15 maja w warszawskim Voodoo zagrał The Moon and the Nightspirit w towarzystwie Helrotha, który supportował węgierskich muzyków akustycznym setem. Mimo że wydarzenie odbyło się w niedzielę (a to dla wielu dzień dość niedogodny), do klubu zawitało całkiem sporo ludzi.

13012753_1039443246102610_7883445858348319573_n

Przed 21 uzbrojeni w wszelkiej maści gitary, bębny, flety, didgeridoo i skrzypce członkowie Helroth w znacznie mniej metalowym wydaniu zaczęli swój występ. W Voodoo panowały doskonałe warunki do grania, wszystkich muzyków dało się bez trudu usłyszeć. Magiczna atmosfera narastała, wczucie się w klimat wieczoru nie zajęło zebranym długo. Już na samym początku można było poczuć się jak w fantastycznym, średniowiecznym świecie. Świetne partie wokalne Marthy i Orthanka przy nastrojowym, instrumentalnym akompaniamencie robiły wrażenie – momentami porywały, by zaraz potem przejść w bardziej stonowane nuty. Choć przełożenie niektórych kawałków z metalu na folk musiało być nie lada wyzwaniem, zespół w znakomitym stylu podołał temu zadaniu. Ta grupa potrafi porwać tłumy zarówno ciężkim graniem, jak i tym znacznie lżejszym. Wyjątkowo szybko minęła pierwsza część wieczoru. Helroth w klasycznym wydaniu będziemy mogli usłyszeć 18 czerwca.

  1.  Intro
  2.  Las
  3.  Prząśniczka
  4.  Słońce Bóg
  5.  Mamuny
  6.  Kwiat życia
  7.  Silitian Tale
  8.  Chrystus
  9.  Wataha
  10.  Karczma Rzym
  11.  Bis (Hymn)

Na występ Węgrów nie trzeba było czekać długo, już po krótkiej przerwie The Moon and the Nightspirit zaczęli swój koncert.  Dwa razy mniejszy czteroosobowy skład na pierwszy ogień zagrał pierwsze kawałki z ostatniego albumu, Mohaszentély i Egnyitó. Muzycy nie tylko podtrzymali już wcześniej zbudowaną przez Helroth atmosferę, ale i dodali całemu wieczorowi dużą dozę pełnej magii delikatności i bajkowości. Na setlistę składały się kawałki pochodzące z czterech albumów formacji. Wszystkie utwory Ágnes i Mihály zaśpiewali w swym rodzimym języku, co pozwoliło słuchaczom, jakkolwiek to zabrzmi, nie zastanawiać się nad znaczeniem tekstów – po samym brzmieniu można domyśleć się bajań o naturze, magii i legendach. Wysoki, damski śpiew, przytłumiony męski wokal, pełne energii bębny, głębokie basy i partie skrzypiec komponowały się po prostu świetnie – aż chciało się zamknąć oczy i pobujać się w rytm muzyki. Godzinny występ Nightspiritów pozostawił we mnie głęboką chęć wyruszenia w wędrówkę po mistycznych lasach i krainach. Mam gorącą nadzieję, że na następny koncert Węgrów nie będę czekać długo – taka muzyka równa się podróży do innej rzeczywistości.

  1.  Mohaszentély
  2.  Egnyitó
  3.  Alkonyvarázs
  4.  Álomszövő
  5.  Éjköszöntő
  6.  Örökké
  7.  Zöldparázs
  8.  Ég felé
  9.  Tücskök az avarban
  10.  Tűben szulető
  11.  Tavaszhozö
  12.  Bis (Regő Rejtem)

O 23 występ się zakończył, fani mieli czas na zrobienie sobie zdjęcia z muzykami czy zdobycie autografu. Muszę przyznać, że ten koncert był dla mnie bardzo przyjemną odskocznią, jako że ostatnio bywałam na samych metalowych gigach. Ów wieczór był doskonałym zwieńczeniem ciepłego majowego weekendu. Należą się podziękowania dla organizatorów, zespołów i pracowników klubu za zorganizowanie świetnego wydarzenia!