Trasa pt. „Radogost & Grai Tour” zmieniła się w niebywałe, jak na nasz kraj, folk metalowe święto. W paru miastach do składu doszedł zachodni zespół z górnej półki (tak, mowa tutaj o Alestorm). Nie zapominamy o innych kapelach, które istotnie wpłynęły na jakość tego wydarzenia: Dalriadzie, Percivalu Schuttenbachu i Netherfell, niemniej jednak nie ma wątpliwości, że tak szanowana ekipa, jaką są Szkoci, przyciągnęła na to wydarzenie najwięcej fanów.

Kraków był siódmym przystankiem na trasie Radogosta i Graia, jednak dopiero teraz mieli oni okazję zagrać przed szkockimi piratami. Koncert można by nazwać małym folk metalowym festiwalem, gdyż 6 zespołów z tego gatunku grających na tej samej scenie to rzadkość. Poważnym minusem był brak jakiejkolwiek rozpiski czasowej dostępnej przed wydarzeniem – uniemożliwiało to niektórym fanom przyjście tylko na swoje ulubione zespoły, bądź pominięcie tych, których nie chcieliby usłyszeć. Szkoda też, że koncert odbył się na małej scenie w Rotundzie, większa sala na pewno byłaby wygodniejsza dla publiczności, jak i samych wykonawców.

AlestormKrakow2

W Krakowie kolejność wyglądała następująco: Netherfell, Percival Schuttenbach, Dalriada, Radogost, Grai, Alestorm.

Netherfell po koncertach we Wrocławiu i Lublinie wrócił na swoje podwórko i został naprawdę gorąco przyjęty. Utwory takie jak m.in. „Mokosz”, „Fire of Demise” i „Ku płodnym ziemiom” były przyczyną ogólnego entuzjazmu publiczności, pisków kobiet oraz kilku ścian śmierci. Z przyjemnością obserwujemy wzrost formy zespołu, także ze względu na jego potencjał – na folk metalowej scenie mogą wiele zwojować. Warto także wspomnieć, iż w przygotowaniu jest reedycja płyty „Okryte Zapomnieniem”, która zostanie wzbogacona o nowy materiał. Występ, choć nieco krótki, zrobił bardzo pozytywne wrażenie – Kraków czeka na więcej.

Percival Schuttenbach to zasłużony już zespół dla polskiego folk metalu, dzięki niemu ten gatunek nie stoi w miejscu. Koncert był jak zwykle bardzo żywiołowy, idealnie rozgrzewający publiczność do późniejszych występów. Największe ożywienie ludzi dało się zauważyć podczas najsławniejszych utworów: „Pani Pana” i „Satanismus”. Mała ilość czasu nie pozwoliła na zaprezentowanie dłuższego seta, jednak bez wątpienia Percival Schuttenbach po takiej reakcji krakowskiej publiczności jeszcze nie raz odwiedzi to miasto.

Następnie przyszedł czas na węgierską Dalriadę. Zespół ma sporo fanów na polskich ziemiach, dlatego też tej jesieni grają u nas aż 6 koncertów. Pod krakowską sceną zebrała się dość liczna grupa ludzi. Występ był zaskakująco dobry. Bardzo pozytywne wrażenie zrobiło połączenie damskiego wokalu z męskimi zaśpiewami, szczególnie mowa tu o gitarzyście Andrásie Ficzeku i Laurze Binder, których głosy na scenie dopełniały się w znakomity sposób. Można pokusić się o stwierdzenie, że taka kombinacja brzmi lepiej na żywo niż na płycie. Jeżeli chodzi o sceniczny wizerunek Dalariady, to muzycy prezentowali się tak jak przystało na prawdziwych folkowych artystów – ubrani byli w tradycyjne ludowe stroje, co dodawało klimatu całemu występowi. Członkowie zespołu skutecznie zachęcali publiczność do aktywnej zabawy pod sceną, co dodatkowo sprawia, że cały koncert należy uznać za jeden z lepszych tego wieczoru.

Radogost wyszedł na scenę jako ostatni polski zespół (w końcu trasa jest sygnowana ich nazwą, dlatego nie powinno być wątpliwości co do kolejności występów). Formacja od wielu lat reprezentuje ponadprzeciętny poziom na polskiej niszowej scenie. Podobnie było na koncercie. Muzyka w stylu Korpiklaani (chociaż Radogost jest bardziej heavy metalowy) zdecydowanie przypadła do gustu publiczności. Takie klasyczne(!) hity jak „Dar Czarnego Licha” czy „Niechaj stanie się dzień” wypadły doskonale i nie pozostawiły złudzeń co do tego, że Radogost znajduje się na czele polskiego folk metalu. Szkoda, że nagłośnienie wokalu przeważnie pozostawało za innymi instrumentami, jednak nie przeszkadzało to w odbiorze. Na koniec usłyszeliśmy „Not for War” z nowej anglojęzycznej płyty.

Przedostatnim oglądanym przez nas zespołem był Grai (Грай). Jest to  rosyjski folk metalowy projekt powstały w 2005 roku, zapewne niezbyt znany polskim fanom, ale nie mógł nie przypaść do gustu. Dźwięczne flety były chyba najwyrazistszym folkowym instrumentem właśnie podczas tego koncertu. Nie można było też odmówić wdzięku śpiewającym paniom, niestety wszystko brzmiało odrobinę gorzej niż na nagraniach z płyty.

Na koniec, piętnaście minut po północy, na scenę wkroczyła gwiazda tego wydarzenia – Alestorm – przynosząc ze sobą przesiąkniętego rumem oraz epatującego kiczem pirackiego ducha. Zespół zaprezentował się profesjonalnie i wzorowo, zarówno od strony muzycznej, jak i kontaktu z publicznością. Mimo skromnego dorobku albumowego (3 płyty), widać było ich doświadczenie i obycie z koncertami. Wokalista co raz zabawiał tłum pirackimi tekstami, pozostali muzycy także nie pozostawali bierni. Jeżeli chodzi o utwory, to usłyszeliśmy wiele hitów, które wyniosły ten zespół na szczyt, m.in. „Shipwrecked”, “Nancy the Tavern Wench”, “Wenches & Mead”, “Keelhauled” czy “Captain Morgan’s Revenge”.

Setlista Alestorm: The Quest, The Sunk’n Norwegian, Shipwrecked, Over the Seas, Midget Saw, Nancy the Tavern Wench, The Huntmaster, Pirate Song, Back Through Time, Wenches & Mead, Death Throes of the Terrorsquid, Keelhauled, Set Sail and Conquer, Captain Morgan’s Revenge, Rum

Październikowe święto folk metalu (wzbogacone porcją „morskich opowieści”) zakończyło się chwilę przed 2:00. Ci, którzy dotrwali do końca, opuszczali Rotundę zaspokojeni muzycznie i zadowoleni, więc krakowski przystanek Radogosta i Graia można uznać za wypełnienie miejsca po wielkim nieobecnym tegorocznej festiwalowej jesieni – Heidenfeście. Czekamy na więcej folk metalowych koncertów na krakowskich ziemiach!

Wydarzenie zrelacjonowane w części także przez Martę oraz Michalinę (dziękuję za pomoc!).

  • Sebastian Fudali

    Po pierwsze Alestorm zagrał też Rumpelkombo.
    Po drugie, koncert skończył się o 2 ale afterparty z Alestormem było do 6.

    • Missdiscordia

      Ale to recenzja dotycząca koncertu, a nie afterparty.

  • Sebastian Fudali

    Po pierwsze Alestorm zagrał też Rumpelkombo.
    Po drugie, koncert skończył się o 2 ale afterparty z Alestormem było do 6.

    • Missdiscordia

      Ale to recenzja dotycząca koncertu, a nie afterparty.