28 października 2012, godzina 17:00 – w warszawskiej Proximie zaczynali gromadzić się fani w oczekiwaniu na pierwszą edycję Under Folk Wings Festival. Organizatorzy zaprosili na imprezę pięć zespołów – dwa czeskie oraz trzy polskie. Reprezentantami naszych południowych sąsiadów byli folk/doommetalowy Silent Stream of Godless Elegy oraz Cruadalach, wśród rodzimych kapel zaś pojawili się Percival Schuttenbach, Vecordia i Morhana.

Niedziela jako dzień koncertu i odbywający się równolegle w Krakowie Heidenfest sprawiły, że, delikatnie mówiąc, klub nie pękał w szwach. Kiedy przybyłem nieco po godzinie 17:00, wewnątrz, przed zamkniętymi jeszcze drzwiami do głównej sali, siedziała przy stolikach kilkudziesięcioosobowa grupka. Drzwi te zostały otwarte około pół godziny później, a przybyli na miejsce miłośnicy folk metalu mogli rozproszyć się w naprawdę przestronnym pomieszczeniu.

Impreza rozpoczęła się o 18:00 koncertem stołecznej Morhany. Zespół po kilkumiesięcznej przerwie pojawił się z setem dobrze znanym swojej publiczności. Nie mogło zatem zabraknąć w nim takich kawałków, jak „WTF”, „Horned God” czy „The Traveler”, który jak zwykle mocno rozgrzał publikę, szczególnie fanów zespołu. Kto chciał, mógł także potańczyć do skocznego, bretońskiego „Plinna”, a nowszą twórczość grupy reprezentował utwór „Trolls on the Sea”, od kilku występów żywiołowo przyjmowany przez publiczność. Świetnym posunięciem było także stworzenie klimatycznego intra, któremu towarzyszyło pojawienie się kapeli na scenie. Cały występ był bardzo udany, na co składał z pewnością świetny kontakt z gawiedzią, energia płynąca ze sceny, ale także, o czym trzeba wspomnieć w kontekście kolejnych zespołów, znakomita słyszalność obojga wokalistów i wszystkich instrumentów. Zabrakło być może jedynie pewnego powiewu świeżości – czegoś nowego, nieznanego jeszcze fanom. Utworem wieńczącym widowisko była „Morhana”, jeden z najstarszych kawałków w repertuarze warszawskiej formacji, po którym zespół opuścił scenę.

Pierwsi goście zza południowo-wschodniej granicy, Cruadalach, pojawili się na deskach około 19:30. Nie był to ich pierwszy występ w Polsce – jak sami przyznali, kiedy mają przyjechać do naszego kraju, nasuwają im się dwa skojarzenia: fatalne drogi i wspaniała publiczność. Wokalista nie raz podczas występu postanowił sprawdzić, na ile drugie z tych stwierdzeń jest prawdziwe, wykonując liczne rajdy ze sceny wgłąb tłumu. W setliście Cruadalach pojawiło się bardzo dużo kawałków z pierwszego wydanego przez zespół albumu. Wśród nich znalazło się miejsce dla „Living with Pride”, „Cruadalach” czy „Morrigan”, z których każdy w zasadzie prezentuje ogromną różnorodność – w niektórych utwory te są bardzo szybkie, skoczne, momentami ciężkie, a jeszcze kiedy indziej niemal melancholijne. Nie zabrakło także utworów z poprzedzającej album EP-ki (jak „Vrásčitá”), a nawet tych pamiętających jeszcze czasy wydanego dwa lata temu dema, które reprezentowały „Pramen Epony” oraz, jeśli dobrze rozszyfrowałem napisaną po czesku setlistę, „Golden Times”. Całość wypadła bardzo żywiołowo i dynamicznie, niestety trzeba też wspomnieć, że z licznego instrumentarium, które pojawiło się na scenie (skrzypce, wiolonczela, dudy, szałamaja…), większość zagłuszały zbyt podkręcone gitary. Dźwięk wiolonczeli, jeśli nie grała solo, zlewał się z resztą instrumentów, dudy praktycznie nie były słyszalne, a jedynie skrzypce były w stanie się wybić. Sytuacja poprawiała się ponoć wraz z oddalaniem się od sceny. Mimo wspomnianych mankamentów, schodzącemu ze sceny zespołowi towarzyszył gromki aplauz ze strony publiczności.

Vecordia, jedni z gospodarzy festiwalu, wyszli na scenę jako kolejni, odziani w klimatyczne, stylizowane na dawne stroje. Wiele osób z publiki nie słyszało warszawskiego zespołu w nowym składzie (zmiana wokalistki w czerwcu tego roku – przyp. red.), dlatego z tym większą ciekawością wyczekiwali początku występu. Całość zaczęła się intrem, które zaraz przeszło w „Leśną Armię”. Spośród starszych utworów zespołu gawiedź mogła usłyszeć także „Obłęd” i „Niebiański Taniec”. Fani nie mogli nie zauważyć, że ich teksty zostały zmienione, jednak nie wpłynęło to bardzo na pozytywny odbiór całego występu. Pojawiło się także bardzo wiele kawałków nowszych, słyszanych zapewne pierwszy raz na żywo przez część osób przed sceną. Wśród nich wymienić można „Matulę”, „Hymn” czy „Prząśniczkę”, podczas, której znakomicie słychać, jak dobrze współbrzmią ze sobą głosy Martyny i Marty (wokalistki i flecistki – przyp. red.).  Nie zabrakło także puszczenia oka w stronę publiczności – cover znanego motywu z „Pszczółki Mai” podbił chyba nawet najmroczniejsze serca w tłumie. Występ zakończył się kolejnym coverem. Tym razem był to utwór Korpiklaani, „Happy Little Boozer”. Całe widowisko wypadło bardzo dobrze, zespół pokazał, że niezależnie od zmian kadrowych potrafi grać znakomitą muzykę. Jedynie nagłośnienie pozostawiało tak wiele do życzenia, że po pierwszym kawałku publiczność sama domagała się, by zwiększyć głośność obu żeńskich wokali.

Zaraz po występie warszawskiej formacji pojawiła się informacja o nagłym zasłabnięciu wokalistki Silent Stream of Godless Elegy. Hanka Nogolová została odwieziona do szpitala, przez co występ grupy nie mógł się odbyć. Po raz kolejny na scenie pojawiła się więc Vecordia, odgrywając dwa kawałki – instrumental o nieokreślonym dotąd tytule oraz „Łowy”, które, podobnie jak wykonywane wcześniej, starsze kawałki, doczekały się świeżej warstwy tekstowej.

 

Percival Schuttenbach, gwiazda wieczoru, pojawił się na scenie po nieco dłuższej przerwie. Zespół jak zawsze błyszczał na scenie nie tylko muzycznie – wspaniały kontakt z publicznością, stroje, wreszcie ruch sceniczny tworzą razem niezapomniane widowisko. Całość rozpoczęła się kawałkiem z albumu „Reakcja Pogańska” – „Gdy Rozum Śpi”. Prócz niego krążek ten na koncercie reprezentowały jeszcze „Lazare”, „Pani Pana” oraz dobrze znany, prześmiewczy „Satanismus (Braniewo Song)”, którego chwytliwy refren śpiewała z zespołem cała publiczność. Grupa prezentowała także utwory z przygotowywanego albumu – tytułowy „Svantevit” oraz „Zawiść Buby” z pewnością sprawiają, że wydawnictwo to staje się jeszcze bardziej wyczekiwane przez fanów. Na koniec przyszedł czas na cover kawałka „Motorbreath” (Metallica), który publika przyjęła prawdziwym szaleństwem pod sceną. Występy Percival Schuttenbach mają to do siebie, że zaskakują za każdym razem (choćby wokalistą w pożyczonym od koleżanek z zespołu welonie zakonnicy na głowie) i powraca się na nie z ogromną przyjemnością. Jedynym mankamentem całości okazało się ponownie nagłośnienie, szczególnie wszystkich żeńskich wokali, których słyszalność była mocno ograniczona.

Under Folk Wings Festival 2012 zakończył się około północy. Mimo niedyspozycji jednego zespołu, impreza pozytywnie zapisała się w mojej pamięci. Początkowo niezbyt liczna publiczność nie zniechęciła kapel i każda z nich zagrała bardzo dobry koncert. Organizatorzy, zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, zamierzają stworzyć Under Folk Wings Festival wydarzeniem cyklicznym i obecnie na oficjalnym profilu Vecordii na Facebooku odbywają się poszukiwania kolejnego miasta, które mogłoby tę imprezę ugościć. Pozostaje zatem życzyć powodzenia i liczyć, że kolejna edycja będzie jeszcze lepsza od tegorocznej.

Ogromne podziękowania dla Oli, która udostępniła portalowi FolkMetal.pl swoje fotografie z festiwalu.