Sieć zabobonów nas otacza. Niektórzy boją się czarnych kotów, w innych przerażenie wywołuje pęknięte lustro, piątek 13-ego był powodem przełożenia mojego ostatniego kolosa z matematyki. Jest w nich – zabobonach coś, co tkwi głęboko w naszej podświadomości (albo lepiej nieświadomości – jak wolą znawcy Freuda), tak jak instynktowny strach przed robactwem i gryzoniami. Sam mimowolnie im podlegam, mając  przy tym mieszane uczucia. Takie same jak słuchając tej płyty.

Po rozerwaniu folii i wstępnej analizie, uwagę przyciąga ładnie zaprojektowana okładka. Podobają mi się ciepłe kolory, jak również styl w którym jest utrzymana. Spoglądają z niej na nas twarze osnute dymem – mające budować klimat tajemniczości. Gdybym miał się czepiać zwróciłbym uwagę na napis z nazwą zespołu i płyty – jest niewidoczny i po prostu nie pasuje. Wewnątrz czekają na nas testy piosenek spisane na papierze dobrej jakości i to na co wszyscy czekamy z utęsknieniem – płyta. Ocena 4,5/5

A co na niej otrzymujemy? Sześć piosenek, żadna z nich nie ma więcej niż pięć minut długości – łącznie 19 minut folkowej furii. Dużo mało? Raczej niezadowalająco, ale cóż. Nie ilość, a jakość się liczy więc przejdźmy do sedna, czyli muzyki.

Pierwsza piosenka Jarowit Jaryło wprowadza nas w klimat płyty. Podoba mi się niski wokal brzmiący jak rytualno-transowy śpiew starosłowiańskiego kapłana. W tle przygrywa melodia przywodząca na myśl dokonania rosyjskiej Arkony. Utwór trwa około trzech minut i może się podobać. Ocena: 4/5

Dalej czeka nas Koń intro wolniejsza i spokojniejsza, jak sama nazwa mówi, ma nas wprowadzić do następnej piosenki. Właściwie nie wiem czemu podzielono ją na dwie części. Utwór słuchany poza kolejnością, np w odtwarzaczu muzyki przy ustalonym losowym odtwarzaniu, nic nie wnosi i nie porywa. Ocena: 3/5

Kolejna piosenka Koń jest kontynuacją poprzedniej. Jest zdecydowanie bardziej żwawa i może się podobać. Pod względem stylu przypomina Jarowita. Szkoda, że nie połączono Konia z intrem, wówczas wartość całości byłaby dla mnie większa, niż każdego utworu z osobna. Jak mówią, nie zawsze dwa plus dwa równa się cztery. Ocena 3,5/5

Pantera uspokaja tempo, które narzucił galopujący Koń. Pod względem muzycznym jest ok, dobrze się tego słucha. Słuchając piosenki na myśl przychodzi zespół Ich Trole, z którego duża część składu się wywodzi. Trwa około czterech i pół minuty. Ocena: 4/5

Cóż mogę powiedzieć O jednej wieśniaczce? Utwór będący satyrą na sytuację średniowiecznej wsi i rozpasanie duchowieństwa może się podobać. Dowcipny tekst, muzyka przywodząca na myśl dokonania Żywiołaka jest moim zdaniem bardzo dobrym połączeniem. Z powodu teksu tej piosenki nie będę mógł puścić płyty mojej mamie, co uważam za minus :P. Ogólnie utwór jest bardzo urozmaicony i może się podobać.  Ocena: 4/5

Na koniec uderza w nas furia Zabobonu. Początek sprawił, że przeszły mi po plecach ciary. Piosenka epicka i bardzo mi się podoba. Miejscami mógłbym się przyczepić do wokalu, ale po co? Lepiej dać się porwać jej rytmowi! Ocena: 4,5/5

Muszę przyznać się do tego, że kupiłem płytę pod wpływem koncertu zespołu w warszawskiej Fabryce Kotłów (dawne No Mercy) i czuję się lekko zawiedziony. Czemu? Cóż niedosyt zostawia czas trwania płyty – znam dłuższe dema. Co więcej nie podoba mi się zabieg podziału piosenki Koń na dwie części. Wiem, że sześć piosenek na płycie lepiej wygląda niż pięć, ale czy nie można było dodać np. cover Pochwista Ich Troli? Zespół w czasie koncertu swobodnie operował materiałem obu grup więc w czym problem? Żeby podsumowanie nie wyszło jednoznacznie negatywnie, muszę przyznać, że płyta to kawał solidnego folkowego grania w dobrym stylu. Fanom Żywiołaka i Ich Troli polecam płytę w ciemno. Reszta sama musi się nad tym zastanowić. Mam nadzieję, że recenzja będzie pomocna.

Ocena całości: 3,5/5