Poszukiwań ciąg dalszy. Nabrała mnie ochota na coś spokojnego, coś z melancholijnym wydźwiękiem, szukałem czegoś, przy czym mógłbym się wyciszyć albo spokojnie poczytać książkę. Natknąłem się na neofolkową grupę ze Stanów Zjednoczonych – Rota Fortunae, która pod koniec lutego wydała EP’kę zatytułowaną Solstice. Nie znam zbyt wielu projektów folkowych (w tym też folk metalowych) z tego regionu, a tym bardziej mało które przypadły mi do gustu, więc odpaliłem ten album z dużym ryzykiem.

Opłaciło się, Solstice spełniło moje oczekiwania, nawet lepiej – często wracam do słuchania tego wydania, nie czując ani razu jakiegoś uczucia znudzenia nim. Krótko i na temat; cztery, razem trwające około szesnaście minut piosenki pozwalają mi się zrelaksować, na chwilę zapomnieć o trudach codziennego życia i skupić się na tej magicznej atmosferze, która została stworzona przez twórców tej EP’ki. Trochę ubolewam nad tym, że Solstice nie trwa nawet dwudziestu minut – z drugiej strony, jestem w stanie słuchać go kilka godzin dziennie, świetnie się przy tym bawiąc. Jest to prosty album w odbiorze, można go odpalić na odtwarzaczu, i skupić się na czymś innym, polecam jednak poświęcić tę chwilę, żeby odsłuchać go w pełnym skupieniu, na prawdę warto.

Szanuję w cholerę fakt, że twórcy opublikowali tę EP’kę za darmo na swoim Bandcampie, gdzie każdy może tego posłuchać. Jestem jednak w stanie zapłacić im sporą sumę pieniędzy za coś takiego. Shut up and take my money! Gorąco zachęcam wszystkich, żeby pobrali i posłuchali nowego dzieła Rota Fortunae. Na koniec zapraszam również do śledzenia ich profilu na Facebooku.

9/10