Kolejna edycja Słowiańskiej Nocy Folk-Metalowej i Dni Kultur Dawnych za nami. Licznie przybyła publika miała okazję posłuchać zespołów z różnych zakątków Polski. Jak wypadły? Oto słów kilka na ten temat.

W sobotę 8 sierpnia – pomimo upalnej pogody – rozpoczął się pokaz tańca brzucha, który moim zdaniem miał się nijak do koncepcji całej imprezy. Potem – w całej swej okazałości – zaprezentowała się Bielska Drużyna Najemna ,,Svantevit”. Pewną zmianą organizacyjną był opóźniony start koncertów, bowiem rozpoczęły się one dopiero o 17.30. Z przyczyn niezależnych – niestety – nie zagrała jedna z kapel, Helroth.

Pierwszy pojawił się na scenie Black Velvet Band, wykonując utwory z ich pierwszego albumu Pieśni Obłąkane. Odrobinę rozczarował mnie tym, iż zabrakło skrzypiec. Przez to klimat folkowy w nich wykonaniu był znikomy. Dużym plusem było wykonywanie przez nich piosenek w duetach bądź nieraz przez całą grupę – zespół w mojej opinii wypadł dobrze.
Jako druga zagrała warszawska Runika, wykonując utwory takie jak Wiking, Cisza przed burzą, Ogień i Woda, dynamiczniejszą wersję Pani Jeziora (którą kojarzą pewnie osoby pamiętające Aminae jeszcze z Leśnego Licha) oraz dwie premierowe piosenki Naznaczony i Sabat. Osobiście uważam, że ich występ był jednym z dwóch najlepszych spośród innych zespołów, które zagraly podczas III Słowiańskiej Nocy Folk-Metalowej. Wokal Adrianny zrobił na mnie piorunujące wrażenie, poza tym zespół od razu nawiązał genialny kontakt z publicznością, który podtrzymywał do samego końca.
Następna grupa – Cronica z Jaworzna – w mojej opinii zaprezentowała się z bardzo przeciętnej strony. Zespół wydawał się średnio zgrany ze sobą, przynajmniej tak było w moim odczuciu. Wokale, zarówno Katarzyny, jak i Dariusza, również nie powaliły mnie na kolana. Jedynymi elementami, które zostały dość dobrze zaprezentowane, były skrzypce i flet. Moim zdaniem mają przed sobą sporo pracy, jeśli chcą poprawić jakość swoich występów oraz określić swój styl, którego na razie jeszcze nie mają.
Kolejnym zespołem był znany wszystkim dobrze Radogost, który moim zdaniem za bardzo skupił się na utworach z ich najnowszej płyty Dziedzictwo Gór, choć można było usłyszeć też inne ich znane piosenki. Podczas ich występu głównie słychać było gitary i perkusistę, a skrzypce niestety były słabo słyszalne, co moim zdaniem należy uznać za minus. Kontakt z publicznością mieli świetny, ale brak wokalu Marcina ,,Velesara” Wieczorka – zwłaszcza podczas utworu Watra – dawał o sobie znać. Zatem Radogost wypadł w moich oczach przeciętnie.
Przedostatni Percival Schuttenbach skoncentrował się na zaprezentowaniu piosenek z albumu Mniejsze Zło, choć najbardziej znanych hitów ich autorstwa nie zabrakło. Ten występ Percivala Schuttenbach był bez zarzutu. Zgrani z sobą, żadnych mankamentów, kontakt z publicznością utrzymany; może dlatego, iż był to ich kolejny występ, na którym byłem, nie zrobili oni na mnie aż tak wielkiego wrażenia niż było to w przypadku osób, które widziały ich pierwszy raz.
Ostatni zespół – Valkenrag – w mojej opinii był absolutną gwiazdą wieczoru i na równi z Runiką zaprezentował się najlepiej. Grupa zaprezentowała piosenki ze swojej debiutanckiej płyty Twilight of blood and flesh, którego premiera jest zaplanowana na wrzesień tego roku. Na bis dla publiczności wykonali genialny cover szwedzkiego Amon Amarth The Prusuit of Vikings. Cały zespół wypadł bez zarzutu, wokalista – grając jednocześnie na gitarze – wykonywał wszystkie utwory, utrzymując więź z publicznością; Valkenragowi z Tomaszowa Mazowieckiego tym bardziej należą się laury, jako że viking metal na naszej rodzimej scenie aż tak popularny jeszcze nie jest.
Podsumowując – dla samej atmosfery oraz poszczególnych koncertów warto było się wybrać na trzecią edycję Słowiańskiej Nocy Folk-Metalowej. Nie powinni żałować Ci zwłaszcza, którzy postanowili pójść po raz pierwszy, żeby zobaczyć poszczególnych przedstawicieli polskiej sceny folk oraz viking metalowej.