16 kwietnia był wielkim dniem dla fanów skandynawskiego metalu. W Progresji odbył się koncert trzech znakomitych kapel. Zagrał dla nas Borknagar – Warszawa była czwartym punktem w europejskiej trasie Winter Thrice promującej ich dziesiąty album. Muzykom towarzyszył szwedzki Diabolical i norweski Kampfar. Tak jak można było się po tym składzie spodziewać, wieczór był niesamowity.

POSTER_WEB

Impreza rozpoczęła się jak w zegarku, o 19.oo na scenie zjawili się członkowie Diabolical. Swój czterdziestominutowy występ rozpoczęli otwierającym ich ostatni album Into Oblivion. Na setliście znalazły się dwa jeszcze nienagrane kawałki, pozostałe (z wyjątkiem Eye) pochodziły z ostatniego albumu formacji. Nie byłam pewna, czego się po nich spodziewać, nie zagłębiałam się wcześniej w twórczość Diabolical – i to, co usłyszałam, spodobało mi się. W ich muzyce znajdzie się dużo smaczków takich jak chóralne wstawki czy partie wokalne składające się nie tylko z głębokiego growlu, ale i czystego śpiewu. Obaj gitarzyści zespołu utrzymywali kontakt z publiką, z czego Carl Stjärnlöv nieźle operując polskim. Niestety publiczność nie emanowała szczególną energią, choć sam występ był całkiem zacny. Po zagraniu siedmiu kompozycji i zrobieniu pamiątkowego zdjęcia pierwszy zespół zszedł ze sceny.

  1. Into Oblivion
  2. Requiem (nowy utwór)
  3. Reincarnation of the damned
  4. Wolve’s choir
  5. Nowy utwór
  6. Eye
  7. Metamorphosis

O 20.00 rozpoczęła się druga część wieczoru. Kampfar zaczął od wprowadzającego w klimat koncertu Gloria Ablaze. Charyzmatyczny frontman zespołu, Dolk, fachowo prowadził występ, jego śpiew był przepełniony gniewem i energią, a zapowiedzi przed utworami podtrzymywały duszną atmosferę. W chórkach, tak jak u Diabolical, wokalistę wspomagali wszyscy członkowie zespołu, co dodawało koncertowi mocy. Publiczność ze znacznie większym zaangażowaniem uczestniczyła w tym występie, śpiewając razem fragmenty utworów czy skandując często nazwę zespołu. I o ile przez większość wieczoru ludzie nie reflektowali na pogo, o tyle pod koniec drugiego występu przy MylderOur hands, Our legion pod sceną nieźle się zakotłowało. Koncert Kampfar przeszedł moje najśmielsze oczekiwania, zespół pokazał prawdziwą klasę. Koniecznie muszę wybrać się na koncert, gdzie będą headlinerem. Bo właśnie to był jedyny minus ich występu – za krótka setlista.

  1. Gloria Ablaze
  2. Ravenheart
  3. Troll, Død og Trolldom
  4. Daimon
  5. Tornekratt
  6. Hymne
  7. Mylder
  8. Our hands, Our legion

Przyszła pora na gwóźdź programu. Po krótkiej przerwie technicznej Borknagar zjawił się na scenie. Zespół świetnie skomponował swoją setlistę – znalazły się na niej najnowsze kawałki – Rhymes of the mountain czy tytułowy Winter Thrice, ale i takie staruszki jak Dauden z pierwszego krążka formacji. Nie zabrakło również przez wielu faworyzowanego Colossus i Oceans Rise. Muszę przyznać, że nagłośnienie nie było idealne, klawisze ledwo dało się usłyszeć, lecz śpiewny wokal Vortexa i Påla Mathiesena (od 2013 zastępuje Vintersorga na koncertach) oraz udzielający się w chórkach czy też całych zwrotkach pozostali członkowie zespołu nadrabiali te niedociągnięcia. Pod koniec występu młody perkusista grupy zagrał wirtuozerską solówkę, co było doskonałym dopełnieniem całego koncertu. Pod względem kontaktu z publiką Borknagar wypadł najlepiej, niegwiazdorska postawa muzyków jest też jak najbardziej godna pochwały. Półtoragodzinny show dobiegł końca, a po ostatnim utworze fani jeszcze przez długą chwilę nagradzali zespół gorącymi owacjami.

  1. Rhymes of the mountain
  2. Epochalypse
  3. Oceans rise
  4. Cold runs the river
  5. Ad Noctum
  6. Universal
  7. Eye of Oden
  8. Frostrite
  9. Icon Dreams
  10. Ruins of the future
  11. Dauden
  12. Dawn of the end
  13. Colossus
  14. Winter Thrice

Od początku do końca muzycy dawali z siebie wszystko. Formacje trzymały równy, wysoki poziom, a szczególne pokłony należą się Kampfarowi za nader klimatyczny występ. Progresja była idealnym miejscem na tę imprezę. Fantastyczna akustyka, dużo przestrzeni, dobra organizacja. Fakt, frekwencja nie była powalająca, na sali zmieściłoby się kilka razy więcej ludzi, a same zespoły widziały dużo większe tłumy. Nie przeszkadzało im to jednak w stworzeniu wyjątkowej atmosfery i uraczeniu fanów porządną dawką dobrego grania. Udział w tym wydarzeniu był dla mnie wspaniałym doświadczeniem. Na takie koncerty warto czekać.

Zdjęcia wykonał Janek Fronczak. Więcej znajdziecie na jego stronie.