Za oknem ponuro. „Zapachniało powiewem jesieni”, zaśpiewałby Jaskier. Wtedy pojawia się Lelek  i Brzask Bogów (wydany przez Karrot Komando). Brzask, który „ciemność przepędza”.

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o albumie Brzask bogów i bliżej zapoznałam się z jego treścią, pomyślałam, że to swoisty sprawdzian dla słuchacza. Test na odwagę. Bo i połączenie, które serwuje nam Lelek, projekt Maćka Szajkowskiego, znanego m.in. z formacji Kapela ze Wsi Warszawa, sugeruje odbiorcy, że będzie miał on do czynienia z wymagającym materiałem.

Już pierwsze dźwięki na albumie utwierdziły mnie w tym przekonaniu; zresztą każdy, kto słyszał wokalistę Michała Rudasia – choćby w The Voice of Poland – wie, o czym mówię. Wprawdzie płyta utrzymana jest w „słowiańskiej konwencji”, jednak czuć w niej orientalny sznyt – i tu wielkie ukłony w stronę Rudasia, którego sprawność techniczna powala na kolana. Obiegniki, ćwierćtony, perfekcyjna dykcja, skala, emocje – jeżeli jesteście wrażliwi na kunszt wokalny, z pewnością będziecie usatysfakcjonowani, bo Michał Rudaś ma śpiew we krwi. Wokaliście udało się zachować idealny balans pomiędzy „słowiańskością” a swoistą egzotyką, co nadaje albumowi niesztampowy charakter.

Na uwagę zasługuje też genialne brzmienie instrumentów; możemy więc na płycie usłyszeć ghantee, bębny obręczowe, cytrę czy róg. W nagraniach wzięło udział wielu gości, znanych również zapewne fanom folk metalu – m.in. Mikołaj Rybacki z Percival Schuttenbach. Album jest zróżnicowany nie tylko pod względem instrumentalnym, ale także wokalnym – Brzask Bogów to epickie chóry, deklamacje, oryginalne popisy solowe; Lelek ujął mnie za serce również warstwą tekstową, a w szczególności Pieśnią Bojana Ryszarda Berwińskiego (mam ogromną słabość do tego romantycznego twórcy). Muzycy zadbali zarówno o wrażenia słuchowe, jak i o wizualną oprawę swojego dzieła (nie waham się użyć tego słowa); dodatkiem do płyty jest – całkiem obszerna – książeczka, w której znajdziemy nie tylko teksty piosenek i podziękowania, ale też ciekawostki na temat nazwy projektu… i nie tylko.

Bardzo mnie intryguje, czy muzycy inspirowali się Pieśnią wojów Czesława Niemena, utworem przyprawiającym mnie o gęsią skórkę i palpitacje. Klimaty co poniektórych piosenek – mam tu na myśli Modlitwę Poranną, w moim mniemaniu absolutny „top” albumu – przywodzą mi na myśl Mistrza… I wydaje mi się, że to porównanie ani odrobinę nie jest przesadzone.

Brzask Bogów to muzyczna hybryda, która przenosi słuchacza w bajeczny świat słowiańskich wierzeń, okraszony orientalnymi nutami. Muzyka projektu Lelek wprowadza w trans, hipnotyzuje od pierwszych dźwięków. Żywię więc szczerą nadzieję, że „słowiańscy jogini” zaczarują swoimi nutami tłumy, bo zdecydowanie na to zasługują, a Brzask Bogów zapewnił sobie miejsce na podium w moim osobistym rankingu albumów, których miałam okazję posłuchać.

11/10