Kilka dni temu w warszawskim Clubrock odbyła się pierwsza edycja festiwalu Pagan Fest zorganizowanego przez lidera Pravii. Koncert powstał z okazji drugich urodzin zespołu. Oprócz jubilatów wystąpili na nim dawno niewidziani przez stołeczną publiczność Saltus, lubelski Black Velvet Band oraz miejscowy Elforg. Dwoje z naszych redaktorów podzieli się z wami wrażeniami z owego wieczoru.

Jakub Bochenek: Jakie były Twoje oczekiwania względem Pagan Festu?

Agata Biały: Od razu, gdy usłyszałam o wydarzeniu, postanowiłam się na nie udać, zainteresował mnie nie tylko jubileusz Pravii, ale również to, że wystąpi nigdy niewidziany przeze mnie Saltus, dawno niesłyszany Black Velvet Band, no i Elforg. Idąc na ten koncert, spodziewałam się dwóch rzeczy: dobrej muzyki i dobrej zabawy.

Jakub Bochenek: Czyli oczekiwaliśmy tego samego. Kiedy zjawiłem się w klubie, pod sceną świeciło pustkami. Z czasem frekwencja się zwiększała, ale i tak ilość ludzi pozostawiała wiele do życzenia. Smuci mnie, że tak lubiany przeze mnie Elforg zastał tak małą publiczność.

Agata Biały: Faktycznie, choć chwilę spóźniłam się na ich występ, na sali stała niewielka grupa osób. Mimo to Elforg dał z siebie wszystko – widać, że wielkość publiki nie ma dla nich znaczenia, bowiem muzycy świetnie bawią się na scenie. Mimo że formacja odstawała od reszty zespołów na Pagan Feście, zrobiła mi smaka na kolejne zespoły. Długo czekałam na koncert Black Velvet Band i ziściły się moje oczekiwania. Uwielbiam ostatni krążek kapeli, byłam bardzo ciekawa, jak zespół wykona go na żywo. No i co mogę powiedzieć – odwalili kawał dobrej roboty, widać było pełne zaangażowanie do tworzonej muzyki. Niezauważenie minął mi ich występ. Czasem wyłączył się mikrofon, ktoś zafałszował raz czy dwa, ale nie przeszkadza mi to w stwierdzeniu, że zagrali kapitalnie.

Jakub Bochenek: Nie dało się nie usłyszeć kilku błędów technicznych, ale całokształt wypadł naprawdę przyzwoicie. Do gustu przypadł mi fakt, że oprócz nowych utworów zagrali też kilka starszych kawałków, a wieńczący ich set cover legendy heavy metalu – Manowar – dobrze dopełnił całość. Nie ukrywam, posłuchałbym BVB dłużej, ale po wejściu Saltusa na scenę przestałem się nad tym zastanawiać. Po pierwsze, widać było, że mają oddanych fanów – grają już prawie 20 lat; na sali znajdowała się starsza publiczność. Pod sceną ciągle wrzało – świadczy to o tym, że mimo minionego czasu ich muzyka nie starzeje się i porywa tak samo jak dekadę temu.

Agata Biały: Żywiej uczestniczyłeś w tym występie, ja obserwowałam sytuację z boku – mam jednak odczucia podobne do Twoich. Na Saltusie poczułam prawdziwą „kultowość” metalu, a trzeba przyznać, że jest to doznanie wyjątkowo przyjemne. Set formacji okazał się najdłuższą częścią imprezy, co pewnie zadowoliło duży procent obecnych na koncercie. Teraz została tylko Pravia. Ostatni band wieczoru umiejętnie utrzymał parną atmosferę na sali. Pogo trwało – jeszcze namiętniej niż przedtem.

Jakub Bochenek: To trzeba przyznać, publika dała o sobie znać. Muzycy zaprezentowali większość utworów ze swojego longplaya, jak i starsze kawałki, takie jak Perun. Warto też wspomnieć o tym, że właśnie z okazji tego koncertu zespół wypuścił własne piwo. Przyznam szczerze, że smak tego trunku przypadł mi do gustu. I nawiązując do tematu, podczas tego wieczoru można było nie tylko skosztować piwa Pravia, Black Velvet Band również zaprezentował ciekawy napitek – samogon Zamieć daje popalić w gardle.

Agata Biały: Podsumowując – na Pagan Feście można było przyjemnie spędzić czas. Oprócz sali koncertowej Clubrock dał do dyspozycji duży ogród z grillem pełen leżaków i stołów pod parasolem – klimatyczne otoczenie umilało słuchanie lubianych przeze mnie zespołów. Poza tym fani mogli kupować płyty i koszulki z dwóch stoisk.

Jakub Bochenek: Miło będę wspominał ten wieczór. Mam nadzieję, że kolejna edycja festiwalu wypadnie co najmniej tak dobrze jak pierwsza.

Termin Pagan Fest II jest już oficjalnie ogłoszony:
 Link do wydarzenia