitarowe granie niż na wcześniejszych wydawnictwach. Radogosta trudno nie porównać do osławionego folk metalowego giganta – Korpiklaani. Nasuwa się też polski zespół, a mianowicie bazujący na skrzypcach Jelonek. Mam wrażenie, że gdyby zabrać wokal z Dark Side of the Forest to wyszłaby ciekawa, jelonkowata płyta..

Album otwiera Baba Yaga is Coming – dobry wstęp do tego co znajdziemy na płycie, mocno zaznaczone skrzypce i agresywny wokal. Później Watra, typowy hymn, który powinien idealnie sprawdzać się na koncertach. Następnie Not for War – ambitna, pędząca, kompozycja, wpadająca od razu w ucho. Remember My Name (Warrior’s Farewell Song) to pierwsza, jak najbardziej udana ballada Radogosta, powinna niektórych chwycić za serce. Później, powrót do rzeczywistości, Burn in Cold Hell atakuje nas ostrymi riffami i przejmującą grą skrzypiec. Następny utwór – Radogost to hołd (jak sama nazwa wskazuje) dla słowiańskiego boga. Jest on odrobinę wolniejszy, jednak nie usypia, melodyjny wokal sprawia, że już po drugim przesłuchaniu zapamiętujemy motyw. W Rage, Hate and Faith, który został skomponowany także przez skrzypka Jana Musioła, czuć ducha poprzednich płyt. Utwór posiada genialny końcowy refren. Następny Still Against the World (Mercenary’s Song) to jeden z najbardziej „skrzypcowych” numerów na płycie, masa wciągających melodii. From the Dark to mocny, chwytliwy, heavy metalowy utwór z ciekawą wokalną koncepcją. Przedostatni Deadly Race Trilogy składający się z trzech części – Journey to Death, In the Claws of Destiny, Scream of Tragedy to epicki, prawie 10 minutowy utwór na zakończenie albumu. Z tekstu daje się wywnioskować, że jest to opowieść o chciwości, która ostatecznie prowadzi do śmierci. Kompozycja nie posiada refrenu, jednak skrzypce (jak na całym albumie) wygrywają zajmujące ucho melodie. Jedenastym kawałkiem jest ponownie Radogost lecz zaśpiewany po polsku! Moim zdaniem wychodzi lepiej niż angielska wersja.

Dark Side of the Forest to album więcej niż udany. Po trzecim przesłuchaniu, większość melodii została przeze mnie zapamiętana, płyta błyskawicznie „wpada w ucho”. Wszystko zapewne dzięki skrzypcom, których pełno jest wszędzie (jest ich jeszcze więcej niż w folk metalowym Korpiklaani).

Jest to obowiązkowa pozycja dla polskiego fana folk metalowej muzyki. Co więcej Dark Side of the Forest ma całkiem duże szanse na podbicie zagranicznego rynku muzycznego. Pokusiłbym się o stwierdzenie, że tym albumem jako Polacy zapoczątkowaliśmy nową jakość w naszej muzyce. Oby tak dalej!

  • Michal

    Hey, świetna recenzja 🙂 Na pewno kupie te plyte!

  • Michal

    Hey, świetna recenzja 🙂 Na pewno kupie te plyte!

  • Pingback: Przegląd wydawnictw dwóch ostatnich miesięcy – lipiec i sierpień()

  • Pingback: Przegląd wydawnictw dwóch ostatnich miesięcy – lipiec i sierpień()

  • Pingback: Relacja z koncertu SSOGE, Radogost i Percival Schuttenbach w Bielsko-Białej()

  • Pingback: Relacja z koncertu SSOGE, Radogost i Percival Schuttenbach w Bielsko-Białej()

  • Cieszymir

    Utwory w języku angielskim też idealnie odwzorowują słowiański klimat…
    To jest jedna, wielka ironia, a żeby robić coś co ma w nazwie folk w nierodzimym języku.

  • Cieszymir

    Utwory w języku angielskim też idealnie odwzorowują słowiański klimat…
    To jest jedna, wielka ironia, a żeby robić coś co ma w nazwie folk w nierodzimym języku.

  • Smutnomir

    Czyli wschodnio- czy południowosłowiańskie języki w części twórczości Percivali, galijski u Eluveitie, szwedzki (zamiast fińskiego) u Finntrolla dyskredytują te zespoły, jako folkowe, tak? Pewnie „Lipka” Litvintrolla też nie jest folkowa, bo przecież nie po białorusku, a po polsku zaśpiewana… Folk to brzmienie, nie język, w moim przekonaniu.

  • Smutnomir

    Czyli wschodnio- czy południowosłowiańskie języki w części twórczości Percivali, galijski u Eluveitie, szwedzki (zamiast fińskiego) u Finntrolla dyskredytują te zespoły, jako folkowe, tak? Pewnie „Lipka” Litvintrolla też nie jest folkowa, bo przecież nie po białorusku, a po polsku zaśpiewana… Folk to brzmienie, nie język, w moim przekonaniu.