Folk Night VII odbył się 30 sierpnia 2013 roku w warszawskim Metal Cave. Impreza ta organizowana jest nieregularnie w różnych klubach stolicy od 17 stycznia 2009 roku i od zawsze związana była z zespołem Leśne Licho. Na scenie stawali dotąd zarówno polscy przedstawiciele folk metalu, tacy jak: Percival Schuttenbach, Morhana czy Vecordia, jak i zagraniczni: Woodscream (Rosja) oraz Vergeltung (Niemcy). Dotąd na każdej imprezie pojawiało się także Leśne Licho, które tym razem odwołało swój występ z powodu choroby wokalistki. Podczas siódmej edycji Folk Night gwiazdą wieczoru był zespół ze światowej czołówki gatunku – łotewski Skyforger, a towarzyszyły mu dwie rodzime grupy: Netherfell oraz Derwana.

 1175472_505129426241603_2105155386_n

Impreza planowo powinna się rozpocząć o 19:45, jednak gdy spóźniony dotarłem na miejsce miałem jeszcze nieco czasu, by się rozejrzeć. Dawno już nic nie przygnało mnie w te okolice, dlatego z przyjemnością zanurzyłem się w podziemia, w których znajduje się lokal. Metal Cave już wówczas wypełniało kilkudziesięciu miłośników folkmetalowego grania, co sprawiało, że w klubie zaczynało być już dość ciasno. Wkrótce jednak ścisk miał być jeszcze większy – pozostali fani czekali jeszcze na zewnątrz.

Niedługo po moim wejściu do klubu na scenie pojawiła się grupa otwierająca imprezę – warszawska Derwana. Formacja ta powstała kilka miesięcy temu z inicjatywy Magdy Przychodzkiej, dawnej wokalistki Vecordii, która grając jeszcze w poprzedniej kapeli rozpoczęła działalność solową. Zespół składa się głównie z doświadczonych muzyków – na scenie, prócz wokalistki, pojawili się między innymi: Piotr Burkacki (gitara, chórki), udzielający się w grupie AcrimoniA, a także basista Dariusz Goc znany z występów w szantowej grupie Mordewind. Warto nadmienić jeszcze, że był to pierwszy koncert w historii Derwany. Setlista zespołu składała się głównie z utworów, które publiczność zna już z twórczości solowej Magdy Przychodzkiej. Pojawiły się więc: Gusła, Marysieńka, Ku Płomieniom, czy stosunkowo nowa Jaskółeczka. Większość z nich doczekała się nowych aranżacji. Uwagę szczególnie zwracały pomysłowe solówki gitarowe, świetna gra perkusji i znakomity głos Magdy, szczególnie miły, gdy ktoś, jak ja, nie miał z nim do czynienia na żywo od czasów, gdy wokalistka występowała w Vecordii. Zupełnie wyluzowana liderka zespołu znakomicie próbowała ożywić publiczność, która choć liczna postanowiła twardo przeciwstawić się woli artystki. Moim zdaniem, był to najlepszy występ tego wieczoru, a warszawska formacja pokazała ogromny potencjał. Miejmy nadzieję, że zespół będzie rozwijał się dalej w tak interesującą stronę.

 IMG_1430

IMG_1447

IMG_1439

Następnym zespołem na scenie był krakowski Netherfell, który na żywo miałem usłyszeć po raz pierwszy. Materiał studyjny ciekawy, liczne instrumentarium – wszystko zapowiadało się bardzo interesująco. Muszę jednak przyznać, że występem byłem trochę rozczarowany. Netherfell pojawił się w składzie sześcioosobowym, co sprawiło, że niemal całkowicie zapełnili scenę, a flecista został zepchnięty tak daleko na bok, że widzieć go mogła chyba tylko niewielka część widowni. Muzycy prezentowali się naprawdę nieźle, ich stroje w delikatny sposób nawiązywały do dawnych epok, korespondując jednak ze współczesnością, co tworzyło bardzo ciekawy klimat. Niestety muzycznie w mojej ocenie było znacznie gorzej. Czasem miałem wrażenie, jakby każdy muzyk próbował grać coś innego, nie do końca składającego się w jedną, spójną całość. Na domiar złego pojawiły się pewne problemy techniczne, przez które występ był przerywany na krótkie chwile. Nie wiem na ile była to wina nagłośnienia i osób za nie odpowiedzialnych, jednak część instrumentarium, szczególnie flet, pozostawała praktycznie niesłyszalna. Podobny problem dotyczył żeńskiego wokalu, który jednak mimo wszystko trzeba zaliczyć do bardzo mocnych stron krakowskiej formacji. Zespół zagrał wszystkie, nie wliczając intra, utwory ze swojego debiutanckiego dema Okryte Zapomnieniem, wydanego w tym roku, a także kilka dodatkowych numerów. Publiczność przyjęła Netherfella ciepło, jednak w znacznie mniejszym gronie niż stołeczną Derwanę. Podobnie jednak, jak na koncercie pierwszej kapeli ruchu było zadziwiająco niewiele, a pomiędzy sceną a publiką pozostawał dwumetrowy pas wolnej przestrzeni. Podsumowując występ Netherfell w moim odczuciu nie należał do bardzo udanych. Być może muzyczne niedociągnięcia były wywołane przez utrudnienia techniczne, które faktycznie mogły rozkojarzyć i zdenerwować muzyków. Mam nadzieję zweryfikować to w przyszłości, bo jak wspominałem, materiał studyjny jest bardzo obiecujący i wierzę, że koncertowo może brzmieć równie dobrze.

 IMG_1592

IMG_1612

IMG_1570

Kolejna przerwa między koncertami, niezbyt długa, ale jednak dostateczna by na chwilę przewietrzyć się poza klubem i w pełni sił wrócić na występ gwiazdy wieczoru. Łotewski Skyforger pojawił się na scenie w składzie okrojonym o drugiego gitarzystę. Nie było również żadnego muzyka grającego na instrumentach folkowych, jednak już od pierwszych minut wiadomo było, że będzie to niezapomniany występ. Skyforger grał mocno, ale rytmicznie, co zaraz udzieliło się publice. Statyczni dotąd ludzie wyszli do przodu i rozpoczęło się ostre pogo. Pod sceną wreszcie zrobiło się naprawdę gęsto. Zespół wykonał w zasadzie przegląd całej swojej twórczości, poczynając o utworów z najstarszego pełnego albumu Kauja pie Saules (Kauja Garozas silā. 1287. czy tytułowy Kauja pie Saules. 1236.) aż po te z najnowszego (Ķēves dēls, Velnukāvējs czy wreszcie Pēdējā kauja). Wśród mocnego, metalowego brzmienia nie zabrakło nieco delikatniejszych nut, jak choćby wyśpiewany początkowy fragment Latviešu strēlnieki. Trzeba tu nadmienić, że obaj wokaliści spisują się na scenie znakomicie, niemal wręcz idealnie się dopełniając. Pochwalić należy także bardzo dobry kontakt z publicznością, nie sprowadzający się tylko zapowiedzenia numerów. Muzycy odrobili też lekcję polskiego i pozdrawiali publiczność w jej ojczystym języku. Nie zauważyłem, by w czasie występu Skyforgera pojawiły się jakiekolwiek problemy z nagłośnieniem – wszystko było słychać idealnie. No i jeszcze jedna sprawa – fanty. Po występie postanowiłem obejrzeć stoisko, na którym dominowały materiały promocyjne łotewskiego zespołu, a wśród nich, prócz tradycyjnych płyt, kaset i koszulek także… t-shirty dla dzieci, długopisy i czapki! Naprawdę panowie ze Skyforgera znają się na promocji i stosują ją w każdy chyba możliwy sposób…

 IMG_1646

IMG_1694

IMG_1659

Idąc na niszowy koncert w Warszawie człowiek zwykle nie nastawia się na niezapomniane przeżycia, a jednak czasem mogą się one pojawić. Tak było tym razem. Skyforger odwiedził Warszawę po raz pierwszy, jednak po przyjęciu, jakie zgotowała mu publiczność z pewnością jeszcze do naszej stolicy powróci. Warto powiedzieć także w podsumowaniu kilka słów o nagłośnieniu. Każdy koncert, na którym byłem w Metal Cave kończył się zwykle komentarzami o tym, że tego lub tamtego nie było słychać. Tym razem było inaczej – Skyforger i Derwana zabrzmiały bardzo dobrze, a pewne problemy pojawiły się jedynie podczas występu Netherfell. Na sam koniec należy zauważyć, że cykl imprez pod wspólnym szyldem Folk Night zmierza w bardzo pozytywnym kierunku, a na koncertach pojawiają się coraz lepsze zespoły. Co następnym razem przygotują dla nas organizatorzy? Już nie mogę się doczekać…

  • Miczar

    jak ktos juz pisal, ta impreza w metal cave to pomylka. szkoda ze nie bylo jakiegos innego klubu zeby pokazac Polske skyforgerowi. nie zgadzam sie z autorem. ludzie nie ruszyli z miejsca bo prowadzenie koncertu lezalo w blocie. zadna kapela nie postarala sie o to zeby kogokolwiek zachecic. skyforger wybrnal bo maja doswiadczenie, ale pozostale dwie kapele musza sie zgrac i zagrac po kilkadziesiat koncertow zeby moc bez wstydu supportowac gwiazdy.
    na koniec tylko jedno chetnie zaplacilbym za ten bilet jeszcze raz i kibicuje naszym zespolom folkmetalowym, bo warto

    • Agnieszka

      Nie sądzę,żeby obydwie kapele przed Skyforgerem wypadły tak słabo,żeby miały się czego wstydzic, Koncert był udany!

  • Miczar

    jak ktos juz pisal, ta impreza w metal cave to pomylka. szkoda ze nie bylo jakiegos innego klubu zeby pokazac Polske skyforgerowi. nie zgadzam sie z autorem. ludzie nie ruszyli z miejsca bo prowadzenie koncertu lezalo w blocie. zadna kapela nie postarala sie o to zeby kogokolwiek zachecic. skyforger wybrnal bo maja doswiadczenie, ale pozostale dwie kapele musza sie zgrac i zagrac po kilkadziesiat koncertow zeby moc bez wstydu supportowac gwiazdy.
    na koniec tylko jedno chetnie zaplacilbym za ten bilet jeszcze raz i kibicuje naszym zespolom folkmetalowym, bo warto

    • Agnieszka

      Nie sądzę,żeby obydwie kapele przed Skyforgerem wypadły tak słabo,żeby miały się czego wstydzic, Koncert był udany!