31 października 2015 roku. Dla jednych Dziady, dla innych Halloween, dla mnie zaś trzecia edycja Folk Metal Night w warszawskim klubie Rock Side 99. Mocy folkmetalowych wrażeń dostarczyć miały trzy doskonale znane stołecznej publiczności kapele: Elforg, Runika oraz Morhana, a także gość specjalny z Jaworzna – Cronica.

Folk Metal Night III - plakat

Niedługo po wybiciu godziny otwarcia na miejscu znajdowało się zaskakująco niewiele osób, co wywołało u mnie pewne zaniepokojenie, jak się później okazało zupełnie niesłusznie. Tradycyjnie na występy trzeba było jeszcze trochę poczekać, szczęśliwie organizator zadbał o to, by czas ten upłynął przyjemnie przy dobiegających z głośnika numerach rozpoznawalnych na całym świecie folkmetalowych formacji.

Około godziny 20:00 w klubie było już koło stu osób, a na scenie pojawił się otwierający imprezę Elforg. Ta młoda formacja znacząco wydłużyła swoją setlistę względem koncertów, na których dane mi było wcześniej jej słuchać. Pojawiły się na niej wszystkie utwory z wydanego w tym roku albumu, a na koniec nie zabrakło małej niespodzianki. Mnie osobiście najbardziej w pamięci zapadły dwa numery: nacechowany niesamowitą energią Journey to the North oraz wspomniana niespodzianka – bazujący na polskim utworze ludowym kawałek Do Ciebie Kasiuniu, podczas którego Elforga wsparły dwie wokalistki, w tym Aminae z Runiki. Na koniec grupa zagrała dwa covery – Vodkę Korpiklaani oraz świetnie moim zdaniem wykonany Dig Up Her Bones Misfitsów. Zespół zaserwował nam potężną dawkę mocnego, gitarowego grania ze świetnie wkomponowanymi skrzypcami. Niestety publiczność, choć obserwowała koncert z widocznym zainteresowaniem, nie była chyba jeszcze wprawiona w odpowiedni do pląsów pod sceną nastrój.

Frekwencja w klubie stopniowo przyrastała, by osiągnąć kulminację podczas koncertu gospodarza imprezy – zespołu Runika. Grupa pojawiła się na scenie kilkanaście minut po zakończeniu występu Elforga, a jej wejście na scenę spotkało się z żywiołowym przyjęciem publiczności. Zespół momentalnie rozruszał statycznych wcześniej ludzi, co zaowocowało niemałym kotłem pod sceną. Grupa zaprezentowała wszystkie utwory ze swojego debiutanckiego dema oraz kilka takich, które nie doczekały się jeszcze swojego wydania. Jak zwykle ze szczególnie pozytywnym odzewem spotkała się szybka Biesiada, a podczas numerów Ogień i Woda oraz Wiking zgromadzeni wspierali zespół wokalnie. Nie zabrakło w repertuarze Runiki numerów nie granych wcześniej w stolicy, między innymi Perunowy Kwiat, który miał także w Warszawie swoją ogólnopolską premierę. Formacja zapewniła nam kawał naprawdę znakomitego folkmetalowego grania, nic dziwnego więc, że po jej występie znaczna część publiki wychodziła z sali z potężną zadyszką.

Morhana wyszła na scenę koło 22:30 i zaczęła swój występ intrem, które najprawdopodobniej będzie otwierać jej zapowiadany od dłuższego czasu pierwszy pełny album. Przeplatające się melodie grane na skrzypcach i flecie wraz z ostrym gitarowym graniem oraz dwoma kontrastującymi się wokalami szybko rozgrzały publiczność, która bardzo czynnie wspierała stołeczną formację. Na setliście znalazły się zarówno stare kompozycje, jak lubiany przez fanów The Traveller, ale nie zabrakło także tych nowszych, między innymi Trolls on the Sea czy jedynego w twórczości Morhany numeru w języku polskim – Mgły. Do ciekawej roszady doszło na samym końcu występu, kiedy przy drugim bisie grupę wsparł jej dawny perkusista Igor, zastępując na moment Dawida. Całość zwieńczyło tradycyjne już na koncertach zespołu grupowe zdjęcie z fanami, które miałem przyjemność wykonać.

Ostatnią formacją, która wystąpiła tego wieczoru była Cronica. Siedmioosobowy skład miałem okazję słyszeć już wcześniej, wówczas jednak nie mogłem w pełni skupić się na jego brzmieniu, a naprawdę było czego słuchać. Instrumentarium tej młodej na rodzimej scenie grupy jest bardzo rozbudowane, bo prócz gitar, basu i perkusji pojawiły się także: keyboard, skrzypce oraz flet. Trzeba przyznać, że wszystko to, zwieńczone dwoma wokalami zabrzmiało, jak na warunki klubu, naprawdę świetnie. Cronica zaprezentowała część utworów ze swojej debiutanckiej EP – Wilk, Śpiący Rycerze, czy ciekawie zaaranżowaną wersję szwedzkiego utworu ludowego Herr Mannelig. Na setliście znalazły się także kawałki nowsze, z których mi osobiście najbardziej zapadł w pamięci numer Jechał Kozak. Niestety z przykrością muszę zauważyć, że występ Croniki, może z powodu późnej godziny, podziwiała znacznie mniejsza część publiczności niż w przypadku poprzednich kapel. Cóż, tym którzy nie dotrwali do końca, mogę powiedzieć tylko jedno – żałujcie!

Koncert skończył się po północy, a ja już nie mogę się doczekać kolejnej edycji Folk Metal Night, która odbędzie się już 14 listopada w warszawskim klubie VooDoo przy Bema 65.