Niedoszły Military Camp Festival: Winter Edition na tydzień przed koncertem przekształcił się w normalną, październikowo-grudniową trasę najeżdżającą Europę – Dead Tyrants Tour. Prawdopodobnie to wina agencji, która wcześniej organizowała letnią edycję tego festiwalu, może zniechęcona frekwencją na tamtym wydarzeniu porzuciła organizację? Nie wiadomo. Na szczęście odpadło tylko parę zespołów, najważniejsze zostały. Wspólna trasa dwóch headlinerów – Moonsorrow i Týr była niezłą okazją, żeby zobaczyć dłuższe sety obu zespołów. Na dodatek support w postaci fińskiego Crimfall.

Jak można było się domyśleć nie pojawiło się zbyt dużo ludzi, nie chcę przesadzać, na oko była ponad setka, jednak z tego co mi wiadomo na większości części trasy było podobnie, a nawet gorzej. Co tu dużo mówić.. nie są to typowe folk metalowe zespoły, które ściągnęły by tłumy. Tak czy inaczej brawa dla Progresji i Knock Out Prod za przejęcie organizacji i nieodsyłanie nielicznych fanów z kwitkiem.

Crimfall wyszedł na scenę punktualnie o 19. Zespół bardzo przypominający inny fiński projekt, który mieliśmy okazję zobaczyć w naszym kraju na trasie Paganfest 2011 – Kivimetsän Druidi. Charakterystyczne dla tych kapel jest pomieszanie czystych, damskich partii wokalnych z growlem. Taka forma od razu sprawia, że na scenie jest ciekawie. Prawie 50 minutowy koncert przeleciał dość szybko. Z dwu-albumowego dorobku zagrane zostały przeważnie kawałki z nowszego wydawnictwa min. : Frost Upon Their Graves, Son of North , Silver and Bones, a ze starszych: Wildfire Season i The Crown of Treason.

Po Crimfall na scenie pojawił się Moonsorrow. Panowie zaczęli od nowego wydawnictwa, konkretnie utworem Tähdetön. Jak wiadomo Finowie są nietypowym zespołem na folk metalowej scenie, grając utwory epickie i rozległe w swej formie (tzn. bardzo długie) mocno się wyróżniają. Nie ma wątpliwości, że muzyka Moonsorrow ma pogańskie korzenie, członkowie zespołu mieli sprawiać wrażenie jakby dopiero powrócili z pola bitwy gdzie krew lała się strumieniami. Cały koncert wyglądał bardzo profesjonalnie, wiele młodych kapel powinno się uczyć ruchów scenicznych właśnie od Moonsorrow, radzą sobie z tym znakomicie. Na uwagę zasługiwały wszystkie zagrane utwory: melodyjna Sankarihauta, refleksyjna Raunioilla, energiczny Köyliönjärven Jäällä (Pakanavedet II), epicki Jotunheim, nastrojowa Sankaritarina (z jak zwykle magicznym chórkiem śpiewanym przez publiczność) i końcowe Kuolleiden Maa. Świetny występ pod każdym względem. Ludzie gromadząc się w najliczniejszym gronie pod sceną tego wieczoru wydawali się to potwierdzać.

Ostatnim zespołem był pochodzący z Wysp Owczych Týr. Sześciopłytowy dorobek farerskich wikingów to folk metalowa muzyka brzmiąca o wiele „radośniej” od poprzednich zespołów, często podsycona chórkami, zauważyć też można nutę progresywnego grania. Jako, że była to trasa promocyjna ostatniego albumu Týr (The Lay of Thrym) zbudował swoją setlistę przeważnie w oparciu o nowe utwory, np: The Lay of Thrym, Shadow of the Swastika, Flames of the Free, Take Your Tyrant.. Oczywiście publiczności bardziej podobały się starsze (choć niewiele) kawałki jak np. : By the Light of the Northern Star, Hail to the Hammer, czy zagrane na koniec hitowe: Hold the Heathen Hammer High i By the Sword in My Hand. Pozytywna energetyka płynąca od muzyków mogła zarazić, a farersko-wikingowy wizerunek prezentował się dość oryginalnie. Jednak subiektywnie mogę powiedzieć, że występ był słabszy od poprzedniego Moonsorrow, czegoś zabrakło.

Na koniec chcę podziękować wszystkim uczestniczącym w wydarzeniu, z frekwencją podobno nie było tak źle jak w niektórych miejscach. Można powiedzieć, że publiczność się sprawiła. Trzeba trzymać kciuki, żeby zespoły nie zapomniały, że jednak mają tutaj fanów do których warto przyjeżdżać.

Wydarzenie zrelacjonował: skime

  • Viltharis

    Fajna relacja, dopiero zauważyłem, ze jest, a na koncercie byłem (jakże mogłoby mnie zabraknąć Týr to moi faworyci). 🙂 Ludzi jednak było trochę więcej niż setka, szczególnie po Crimfall się zeszli, jeśli dobrze pamiętam, ale w sumie sam nie najlepiej szacuję na oko, więc może i faktycznie… Ach i taka mała sprawa Hail to the Hammer nie jest nowym kawałkiem. Pochodzi z pierwszych nagrań Týra, a na nowszych płytach znalazł się tylko dlatego, że na demie, a potem na How Far to Asgaard (wersja z 2002) Pól Arni Holm go śpiewał i chcieli mieć też wersję z Herim. 🙂

    No i w moim subiektywnym odczuciu Týr był jednak wielokrotnie lepszy od Moonsorrow. 🙂

  • Viltharis

    Fajna relacja, dopiero zauważyłem, ze jest, a na koncercie byłem (jakże mogłoby mnie zabraknąć Týr to moi faworyci). 🙂 Ludzi jednak było trochę więcej niż setka, szczególnie po Crimfall się zeszli, jeśli dobrze pamiętam, ale w sumie sam nie najlepiej szacuję na oko, więc może i faktycznie… Ach i taka mała sprawa Hail to the Hammer nie jest nowym kawałkiem. Pochodzi z pierwszych nagrań Týra, a na nowszych płytach znalazł się tylko dlatego, że na demie, a potem na How Far to Asgaard (wersja z 2002) Pól Arni Holm go śpiewał i chcieli mieć też wersję z Herim. 🙂

    No i w moim subiektywnym odczuciu Týr był jednak wielokrotnie lepszy od Moonsorrow. 🙂

  • Nie ukrywam, że moim ewidentnym faworytem był Moonsorrow, Týr wydał mi się taki lekki.. lubię ich, ale czegoś mi w nich brakuje, tak jak napisałem.
    Specem nie jestem dlatego nie wiedziałem o Hail to the Hammer. Dobrze, że jest ktoś taki kto mi może to uświadomić. 😀

  • Nie ukrywam, że moim ewidentnym faworytem był Moonsorrow, Týr wydał mi się taki lekki.. lubię ich, ale czegoś mi w nich brakuje, tak jak napisałem.
    Specem nie jestem dlatego nie wiedziałem o Hail to the Hammer. Dobrze, że jest ktoś taki kto mi może to uświadomić. 😀

  • Viltharis

    Jak coś wiem, to piszę, nie ma co ukrywać. 😀

    Mi kiedyś w Týrze brakowało tępa i mocy (choć było kilka szybszych kawałków), ale dwie ostatnie płyty bardzo to nadrabiają. No, ale nie namawiam, nie przekonuję, dobrze, że jedni lubią śliwki, a inni jabłka, bez tego byłoby nudno. 🙂

  • Viltharis

    Jak coś wiem, to piszę, nie ma co ukrywać. 😀

    Mi kiedyś w Týrze brakowało tępa i mocy (choć było kilka szybszych kawałków), ale dwie ostatnie płyty bardzo to nadrabiają. No, ale nie namawiam, nie przekonuję, dobrze, że jedni lubią śliwki, a inni jabłka, bez tego byłoby nudno. 🙂