4 grudnia w krakowskim Lizard Kingu odbyła się II Piracka Impreza, której poprzedniczka miała miejsce w sierpniu 2013. Obiecaną „muzyczną kanonadę” oraz upał jak na Tortudze zapewnić miały zespoły Żmij, Załoga Andrzeja, Baksztag i Netherfell.

Trzeba przyznać, że z całego tego zestawu najbardziej nietypowo prezentował się Żmij. Określając graną przez siebie muzykę trans-etno-alternatywą albo próbuje zwrócić na siebie uwagę, albo zastraszyć potencjalnego słuchacza. O wiele sympatyczniej w porównaniu do tego brzmi nazwa zespołu, która kojarzy się z mitologią słowiańską, i już ten fakt może niektórych zachęcić do słuchania. Słuchania w zasadzie nie wiadomo czego – na scenie zaprezentowali mieszankę pieśni ludowych i wersów pożyczonych od Mickiewicza i Tetmajera w żmijowej interpretacji oraz kilka własnych utworów. Brzmiało to zdecydowanie lepiej niż podczas koncertu na scenie Tęcza – ukłony więc w stronę akustyka. Publiczność zdawała się być zaciekawiona komentarzami Jakuba Zieliny, czasem nawet wchodziła z nim w interakcje, które kończyły się różnie. Z dwóch występów Żmija, jakie widziałam, ten grudniowy wypadł zdecydowanie lepiej, jednak nadal zaskakuje mnie dysonans pomiędzy ogromnym zaangażowaniem zespołu w wykonanie muzyki a jej jakością. Plus za zapał.

Kiedy na scenę Lizarda wkroczyła Załoga Andrzeja, klimat zmienił się z kameralno-pokręconego na folk rockowy. Osobą, dzięki której zapewne określają swój styl folk rockiem, jest skrzypaczka Magda, która wraz z Darkiem (wokal, gitara), Remkiem (gitara, chórki), Komarem (bas) i Bananem (perkusja) zapewniła publiczności kilka chwil uciechy przy punkowych refrenach. „Pozytywka”, „Rutynowe badania kontrolne”, „List” – między innymi takie utwory usłyszeliśmy tamtego wieczoru. Twórczość spójna, przyjemna, do poskakania i do posłuchania. Brzmienie bardzo zadowalające – ukłony w stronę akustyka.

baksztag31-page-0

Na całej Pirackiej Imprezie najbardziej pirackim zespołem był Baksztag. Ich materiał nie jest jeszcze zbyt rozbudowany, ale bezbłędnie udało im się rozgrzać publiczność kilkoma piosenkami. Na to w końcu czekaliśmy – na zdrową porcję szant (i nie tylko) w heavy metalowej oprawie. Mimo problemów technicznych z altówką (z którymi brawurowo radził sobie jedyny tego wieczoru akustyk), zespół prezentował się lepiej niż dobrze. Zdecydowanie skarbem grupy jest wokalistka Magda, której wokal na żywo wali w mordę. Rzadko zdarza się usłyszeć tak wyrazisty i tak dobry kobiecy scream. Urozmaiceniem w składzie instrumentalnym jest wspomniana już altówka (dostrzegam tu działanie na przekór wszechobecnym skrzypcom). Korsarze zagrali m.in. przeróbkę „Hiszpańskich dziewczyn”, „Wiej wietrze” i „Chłopców z Botany Bay”, po czym szybko zwinęli się ze sceny. Szczęśliwie udało mi się ich potem dogonić i dowiedzieć, że niebawem nagrywają demo. Czekamy.

Netherfell jest na krakowskiej scenie grupą, którą trzeba przedstawiać coraz mniejszej ilości osób, zarówno dzięki bardzo dobrej EPce „Okryte Zapomnieniem”, jak i prężnej ostatnio aktywności koncertowej. Jako ostatni zespół mieli najwięcej czasu, aby podzielić się z nami swoim konkretnie zagranym folk metalem. Usłyszeliśmy więc całą płytkę oraz wszystkie pozostałe utwory, które mają obecnie w repertuarze (na przykład „Las umarłych”, „Ku płodnym ziemiom”, „Lords of the West”). Pirackim akcentem dla uczczenia tematyki koncertu okazał się być cover Alestorm – „The Sunk’n Norwegian”, który bardzo przypadł publiczności do gustu. Domagała się więc bisów i bisy otrzymała – teatr rozmaitości zamknęła „Mokosz”. Warto wspomnieć, że nagłośnienie tylu instrumentów (gitara elektryczna i akustyczna, bas, perkusja, dudy, skrzypce, whistle) tak, aby były dobrze słyszalne, jest nie lada sztuką, tym razem jednak mogliśmy się cieszyć pełnym brzmieniem Netherfell. Dzięki ci, Królu Jaszczurów, za tego akustyka!

Impreza Piracka w stu procentach piracką nie była, ale bawiliśmy się przednio i czekamy na III edycję. Ahoj!