20 czerwca 2014 w Warszawskim klubie FonoBar odbyła się Folkmetalowa Noc Kupały. Koncert ten był udziałem pięciu zespołów, a były to: Litvintroll, Helroth, Time of Tales, Derwana oraz Merkfolk. Grupy miała wspierać Swarga – drużyna słowiańskich wojów. Zapowiadała się więc znakomita impreza dla każdego miłośnika folk/pagan metalu.

Folkmetalowa Noc Kupały

Zacznijmy jednak od początku. Kiedy przybyłem na miejsce kilka minut przed 19:00 do wejścia na scenę szykował się właśnie Merkfolk. Grupę z Lublina oraz Międzyrzeca Podlaskiego miałem okazję słyszeć po raz pierwszy, jestem jednak pewien, że nie ostatni, gdyż wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Pierwsze na co zwróciłem uwagę, to znakomity growl w wykonaniu wokalistki, świetnie współgrający z brzmieniem instrumentów „folkowych” – skrzypiec oraz fletu. Zespół zagrał dziewięć numerów, wśród których nie zabrakło Topielicy, instrumentalnego utworu Merkfolk czy brzmiącej znajomo Wiły. Przyznam, że zwykle bardzo sceptycznie podchodzę do coverów znanych kapel, jednak Thousandfold w wykonaniu Merkfolka zabrzmiał naprawdę bardzo ciekawie i spotkał się z ochoczym aplauzem publiczności. Jeżeli o tę ostatnią chodzi, to niestety, przez pierwszą część występu była ona nieliczna i niezbyt ruchliwa, jednak w miarę upływu czasu ludzi przybywało, a reakcje na muzykę grupy były na tyle pozytywne, że została ona „zmuszona” do zagrania bisu, którym był numer „Nananana”. Trudno mi znaleźć jakąkolwiek dziurę w całym, bo występ był faktycznie bardzo dobry i jedyne, czego być może zabrakło, to lepszy kontakt z publiką. I tak byłem już po przystawce, jednak folkmetalowa uczta miała się dopiero rozpocząć…

Merkfolk_15

Nadeszła przerwa, potrzebna kolejnemu zespołowi do nastrojenia się. Organizator świetnie jednak wykorzystał ten czas, na placu pod klubowym tarasem pojawili się bowiem członkowie Drużyny Najemnej Swarga. Pojedynki trwały dobre kilkanaście – kilkadziesiąt minut, zapewniając świetne widowisko zgromadzonym. Zaraz potem pierwsze dźwięki „Guseł” powiadomiły wszystkich, że zespół Derwana jest już na scenie.

Grupa niestety nie występowała od samego początku w pełnym składzie. Szczęśliwie zaginiony perkusista odnalazł się bardzo szybko i po krótkim wstępie akustycznym mogła przejść do wersji standardowej. Zespół prezentuje muzykę zdecydowanie delikatniejszą niż którakolwiek z kapel pojawiających się tego wieczoru na scenie. Brzmieniu gitar wtóruje flet oraz skrzypce, a wszystkiego dopełnia znakomity głos Magdy Przychodzkiej, wokalistki bardzo dobrze już znanej warszawskiej publiczności. Derwana, jak już wspomniałem, rozpoczęła „Gusłami”, a prócz nich w setliście znalazło się także miejsce dla takich utworów, jak: „Topielica”, „Woda i Ogień” oraz „Jaskółeczka”. Pojawił się także numer „Dukaty”, sięgający korzeniami poprzedniej formacji Magdy Przychodzkiej, w mojej ocenie zaaranżowany dużo ciekawiej niż wcześniej. Publiczność, coraz liczniej gromadząca się pod sceną, bawiła się doskonale, często wtórując wokalistce własnym śpiewem. Niestety, przez niewielkie obsunięcie czasowe zespół musiał skrócić listę utworów o „Ku Płomieniom”. Ogółem należy jednak bardzo dobrze ocenić występ Derwany, ze szczególnym zwróceniem uwagi na świetny kontakt z publiką.

Derwana_03

Kolejna przerwa ponownie przeniosła nas w świat słowiańskich wojów. Tym razem prócz pojedynków mogliśmy obserwować starcia grupowe, a wszystko przy dźwiękach bardzo klimatycznej muzyki. Przerwę wykorzystał zespół Time of Tales by przeprowadzić próbę dźwięku.

Mielecką formację znam już od pewnego czasu, jednak po raz pierwszy dane mi było wysłuchać ich koncertu na żywo. Jest to w mojej ocenie jeden z tych zespołów, który koncertowo wypada lepiej niż na nagraniach studyjnych, które nota bene też bardzo przypadły mi do gustu. Time of Tales od zmiany składu łączy brzmienie tin whistle z ostrym graniem i mocno zachrypniętym wokalem, co tworzy bardzo ciekawą mieszankę. Moje ucho podsuwa mi między innymi inspiracje muzyką celtycką. Zespół zagrał wszystkie utwory z wydanego niedawno albumu Enter the Gates, a także kilka nieznanych mi wcześniej, jak „Hail” czy „Ballada”. Usłyszałem także kolejny bardzo dobry cover tego wieczoru, który przypadł do gustu znacznej części publiczności. „Vodka” śpiewał bowiem niemal cały klub, który zdołał się już wypełnić kolejnymi osobami. Time of Tales po występie, na który złożyło się 9 numerów był żegnany gorącymi brawami.

ToT_17

Kolejna przerwa została ponownie wykorzystana przez wojów Swargi, którzy po raz ostatni tego wieczoru zaprezentowali swoje umiejętności bojowe.

Helroth jest już doskonale znany warszawskiej miłośnikom folk metalu. Widać to było po publice, która choć niewiele liczniejsza od tej zebranej na Time of Tales, reagowała bardzo żywiołowo na pojawienie się grupy na scenie. Helroth prezentuje muzykę mocniejszą niż poprzednie kapele, której nutę delikatności nadają melodie grane na flecie oraz skrzypcach. Całości dopełnia mocny, męski wokal i wtórujący mu głos flecistki, Marthy Gantnter. W repertuarze zespołu znalazły się utwory bardzo rozpoznawalne wśród fanów, jak „Silitian Tale”, „Hymn”, „Prząśniczka” czy „Karczma Rzym”. Szczególną furorę wśród zgromadzonych wywołała tradycyjnie „Wataha”, podczas której na scenie pojawił się gościnnie Shaman – wokalista zespołu Veehal, w którym udziela się również Orthank – główny głos Helrotha. Mam wrażenie, że utwór ten z koncertu na koncert ewoluuje i ciekaw jestem, jak jeszcze przekształcą go muzycy. Grupa zeszła ze sceny po około godzinie, a na tyłach klubu pojawiła się już kolejna atrakcja dla wszystkich uczestników imprezy.

Helroth_11

Rozpalone zostało bowiem ognisko wokół którego zebrali się członkowie Swargi oraz pozostali, którzy chcieli świętować Noc Kupały. Opowiadania o bogach Słowian były na tyle ciekawe, że niemal umknęły mi dobiegające z klubu pierwsze dźwięki „Karaleuskaji” w wykonaniu zespołu Litvintroll – gwiazdy wieczoru. Niestety, jak się okazało impreza podzieliła się na dwie części – niektórzy zdecydowali się zostać przy ogniu, a jedynie garstka dotarła przed scenę. Białoruską kapelę miałem okazję oglądać już po raz któryś, jednak nadal jestem pod wielkim wrażeniem ogromnego ładunku energetycznego, płynącego ze sceny w czasie jej występów. Szerokie spektrum instrumentów, zastępowane na koncertach częściowo keyboardem, wraz z charakterystycznym, chrypiącym wokalem, nadają zespołowi ogromną wyjątkowość. W setliście znalazło się miejsce dla kilkunastu numerów, między innymi „Rock’n’Troll”, „Da Siabra”, „Kamarowa Smierc” czy wreszcie, wpisujący się idealnie w klimat wieczoru utwór „Kupalinka”. Zespół swoje kawałki wykonuje głównie w języku białoruskim, jednak największa furorę zrobił numer „Lipka” napisany po polsku. Większość publiki, która na szczęście się powiększyła, znała tekst tej ludowej piosenki i pomagała kapeli go śpiewać. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku kawałka „Czornaja Panna”, choć napisany jest przecież w języku naszych wschodnich sąsiadów. Występ Litvintrolla zakończył się około godziny 0:30. Ktoś powiedział, że „Litvintroll przegrał z ogniskiem”, ja jednak do końca się z tym nie zgodzę, gdyż znaczna część osób dotarła wreszcie pod scenę, jednak dopiero w około połowie występu. Trzeba jednak przyznać, że była to publika znacznie mniejsza niż w przypadku Time of Tales czy Helrotha.

Litvintroll_06

Ogółem wieczór był na pewno prawdziwą, muzyczną ucztą dla każdego miłośnika folk metalu. Zespoły dały z siebie wszystko i z chęcią przybędę na ich kolejne koncerty. Największym mankamentem imprezy była chyba frekwencja, która nie powalała – na moje oko w najlepszym momencie w klubie było niewiele ponad 80 osób.

Portal FolkMetal.pl był patronem medialnym Folkmetalowej Nocy Kupały.

Autorką zdjęć jest Marta Kasprzak. Więcej odnajdziecie tutaj.

Folkmetalowa Noc Kupały 2