Kilka dni temu w VooDoo Club odbyła się szósta edycja Folk Metal Night w Warszawie. Stołeczni fani po ponad dwóch miesiącach doczekali się koncertu stałych gwiazd trasy – Elforg, Runika, Morhana, jak i mieli okazję usłyszeć Aether, Othalan i Pravię. W tę sobotę wszyscy obecni w VooDoo doświadczyli mocy wrażeń!

12694543_1089656317722817_1765395315683476059_o

O godzinie 18 przed klubem znajdowało się już trochę ludzi, chwilę potem można było wejść do lokalu. Choć według planu zaraz po otwarciu bram impreza miała się zacząć, problemy techniczne związane z nagłośnieniem doprowadziły do czterdziestominutowego poślizgu. Do sali przybywało coraz więcej ludzi, zniecierpliwienie rosło, by w końcu na scenę wyszedł pierwszy zespół wieczoru – Aether.

Ta młoda formacja po raz pierwszy grała w Warszawie, więc większość publiki z zaciekawieniem wpatrywała się w obecnych na scenie muzyków. Moim pierwszym skojarzeniem było Wintersun, z racji typowo symfonicznych klawiszy oraz śpiewu wokalisty. Setlista nie była długa, znalazło się na niej kilka autorskich piosenek zespołu oraz covery: Iron Ensiferum i Vodka Korpiklaani – można by rzec, że folkmetalowy koncert bez Vodki to nie folkmetalowy koncert. Bardzo pozytywną częścią występu był duży entuzjazm muzyków, którzy przez cały czas utrzymywali kontakt z publiką. Już od pierwszego utworu pod sceną się kotłowało, a w czasie całego występu zliczyłam trzy ścianki. Aetherowi życzę świetlanej przyszłości, zespół ma w sobie potencjał i mnóstwo energii!

  1.  Intro
  2.  Last Battle
  3.  Iron (Ensiferum cover)
  4.  Dies Irae
  5.  Vodka (Korpiklaani cover)
  6.  Dream
  7.  Sążniczka

Po dłuższej chwili na scenę zawitał Elforg. Na pierwszy ogień poszła Zima. Ten utwór świetnie odzwierciedla muzykę zespołu – ciężkie gitarowe riffy i growl wokalisty przeplatający się z melodyjnymi skrzypcami i śpiewanymi partiami. Pod sceną wciąż przybywało ludzi, w sali była już ponad setka osób – publiczność stroniła jednak od szaleństw, widocznie nie była jeszcze gotowa na większe kotły. Na setliście nie zabrakło takich kawałków jak Through Darkness czy Do Ciebie Kasiuniu, które razem z Mateuszem zaśpiewała Aminae z Runiki i wszyscy inni, którzy znali tekst. Trzeba przyznać że była to jedna z mocniejszych chwil występu. Na pożegnanie zespół zagrał cover In Flames, Only for the week. Utwór bardzo dobrze się przyjął, pod sceną zawrzało. Elforg okazał profesjonalizm w swojej grze. Z koncertu na koncert coraz przyjemniej mi się ich słucha.

  1.  Zima
  2.  Zapomniany
  3.  Journey to the North
  4.  Feast
  5.  On heights
  6.  Through Darkness
  7.  Duch Lasu
  8.  Do Ciebie Kasiuniu
  9.  Only for the week (In Flames cover)

O 20:30 po kwadransie przerwy przyszła pora na Runikę. Już na samym początku Aminae zaczarowała czekającą na prawdziwą biesiadę publiczność, która czynnie uczestniczyła w występie. Naznaczony całkowicie zmienił stan rzeczy pod sceną – teraz już nikt nie miał oporów przed pogo i śpiewami. Poza wszystkimi utworami ze swojej EPki oraz kilkoma jeszcze nie nagranymi kawałkami Warszawa po raz pierwszy usłyszała Nawię, pełną emocji balladę nieco odbiegającą od żywego brzmienia formacji. Zespół utrzymywał świetny kontakt ze słuchaczami, a radosne usposobienie wokalistki udzieliło się każdemu z nich. Występ dobiegał końca, po zbisowaniu Biesiady Runika zeszła ze sceny, zostawiając za sobą złakniony wrażeń tłum. Nadeszła pora na wyczekiwany przez wielu Othalan!

  1.  Wiking
  2.  Wodnik
  3.  Ogień i woda
  4.  Naznaczony
  5.  Cisza przed burzą
  6.  Słowianie
  7.  Zima
  8.  Biesiada
  9.  Nawia
  10.  Vanir
  11.  Taniec śmierci
  12.  Sabat
  13.  Bis (Biesiada)

Othalan ostatnio zawitał w Warszawie rok temu na Folk Metal Crusade, część publiczności po raz pierwszy zobaczyła tę formację na żywo właśnie na sobotnim Folk Metal Night. Występ zaczął się intrem, które wprowadziło w klimatyczny nastrój koncertu. Repertuar był rozmaity – od szwedzkiej pieśni Herr Mannelig do śpiewanych po łacinie Totus Floreo i Maledicantur. W muzyce Othalana każdy znajdzie coś dla siebie, jest ona niejednorodna, a członkowie grupy nie ograniczają się do gitar i perkusji, ale grają też na fletach czy lirze korbowej. Ku uciesze fanów grupa zagrała dwa bisy – Szantę i o długo proszonego Kowala. Tak jak wszystkie zespoły grały w sobotę świetnie, tak Othalan wystąpił najlepiej – ich występ był punktem kulminacyjnym całego koncertu. Sama nadwyrężyłam sobie mięśnie karku od headbangu i zdarłam gardło od ciągłych śpiewów. Nie oznacza to jednak, że późniejsze występy były nieporywające! Przed nami jeszcze dwa krasne zespoły.

  1.  Intro
  2.  Herr Mannelig
  3.  Kołysanka
  4.  Maledicantur
  5.  Omen
  6.  Totus floreo
  7.  Obrzęd
  8.  Kvenland
  9.  Szanta
  10.  Czarnobóg
  11.  In taberna
  12.  Lipka
  13.  Bis (Szanta)
  14.  Bis (Kowal)

Równo o 23.00 zaczęło się piekło Morhany. Inaczej tego, co się działo nie określę, bo przez godzinny występ publika ciągle się kotłowała, a z racji największej frekwencji liczącej ponad dwie setki osób zrobiło się naprawdę gorąco. Po muzykach widać, że na scenie czują się bardzo swobodnie. Dziesięcioletnie doświadczenie zespołu daje się zauważyć. Gra na wysokim poziomie, szaleństwo pod sceną i bardzo przyjazny stosunek do fanów to coś, za co uwielbiam koncerty Morhany. Na setliście znalazła się większa część utworów z wydanej w grudniu płyty, w tym klasyki – Dreamland, WTF, The Traveller – w których wykonaniu fani wspomogli wokalistów wspólnym śpiewem. Na koniec występu zespół tradycyjnie zrobił zdjęcie grupowe z publiką, które teraz można znaleźć na Facebooku.

  1.  Intro
  2.  When the Earth Was Forged
  3.  Dreamland
  4.  WTF
  5.  Trolls of the Sea
  6.  Mgła
  7.  The Traveller
  8.  Giants of Ice
  9.  Fafnir’s Insanity
  10.  Morhana
  11.  Legions of the Dead

Od otwarcia klubu minęło dokładnie sześć godzin, Pravia szykowała się do grania. Dało się zauważyć spory ubytek wśród uczestników koncertu, można usprawiedliwić to dwoma faktami: część uciekinierów musiała być już mocno zmęczona, poza tym muzyka Pravii znacznie różni się od twórczości pozostałych kapel obecnych na FMN. Krótko mówiąc, po północy wydarzenie całkiem zmieniło swój charakter. Pod sceną zostali najwytrwalsi uczestnicy. Dla fanów cięższych brzmień ostatni koncert wieczoru był prawdziwą gratką. Na sali było wyjątkowo parno – najbardziej waleczni nieprzerwanie pogowali, i to ze znacznie większą zaciekłością niż przedtem. Zespół promuje obecnie świeżo wydany album – Bestie ze Wschodu – więc setlista składała się z większości obecnych na nim utworów. Nie obyło się jednak bez Peruna, jednego z pierwszych kawałków zespołu. Podczas występu kręcono teledysk do Sadistic, a w niedalekiej przyszłości klip zostanie udostępniony.

  1.  Krwawy Król Karkonoszy
  2.  Sadistic
  3.  Bestie ze Wschodu
  4.  Implosion
  5.  W jedną stronę
  6.  Dying Heart of the Ancient God
  7.  Zmora
  8.  And fight for
  9.  Perun

Wybiła 1:00, impreza dobiegła końca i z czystym sumieniem można było wrócić do domów. Duże podziękowania należą się organizatorom koncertu, zespołom na nim obecnym i obsłudze klubu. Był ogień, teraz zostały zakwasy i wyczekiwanie następnych koncertów!

 

Kolejny Folk Metal Night w Warszawie będzie miał miejce 18 czerwca w Voodoo Club. Przedtem jednak zabawa czeka mieszkańców Kielc, Białegostoku i Wrocławia: 

Wydarzenie w Kielcach

Wydarzenie w Białymstoku 

Wydarzenie we Wrocławiu

Wydarzenie w Warszawie